​Dariusz Szpakowski: Wielka piłka to wielkie emocje

Euro 2016 to dla Dariusza Szpakowskiego dziewiąty finał mistrzostw Europy, na który pojechał jako komentator. Mimo wieloletniego doświadczenia, każdy mecz wywołuje u niego tremę i emocje, oczywiście największe, gdy grają Polacy. W czwartek, 16 czerwca, będzie komentował mecz Polska-Niemcy.

Dariusz Szpakowski - Euro 2016 to dziewiąty finał mistrzostw Europy popularnego komentatora

Na ilu wielkich imprezach piłkarskich pracował pan jako komentator?

Reklama

- Komentowałem mecze podczas dziesięciu finałów mistrzostw świata, a turniej rozgrywany w tym roku we Francji jest moim dziewiątym finałem mistrzostw Europy. Takie imprezy to wielka piłka i wielkie emocje, które - z czego się cieszę - znowu będą związane z występem Biało-Czerwonych. Trzeci raz z rzędu gramy w finałach mistrzostw Europy, ale za każdym razem dostawaliśmy się do turnieju w różnych okolicznościach. W 2008 wywalczyliśmy awans w eliminacjach, w 2012 byliśmy współgospodarzem EURO, a teraz
znowu dostaliśmy się do finałów dzięki dobrej grze w eliminacjach. Dokonaliśmy tego w pięknym stylu, wygrywając z Niemcami, co wzbudziło nadzieję, że tym razem przynajmniej wyjdziemy z grupy.

Ma pan ogromne doświadczenie. Czy mecze podczas takich imprez wywołują u pana jeszcze emocje, mocniejsze bicie serca?

- Jak powiedział Wojciech Młynarski: im człowiek starszy, tym ma więcej do stracenia. Cały czas towarzyszą mi emocje, mam tremę. Rutyna i wieloletnie doświadczenie niczego nie zmieniają, każdy mecz jest inny, cały czas muszę być czujny i skoncentrowany na tym, co dzieje się na boisku. Oczekiwania względem poziomu komentowania są niezmiennie wysokie.

Które mecze Euro będzie pan komentował?

- Telewizja Polska przeprowadzi transmisję z 11 spotkań. Podział jest taki, że Jacek Laskowski komentuje mecz otwarcia i reprezentacji Polski z Irlandią Północną, a ja spotkania Biało-Czerwonych z Niemcami i Ukrainą oraz, jeśli wyjdziemy z grupy, pozostałe mecze naszych rodaków. Po fazie grupowej szefostwo podzieli między nas i Macieja Iwańskiego transmisje dwóch spotkań jednej ósmej finału, ćwierćfinałów, półfinały i finał, żeby każdy miał satysfakcję z pracy przy tej imprezie.

Czeka pan w szczególności na jakiś mecz?

- Wszystkie mecze Biało-Czerwonych będą wyjątkowe, dlatego że to nasi i chcemy, by osiągnęli jak najwięcej. Mamy określone nadzieje związane z występem Polaków, ale piłkarze i kibice każdej z 24 reprezentacji, które biorą udział w turnieju, też je mają. Marzą wszyscy, a już 10 lipca przekonamy się, kto będzie świętował. Sezon skończył się wycieńczeniem czołowych piłkarzy, co widzieliśmy w ostatnich spotkaniach. W finale Ligi Mistrzów, Ligi Europy czy Pucharu Niemiec piłkarze słaniali się na nogach, mieli skurcze. Tych meczów jest bardzo dużo, kluczowa będzie regeneracja. Kto fizycznie i psychicznie szybciej dojdzie do siebie, osiągnie sukces.

Będzie miał pan okazję spotkać się we Francji z Mateuszem Borkiem i innymi komentatorami telewizji Polsat, która także przeprowadza transmisje meczów Euro?

- Rywalizacja rywalizacją, ale jest też znajomość, koleżeństwo czy przyjaźń. Na pewno spotkamy się przy okazji meczów reprezentacji Polski. Mistrzostwa świata w 2006 roku też pokazywała TVP i Polsat, ale wtedy, jeśli dobrze pamiętam, tylko my transmitowaliśmy występy Polaków. Teraz będzie inaczej, pierwszy raz w historii mecze Biało-Czerwonych pokażą dwie niekodowane telewizje. Sądzę, że któryś z nich, np. z Niemcami w grupie, ma szansę pobić rekord oglądalności wszech czasów w polskiej telewizji. Na razie prowadzi mecz Polska-Grecja podczas finałów EURO 2012, który obejrzało 15,5 miliona ludzi. Sukces napędza, wszystko zależy od postawy Biało-Czerwonych na boisku.

Jak wyglądają pana spotkania z polskimi kibicami podczas dużych imprez piłkarskich?

- Czasami mam trudności z dostaniem się na stadion. Takie zainteresowanie ze strony kibiców jest bardzo miłe; staram się spełniać oczekiwania, ale jestem w pracy. Muszę mieć czas, by skoncentrować się przed meczem, czego kibice często nie rozumieją.

Czy w związku z zainteresowaniem ze strony kibiców miał pan kiedyś problemy z dotarciem na stadion?

- Na szczęście nie. Mimo że zawsze staram się wyjść odpowiednio wcześnie, by się nie denerwować, że się spóźnię, miałem różne przygody. Kilka razy nie z mojej winy przyjeżdżałem na stadion w ostatniej chwili.

Rozmawiał Kuba Zajkowski

Dowiedz się więcej na temat: Dariusz Szpakowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje