Dominika Kryszczyńska: Czarne charaktery

W ubiegłym roku poznaliśmy ją jako pełną empatii lekarkę. Tym razem pokazuje pazurki – w dwóch serialach gra bohaterki, które trudno uznać za sympatyczne.

Dominika Kryszczyńska

Twoja kariera nabiera rozpędu - po "Lekarzach na start" przyszedł czas na "Koronę królów" i "Przyjaciółki". Czujesz, że jest to właśnie "ten" moment?

Dominika Kryszczyńska: - Bardzo się cieszę, że będąc jeszcze studentką warszawskiej Akademii Teatralnej, mam okazję spróbować sił w tak zróżnicowanych profesjonalnych produkcjach i że tych propozycji jest coraz więcej. Na szczęście w czasie studiów nauczyłam się godzić wiele obowiązków naraz i rzeczą naturalną dla mnie jest szybkie odnajdywanie się w różnych rolach.

Reklama

- Jeśli zaś chodzi o kluczowy moment na starcie kariery, to była nim bez wątpienia praca przy serialu "Lekarze na start", gdzie po raz pierwszy dostałam szansę zagrania głównej roli. Od razu zostałam wrzucona na głęboką wodę, intensywnie pracowałam od rana do nocy, co okazało się bezcennym doświadczeniem. To był naprawdę niezły poligon!

Która z twoich nowych bohaterek: Machna z "Korony królów" czy Kaja z "Przyjaciółek", jest dla ciebie ciekawsza do zagrania?

- Nie chciałabym wartościować żadnej z tych postaci. Zarówno Kaja, jak i Machna są bohaterkami dość odległymi od mojego charakteru, mają odmienne pragnienia, problemy i priorytety. Co zresztą bardzo mnie cieszy. Stworzenie tych postaci było więc dla mnie nie tylko ciekawym wyzwaniem, ale pozwoliło odnaleźć w sobie nową gamę kolorów. Ucieszył mnie też fakt, że po roli wrażliwej, ambitnej i empatycznej - czasami aż do bólu - Zuzy z "Lekarzy na start" mogłam wcielić się w te dwa czarne charaktery. Nie zostałam zaszufladkowana, na czym bardzo mi zależało.

Dobrze się czujesz w rolach szwarccharakterów?

- Lubię różnorodne role, wymagające i ciekawie zbudowane psychologicznie. Takie, które są dla mnie wyzwaniem i dają mi możliwości ciągłego rozwoju. Najbardziej jednak cieszą mnie bohaterki dalekie od moich warunków psychofizycznych oraz te produkcje, w których jestem obsadzana niestereotypowo. Nie boję się zmiany wizerunku do danej roli, bo jestem zdecydowanie spragniona różnorodności w projektach, których się podejmuję.

Kaja z "Przyjaciółek" pozwala ci rozwinąć skrzydła?

- Tak. Jest okrutna i pełna złych emocji, które przerzuca na innych, rekompensując sobie swoje kompleksy przykryte maską pewności siebie. W pewnym stopniu to postać tragiczna, której brakuje miłości i ciepła, ale myślę, że raczej nikt nie będzie jej żałował. Według scenariusza ma bowiem irytować, bulwersować, wzbudzać kontrowersje oraz skrajne emocje, zresztą podobnie jak Machna. Przy tym to postać niezwykle bezpośrednia i bezkompromisowa, mówi, co myśli, zanim pomyśli. Ma poczucie, że wszystko jej wolno i że za nic nie poniesie żadnych konsekwencji. To zdecydowanie mocna postać, której nie da się nie zauważyć, bo Kaja zawsze chce być w centrum uwagi i czuć, że jest panią sytuacji.

A ty w życiu prywatnym polegasz na intuicji czy raczej ufasz rozsądkowi?

- W życiu kieruję się jednym i drugim. Zdecydowanie jestem złożona ze skrajności, bo z jednej strony jako góralka twardo stąpam po ziemi, a z drugiej - mam artystyczną duszę i szeroką wyobraźnię. Jednak, jak to w życiu bywa, wszystko zależy od okoliczności, w których aktualnie się znajduję. Jestem otwarta, aktywna, potrzebuję kontaktu z ludźmi, ale równie dobrze czuję się sama. Ciepła kąpiel albo wieczór na kanapie pod kocem, herbata, dobra książka czy film to także ja. Ale dobrze mi z tym.

Czy jest jakaś rola, o której szczególnie marzysz?

- Możliwość zawodowego realizowania się w ambitnym i dobrym kinie byłaby spełnieniem moich marzeń. Również perspektywa pracy z wieloma wybitnymi reżyserami, u boku genialnych aktorów, od których mogłabym się jeszcze sporo nauczyć, byłaby dla mnie kolejnym etapem, dzięki któremu miałabym poczucie, że idę w górę, rozwijam się, a na tym właśnie najbardziej mi zależy. Już teraz doceniam te szanse, które dostałam od losu, tym bardziej że idę przez życie bez koneksji i układów. Jestem pierwszą aktorką w rodzinie i jedynie dzięki swojemu wysiłkowi, ciężkiej pracy i oczywiście życzliwym ludziom, których spotkałam na swojej drodze, osiągnęłam już te moje małe sukcesy.

Kiedy szłaś do szkoły aktorskiej, wyobrażałaś sobie, że poświęcisz się bardziej pracy w teatrze czy raczej widziałaś się przed kamerą?

- Nigdy nie chciałam i nadal nie chcę zamykać się wyłącznie w jednej z tych przestrzeni. W moim odczuciu i wyobrażeniu o zawodzie bycie pełnowartościowym aktorem pozwala na spełnianie się zawodowo zarówno w teatrze, jak i produkcjach filmowych, telewizyjnych czy dubbingowych. Aktualnie pracuję nad trzema spektaklami, gram w "Przyjaciółkach" i jestem w trakcie pracy nad filmem krótkometrażowym.

Wolne chwile należą więc do rzadkości?

- Tak, ale mój zawód wymaga ode mnie nie tylko dobrej kondycji, dyscypliny, pokory i pasji, ale też nieprawdopodobnej pracowitości. Jeśli jakimś cudem zdarzy mi się parę dni wolnego, to wsiadam w pociąg i jadę w moje rodzinne strony, do Szczyrku. Kocham góry, tam się wyciszam, nabieram dystansu i łapię pozytywną energię. Od dziecka jeżdżę na nartach, snowboardzie, pływam na windsurfingu i kitesurfingu. Lubię prędkość i ekstremalne emocje. Moją ogromną pasją jest także muzyka, śpiewam od dziecka i tak naprawdę to od niej wszystko się zaczęło. Dlatego rozwojem tej właśnie pasji na pewno kiedyś się zajmę!
 
Artur Krasicki

Dowiedz się więcej na temat: Dominika Kryszczyńska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje