Charlize Theron: Brutalnie szczera Furiosa

"To był najcięższy fizycznie film, w jakim dotychczas grałam" - z okazji premiery Blu-ray i DVD obrazu "Mad Max. Na drodze gniewu" Charlize Theron opowiada o o swojej bohaterce Furiosie oraz wspomina współpracę z reżyserem George'em Millerem.

Do roli Furiosy Charlize Theron musiała ogolić głowę

Kiedy pierwszy raz rozmawiałaś z reżyserem George'em Millerem o filmie “Mad Max: Na drodze gniewu" co zainteresowało cię w tym projekcie? Co wynikło z rozmów na temat postaci, którą miałabyś zagrać - Furiosy?

Reklama

Charlize Theron: - Cóż, cała sprawa była jeszcze owiana tajemnicą. Był tylko skrypt i historia. Odbyliśmy z George'em szereg rozmów i on przedstawił mi, jak widzi i czego oczekuje od mojej postaci - nawet niekoniecznie w samym filmie. Było więc sporo historii, które mi przedstawił oraz intryga, którą chciał przenieść do filmu, co wydało mi się naprawdę dobre. Zawsze kiedy pracujesz z kimś przy filmie, dochodzi do momentu kiedy musicie zaryzykować i skoczyć na głęboką wodę. Tym razem był to skok z opaską na oczy. Nie musieliśmy się ograniczać. Wszyscy się na to zgodziliśmy. Furiosa ewoluowała i dojrzewała przez lata przygotowań do filmu. Wszystko to wyszło na dobre, ponieważ finalnie Furiosa to postać bardzo unikatowa i wręcz brutalnie szczera. To było bardzo interesujące grać postać, której każda wada jest zaletą.

Czy jak już raz miałaś wyobrażenie, jak ma wyglądać Furiosa, czułaś, że masz coś do powiedzenia na temat granej przez siebie postaci. Czy George na to pozwalał na planie?

- Miałam swoje zdanie na jej temat i George nie miał z tym problemu. Jako aktor nie możesz po prostu wziąć sobie kawałka roli. Myślę, że to głównie zasługa filmowca, który potrafi zainteresować aktora rolą, a George jest w tym absolutnie fantastyczny i potrafi zachęcić do współpracy. Dla mnie jako aktorki to bardzo ważne. George kocha aktorów i cały ten proces. Spędziliśmy dużo czasu siedząc sami albo z resztą ekipy, po prostu rozmawiając. W jego oczach możesz dostrzec coś w rodzaju iskry zainteresowania. Fajnie jest pracować z reżyserem, który potrafi docenić i potrafi to okazać. 

Możesz opowiedzieć, kim jest Furiosa, jak to się wszystko zaczyna w filmie? Jakie są twoje osobiste przemyślenia na temat tej roli?

- Kiedy oglądasz film, zaczynasz rozumieć pewne rzeczy, które jej dotyczą, ale ona sama w sobie jest bardzo zagadkowa. Pierwszy raz pojawia się, kiedy pomaga lub porywa - to nie do końca jasne - żony dyktatora Immortana Joe. Odjeżdża jedną z ciężarówek i właściwie nie wiesz, czy te kobiety mogą jej zaufać i co planuje z nimi zrobić. Furiosa wygląda podobnie jak ekipa, która ją goni, nie ma jednego ramienia, w którego to miejscu ma protezę. Wygląda jak facet, ale nim nie jest. Można wywnioskować z jej twarzy, że jest mocno zdesperowana i pałająca rządzą zemsty. Uwielbiam to w niej.

- Tak to właśnie się zaczyna. Wtedy też spotyka Maxa. Właściwie zostaje przez niego schwytana. Później niejako on zostaje schwytany przez nią. W pewien sposób są na siebie skazani w tej podróży w poszukiwaniu nadziei... w miejscu, gdzie nie ma nadziei. Ona jest jak ocalały rebeliant. Zawsze taka była. Myślę, że żyła czekając na moment idealny na zemstę. I wiem od George’a, że została porwana do wykonywania pewnych czynności, którym nie była w stanie sprostać. Została odrzucona w okropny sposób. W filmie tego nie widać, ale myślę, że ona zmaga się z wieloma emocjami - została porwana, a następnie boleśnie odrzucona.

Niektórzy widzowie pierwszy raz obejrzą Mad Maxa, granego w tym filmie przez Toma Hardy’ego. Opowiedz, jak wyglądała wasza współpraca i co Tom wniósł do swojej postaci?

- To wspaniałe, ponieważ pamiętam, że moi rodzice byli wielkim fanami filmów z serii "Mad Max" i dzięki nim wiem, kim jest ta postać. Ale z pewnością nowe pokolenie może nie wiedzieć, kim jest Mad Max. Myślę, że w tym tkwi piękno filmu "Mad Max: Na drodze gniewu". To nowy film, rządzący się swoimi prawami, który jednak pewnymi elementami nawiązuje do kina z lat 70. i 80. Jest kilka smaczków dla wszystkich, którzy znają oryginalną serię. Sądzę, że George doskonale wiedział, co robi powierzając rolę Tomowi, który doskonale poradził sobie z graną postacią. On nie tylko gra, ale tworzy coś naprawdę nowego. To odważny krok zmierzyć się z dokonaniami aktorskimi Mela Gibsona z wcześniejszych filmów. Do tej roli Tom wniósł siebie i coś zupełnie nowego, jednocześnie szanując dotychczasową pracę i postać stworzoną kiedyś przez George’a i Mela. Stworzył nowego Maxa godnego filmu "Mad Max: Na drodze gniewu".

Jakie są twoje doświadczenia po zdjęciach odbywających się na pustyniach Namibii i prowadzeniu gigantycznej maszyny bojowej?

- Fizycznie i logistycznie był to najcięższy film, w jakim dotychczas grałam. Można znieść wiele przez cztery miesiące kręcenia klasycznych zdjęć do filmu. My kręciliśmy przez sześć lub siedem miesięcy! Duża część filmu była nagrywana na pustyniach w Namibii. Naprawdę byliśmy na pustkowiu, dookoła nie było niczego. Myślę, że proces tworzenia tego filmu był nietypowy. Nikt z nas tego nigdy wcześniej nie doświadczył. Właściwie nie mieliśmy scenariusza, nie było numerowanych scen. Chodziło bardziej, żeby się po prostu pokazać i być w tym filmie przez cały czas. To było wyczerpujące. Moja postać posiada wyraźny aspekt fizyczny, któremu musiałam podołać - potężne mięśnie górnych partii ciała i atletyczna sylwetka. To było ciężkie ponieważ to nie są elementy, które kobieta, ot tak, może pokazać. Mieliśmy kręcić film trzy lata wcześniej i to był perfekcyjny czas dla mnie. Miałam ochotę zaszyć się w namiocie na pustkowiu. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zostałam mamą i doszło mi sporo obowiązków. Czasami ciężko było mi to wszystko spiąć w całość. 

Dowiedz się więcej na temat: Charlize Theron | Mad Max: Na drodze gniewu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje