Dominique Abel i Fiona Gordon: "Paryż na bosaka" to komedia burleski

"Sprzeciwiamy się duchowi czasów współczesnych. Nie jesteśmy bardziej optymistyczni niż inni, ale próbujemy inaczej postrzegać ludzkość w jej dziwactwach" - mówią Dominique Abel i Fiona Gordon, twórcy filmu "Paryż na bosaka". Komedia zadebiutuje na ekranach polskich kin 11 sierpnia.

Dominique Abel, Emmanuelle Riva i Fiona Gordon w filmie "Paryż na bosaka"

"Podobnie, jak nasze inne filmy 'Paryż na bosaka' to komedia burleski. Prawie wszystkie wydarzenia dzieją się w zaledwie dwa dni i dwie noce. Bohaterowie znajdują się w stanie ciągłego napięcia, biegają i wpadają na siebie przez cały czas akcji" - wyjaśniają twórcy filmu.

Uporządkowane życie Fiony (Gordon) zakłóca pewnego dnia pełen rozpaczy list od mieszkającej w Paryżu 88-letniej ciotki Marthy (Emmanuelle Riva). Fiona wskakuje w pierwszy samolot do Europy. Na miejscu odkrywa, że Martha zniknęła. W lawinie spektakularnych katastrof poznaje Doma (Abel), uprzejmego, ale denerwującego kloszarda, który nie chce jej zostawić w spokoju. Z czasem przestaje jej to przeszkadzać...

Reklama

W głównych rolach sami twórcy filmu, czyli belgijsko-kanadyjski tandem: Dominique Abel i Fiona Gordon. U ich boku legendy francuskiego kina: 88-letnia Emmanuelle Riva w swej ostatniej roli i Pierre Richard.

O pracy na planie filmu "Paryż na bosaka" opowiadają Dominique Abel i Fiona Gordon.

Bohaterowie waszych filmów zawsze nazywają się tak jak wy. Czy wasza twórczość zawiera elementy autobiograficzne?

Fiona Gordon: - Tak, to świadomy wybór. Chcemy, żeby ludzie czuli, że to, co widzą jest o nas, że humor jest oparty na naszych prawdziwych słabościach, ale też na sile, którą mamy.

Dominique Abel: - W ten sposób staramy się pokazać światu nasz koloryt, materiał, małe pomysły, które pchają nas w życiu dalej.

Wasza twórczość jest jasna i optymistyczna, co nie zdarza się często w przygnębiającej atmosferze naszych czasów.

Fiona Gordon: - To zabawne, że o tym wspominasz dlatego, że przygotowujemy właśnie informację prasową i napisaliśmy w niej, że "atmosfera naszych czasów jest przepełniona pesymizmem, przemocą, cynizmem i ciemnością". W pewien sposób, choć nie robimy tego specjalnie, sprzeciwiamy się duchowi czasów współczesnych. Nie jesteśmy bardziej optymistyczni niż inni, ale próbujemy inaczej postrzegać ludzkość w jej dziwactwach, a także całej jej brzydocie. Próbujemy patrzeć na to z pewną dozą beztroski. Lekkość nie jest dla nas synonimem trywialności czy bezmyślności, to odpowiednik radości, wolności i witalności. Chcemy to podtrzymywać i chronić.

W waszych filmach podejmujecie tematy społeczne. Bohaterowie często są osobami żyjącymi na marginesie społeczeństwa.

Dominique Abel: - Interesuje nas piękno i nonkonformizm. Różnorodność i starzenie się. Mierzymy się ze wszystkim co wpływa na nas w zwykłym życiu. Uważamy, że historia o bogatych ludziach nie byłaby tak ciekawa.

Fiona Gordon: - Nie, nie byłaby zabawna. Jesteśmy śmieszni w naszych słabościach.

Przez swoich bohaterów ustanawiacie także inną relację z przestrzenią, w tym wypadku z Paryżem.

Fiona Gordon: - Tak, to Paryż z mostu i spod mostu. Pod mostem też jest wspaniały. Wybrakowane, zużyte części miasta sprawiają, że staje się ono jeszcze piękniejsze.

Dominique Abel: - Tuż przy Wieży Eiffle'a odkryliśmy zaułek, który nie jest zbytnio uczęszczany. To miejsce, w którym mieszka wielu ludzi, śpią tam bezdomni. Zbudowaliśmy z nimi więź pełną poezji, piękna i cierpienia.

Jak doszło do waszej współpracy z dwiema ikonami francuskiego kina, Emmanuelle Rivą i Pierre'm Richardem?

Dominique Abel: - Na początku myśleliśmy o innej aktorce, ale ona nie mówiła po francusku ani po angielsku. Poza tym była bardzo zajęta. Wtedy Régine Vial powiedział nam, żebyśmy przyjrzeli się Emmanuelle Rivie. Pokazała nam video, które zrealizowała dla magazynu "New York Times", na którym Riva tańczy i udaje Chaplina. Robiła to w bardzo niewinny sposób, pełen radości. Pomyśleliśmy, że "może nie jest to Emmanuelle Riva, którą znamy, ale zdecydowanie ma komediowy i fizyczny potencjał". Spotkanie z nią to był obłęd, nigdy wcześniej nie pracowaliśmy z gwiazdą takiego formatu.

- Była bardzo ciekawa życia, nieustannie obserwowała i miała przepiękny, dziecięcy śmiech. Powiedziała nam: "W środku ciągle jestem czternastolatką. Odkrywam życie każdego dnia, nawet jeśli moje ciało ma 88 lat". Film opowiada o kimś podobnym, kto nigdy nie porzuca swoich marzeń. Wolność jest oczywista dla granej przez nią bohaterki. Riva bardzo inspirowała się tym w pracy nad postacią.

- Rolę kolejnego bohatera pisaliśmy z myślą o Pierre Étaix. Zachorował i nie mógł wystąpić. Wtedy nasz przyjaciel podpowiedział nam Pierre'a Richarda. Pierre przeczytał sześć zdań z opisu projektu i od razu się zgodził. To był dla mnie bardzo poruszający moment, bo w dzieciństwie Pierre był moim bohaterem.

Kiedy oglądam wasze filmy, mam wrażenie, że jest w nich wiele spontaniczności. Czy w czasie tworzenia improwizujecie?

Dominique Abel: - Niewiele improwizujemy podczas zdjęć dlatego, że większość układów przygotowujemy wcześniej. Jednak nasz styl czerpie z improwizacji. Najpierw zbudowaliśmy nasz świat na scenie, jako klauni, prawie nie używając dialogu. Dlatego nasze pomysły w naturalny sposób wyrażamy językiem ciała.

Fiona Gordon: - Mimo to, kiedy piszemy, improwizujemy. Ciało ma logikę, której umysł nie może pojąć i staramy się to wykorzystać.

Dominique Abel: - Wymaga to bardzo prostego i wstrzemięźliwego stylu pisania, które zostawia miejsce na działanie fizyczne. Dostosowujemy się też do wymogów produkcji. Mam na myśli to, że typowy scenariusz burleski byłby jeszcze prostszy.

Fiona Gordon: - Właściwie w ogóle nie byłoby scenariusza.

Czy utożsamiacie się z klasycznym kinem klaunów (Tati, Keaton, Chaplin) czy w jakiś sposób świadomie próbujecie zerwać z tradycją?

Dominique Abel: - Każdy z nich stanowił dla nas inspirację. Są prawdziwymi klaunami i nas śmieszą. Ale tworząc nie przyjmujemy jakiegoś odgórnego założenia albo narzuconej formy. To ciągłe poszukiwanie, które nie jest nostalgiczne.

Fiona Gordon: - Wiemy, że należymy do tej samej rodziny, ale nie jest tak, że świadomie staramy się być jej częścią. Na początku częściej odnosiliśmy się do tradycji, żeby widzowie mogli rozpoznać, jakiego typu filmy robimy. To nie tak, że teraz z nią zrywamy, po prostu mamy nadzieję, że możemy zaoferować nową jakość, przez to, że jesteśmy sobą, że to nasza wyobraźnia. Jesteśmy nowi, nowi małą literą, a nie wielką.

(Przedruk z rozmowy przeprowadzonej przez Marę Fortes dla czasopisma "Film Watch", Telluride Film Festival)

materiały prasowe
Dowiedz się więcej na temat: Paryż na bosaka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje