Cicciolina: Niewinna jak diwa porno

Cicciolina podczas wizyty w Polsce /Kamil Piklikiewicz / DDTVN /East News

Urodziła się w Budapeszcie jako Ilona Staller, jednak cały świat zna ją pod pseudonimem Cicciolina. Ma za sobą wieloletnią karierę w branży porno i krótki epizod z włoską polityką. W rozmowie z Piotrem Czerkawskim, do której doszło w trakcie festiwalu Millennium Docs Against Gravity, Cicciolina opowiedziała o związkach seksu z katolicyzmem ("Karol Wojtyła bardzo mi się podobał"), zdradziła, ile u szczytu popularności dostawała za rolę w filmie porno oraz udzieliła użytkownikom Interii porady w sprawie udanego życia seksualnego.

Reklama

W czasie swoich występów publicznych lubiła pani otaczać się maskotkami. Na nasze spotkanie też przyszła pani z lalką. Proszę o niej opowiedzieć.

Cicciolina: -
Och, to mała Cicciolina. Teraz jest smutna, bo ma na sobie ubranko, ale wystarczy, że naciśnie pan w odpowiednim miejscu, a Cicciolina odsłoni swój biust i natychmiast się uśmiechnie. Nie sądzi pan, że to idealny prezent dla partnerki albo przyjaciela? Można go kupić na mojej stronie internetowej.

Przyjechała pani do Polski, by - w ramach festiwalu Millennium Docs Against Gravity - promować poświęcony pani dokument pod tytułem "Cicciolina - skandal to ja".  Jak zareagowała pani, gdy okazało się, że ktoś chce nakręcić o pani film?

Reklama

- Skłamałabym mówiąc, że byłam tym szczególnie zaskoczona. Moje życie obfitowało przecież w wydarzenia, delikatnie mówiąc, niestandardowe i aż się prosiło, by ktoś przedstawił je na ekranie. A czy panu podobał się film?

Tak. Tym bardziej, że o pani działalności wypowiadają się w nim bardzo różnorodne postacie - od naukowców po feministki. Jeden z bohaterów stwierdził, że pani kariera gwiazdy porno i posłanki do parlamentu nie mogłaby się rozwinąć w innym kraju niż składające się z wielu kontrastów i sprzeczności Włochy. Zgadza się pani z tym poglądem?

- Niespecjalnie. W Polsce również dochodzi przecież do zderzenia konserwatywnej mentalności z podziwem dla kobiecego piękna. Jestem zatem pewna, że jeśli nie mieliście jeszcze swojej Ciccioliny, już wkrótce jej się doczekacie. Moja popularność w waszym kraju nie jest zresztą dziełem przypadku. W ogóle ludzie lubią mnie chyba na całym świecie - w Argentynie wzięłam udział w reality show "Tańcząc ze snem", a w Rosji wielki artykuł napisała o mnie słynna gazeta "Prawda".

Podobno od urodzenia jest pani katoliczką. Jak udaje się pani pogodzić wiarę z działalnością w pornobiznesie? 

- Nie zgadzam się z poglądem, zgodnie z którym seks miałby oznaczać dla katolików coś wstydliwego. W ten sposób myślą tylko bigoci. Zwykli katolicy mają prawo traktować erotykę jako sferę radości. Właśnie w takim duchu zostałam wychowana przez swoją matkę, a po latach to samo starałam się wpoić mojemu synowi - Ludwigowi Koonsowi.

Relacje katolicyzmu z seksem wydają się skomplikowane. Jezus jest przecież przedstawiany jako przystojny mężczyzna. W początkach pontyfikatu media zwracały także uwagę na fizyczną atrakcyjność papieża Polaka.

- W pełni się z tym zgadzam, Karol Wojtyła bardzo mi się podobał! Z wielką uwagą śledziłam cały jego pontyfikat i modliłam się o zdrowie papieża, gdy pod koniec życia był już bardzo chory. Pamiętam, że kiedy dowiedziałam się, że umarł, przepłakałam dobrych kilka godzin. Jan Paweł II był bez wątpienia wyjątkową postacią, człowiekiem prawdziwie świętym za życia.

W jakimś sensie nie mogę uwierzyć, że to wszystko mówi mi słynna Cicciolina. Z drugiej jednak strony od początku kariery stawiała pani na połączenie wyuzdania z paradoksalną czystością.

Zgadzam się z panem. Jestem tak niewinna, jak tylko może być niewinna diwa porno! 

Dziś takie deklaracje nie byłyby już w modzie. Sasha Grey zasłynęła z gotowości do tego, by zrobić przed kamerą dosłownie wszystko. Czy zetknęła się pani kiedyś z jej twórczością?

- Nie. To Polka?

 Amerykanka.

- Widzi pan, odkąd pod koniec lat 80. przestałam grać w filmach porno, praktycznie nie śledzę już rynku. Jestem jednak zorientowana na tyle, by stwierdzić, że warunki pracy bardzo się zmieniły. U szczytu mojej popularności brałam 250 tysięcy dolarów za rolę i spędzałam na planie cztery dni. Dziś, w dobie internetu i kręconych w kilka godzin filmików, które potem są dostępne zupełnie za darmo, taka sytuacja w ogóle nie byłaby możliwa. W branży panuje poza tym niesamowita konkurencja i nic dziwnego, że dziewczyny nie cofną się przed niczym, byle tylko zarobić choć odrobinę więcej pieniędzy.

Porozmawiajmy przez chwilę o pani doświadczeniach z polityką. Czy zgadza się pani z tymi, którzy twierdzą, że władza to najlepszy afrodyzjak? 

- Co to, to nie. Zapewniam pana, że znam kilka znacznie skuteczniejszych... Do polityki nie poszłam zresztą dla rozrywki czy po to, by prowokować. Miałam program, w którym znajdowały się bardzo konkretne postulaty z dziedziny feminizmu, ekologii czy walki o prawa zwierząt. Niestety, czułam, że nie jestem traktowana do końca poważnie, ale cała polityka od jakiegoś czasu zmierza w stronę farsy. Weźmy chociażby wybory we Francji i wrzawę wokół partnerki prezydenta Macrona. Co to kogo obchodzi, z kim on sypia? Ważne, by dotrzymał obietnic wyborczych!

Czy dziś - niemal 30 lat od czasu pani obecności we włoskim parlamencie - rozważa jeszcze pani start w wyborach?

- Już nie, ale to nie znaczy, że nie mam swoich poglądów. Uważam na przykład, że nie ma co obrażać się na Trumpa czy Putina, lecz należy współpracować z nimi w celu zneutralizowania potęgi Korei Północnej. Groźba użycia przez nią broni nuklearnej napawa mnie strachem, a Kim Dzong Un przeraża swoim fanatyzmem i nieugiętością. Coś mi się wydaje, że ten facet potrzebuje po prostu odrobiny relaksu. Gdyby chciał, chętnie mu w tym pomogę dla dobra światowego pokoju.

Skoro nie udziela się pani ani w przemyśle porno, ani w polityce, czym właściwie zajmuje się pani na co dzień? 

- Powróciłam do kariery muzycznej. Koncertuję dla wielkich tłumów na stadionach i jeżdżę z występami po całym świecie. Poza tym także maluję. Jesienią w Rzymie odbędzie się wernisaż wystawy twórczości mojej i mojego syna, który jest wspaniałym, zdolnym młodzieńcem po Akademii Sztuk Pięknych.

Na koniec muszę spytać panią o to, co mogłaby pani poradzić naszym użytkownikom, by mieli udane życie seksualne?

- Przede wszystkim, niech kochają się jak najczęściej, mogą nawet wypróbować wszystkie pozycje Kamasutry, aż znajdą tę najbardziej odpowiednią dla siebie. Seks daje siłę, pogodę ducha i neutralizuje agresję. Dlatego uważam, że stare hasło "make love, not war" ani trochę się nie zdezaktualizowało!

Rozmawiał Piotr Czerkawski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje