Beata Tyszkiewicz: Oszczędna, a czasem rozrzutna

Co tydzień Beata Tyszkiewicz, wybitna polska aktorka ("Lalka", "Rękopis znaleziony w Saragossie", "Wszystko na sprzedaż", "Noce i dnie", "Seksmisja") i wieloletnia jurorka programu "Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami", dzieli się z czytelnikami "Tele Tygodnia" przemyśleniami w cyklu "Rozmowy z Beatą". Tym razem opowiada o swojej książce z wyjątkowymi kulinarnymi przepisami.

Beata Tyszkiewicz sama robi zakupy i gotuje dla siebie. Nie wierzcie?

Tak jak ciastko bajaderkę tworzy się z różnych ciast, tak autorki - Beata Tyszkiewicz oraz jej córki Karolina i Wiktoria - "skleiły" swoją książkę z rodzinnych kulinarnych doświadczeń.

Kryptoreklama, tzw. lokowanie produktu... Co o tym myślisz?

Reklama

- A cóż można myśleć! Kryptoreklama jest nieuczciwa, a lokowanie produktów? Nie lubię, kiedy - za przeproszeniem - grzebie się w mojej podświadomości.

Zatem bez owijania w bawełnę: będziemy rozmawiać o twojej najnowszej książce "Bajaderka", którą stworzyłaś z córkami.

- "Stworzyłam" to dobre określenie, bo długo kleiłyśmy ją z naszych kulinarnych doświadczeń i pomysłów, tak jak z okruchów różnych ciast skleja się jedno ciastko - właśnie bajaderkę.

Nawiasem mówiąc, ciekawe skąd wzięła się nazwa tego ciastka...

- Nie mam pojęcia. Nie kojarzy mi się z żadnym ze znaczeń słowa "bajadera". Bo cóż hinduska sakralna tancerka ma wspólnego z cukierniczym wypiekiem?

Stosując kulinarny przepis, zawsze się zastanawiam, co ich autor zachował w tajemnicy. Bo mimo przestrzegania receptury, wychodzi mi coś innego. A co Ty ukryłaś?

- Nic, a nawet wręcz przeciwnie. Te przepisy - małe opowiadania - często dokumentują zdjęcia kojarzące mi się z sytuacjami, kiedy smakowałam i poznawałam opisane dania. Te z czasów dzieciństwa, życia zawodowego, rodzinnego, towarzyskiego... Może właśnie tak próbuję oddać to, czego nie ma w "surowych" recepturach: atmosfery, nastroju, w którym się je przygotowuje, a potem podaje. Przecież inny smak ma prosta zupa ogórkowa zjadana w pośpiechu, "na kolanie", niż ta jedzona w gronie rodziny czy przyjaciół.

Smak się zmienia?

- Owszem, z wiekiem, z okolicznościami, z doświadczeniem. Nie mają racji dietetycy, którzy mówią, że jesteśmy tym, co jemy. Gdyby tak było, bylibyśmy może zdrowymi, ale nieapetycznymi roślinami. Ja zaś uważam, że jesteśmy tacy, jak jemy, co nam smakuje, jaką mamy kuchnię. To jest najprawdziwsze, wiarygodne świadectwo naszej osobowości, stylu życia, charakteru!

Jaka jest więc Beata Tyszkiewicz z "Bajaderki"?

- Same w niej sprzeczności. I tradycyjna, i otwarta na gastronomiczne nowinki. Leniwa i pracowita. Oszczędna, a czasem rozrzutna. Lubię - i podaję na nie przepisy - prawdziwie polskie potrawy, takie jak chłodnik, krupnik, świąteczny karp czy "poświąteczny" bigos. Ale też często dodaję do nich ingrediencje, najczęściej przyprawy, nieznane w staropolskiej kuchni. Lubię - co też można znaleźć w "Bajaderce" - dania egzotyczne, orientalne. Kiedy nie mam czasu lub jestem zmęczona, gotuję coś "na szybko", co nie znaczy, że byle jak. Ale też w "Bajaderce" są przepisy czaso- i pracochłonne, na wyjątkowe okazje.

A "oszczędna"?

- W "Bajaderce" podaję sposoby na to, by w kuchni niczego nie marnować. Że zamiast wyrzucać resztki, ten sam produkt można przetwarzać, a za każdym razem będzie to inaczej smakujące i wyglądające danie. To trochę jak z kawą: najpierw zieloną praży się, żeby była czarna i gorzka. Potem słodzi - żeby była słodka, a na końcu dolewa mleka, żeby była... biała.

A jaka jest kuchnia córek?

- Wiktorii - kosmopolityczna, w czym nie ma nic dziwnego, skoro od lat mieszka w Szwajcarii. Jej dania są wykwintne, ale też pomysłowe, łatwe do przygotowania. Swoją drogą, nie rozumiem, jak mając tyle obowiązków związanych z wychowaniem dwóch synków, Marcysia i Szymona, zajmowania się zawodowo fotografią, przygotowywaniem wystaw itd., potrafi znaleźć czas na tak... piękne gotowanie. Karolina wspaniale gotuje i w sposób wyrafinowany dekoruje stoły, których zdjęcia też można znaleźć w książce. Ale śmieję się, że przygotowując menu dla swoich ukochanych koni, nie ma czasu, by myśleć o ludziach.

W "Bajaderce" jest wiele dań przygotowywanych z produktów kosztownych, ekskluzywnych, żeby nie powiedzieć snobistycznych.

- To nieprawda. Powiem tylko, że dziś pół kilo krewetek kosztuje dwa razy mniej, niż tyle samo wołowej polędwicy.

Kto uwierzy, że hrabianka Tyszkiewicz sama robi zakupy i gotuje dla siebie, rodziny i znajomych. I że najbardziej lubi... kartofle!

- Uwierzy, jeżeli przeczyta "Bajaderkę". Nie umiałabym jej napisać z głowy, gdyby podanej tam teorii nie towarzyszyła praktyka. A kartofle? Tylko czytelnik domyśli się, ile żartu, a ile prawdy jest w moim wyznaniu, że w "życiu nie obrałam nawet jednego kartofla"!

Rozmawiała Halina Górska

Dowiedz się więcej na temat: Beata Tyszkiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje