Agnieszka Dygant i Piotr Adamczyk: Znamy się mniej więcej od trzydziestu lat

Już w najbliższy piątek, 10 listopada, kinowa premiera trzeciej części "Listów do M.". Trudno wyobrazić sobie tę wigilijną opowieść bez Agnieszki Dygant i Piotra Adamczyka. – Choć pogoda jest jaka jest, dzięki "Listom" oraz świętom będzie nam milej i weselej – mówi aktorka.

Agnieszka Dygant i Piotr Adamczyk w filmie "Listy do M. 3"

To prawda, że zna pani Piotra Adamczyka od dawna?

Reklama

Agnieszka Dygant: - Mniej więcej od trzydziestu lat. Razem chodziliśmy do Ogniska Teatralnego przy Teatrze Ochoty u Haliny i Jana Machulskich. Poznaliśmy się jako dzieci. Wyjeżdżaliśmy na warsztaty teatralne, spędzaliśmy wspólnie wakacje.

Na pewno ma to swoje plusy. Może ułatwić pracę nad rolą.

Agnieszka Dygant: - Fajnie jest, gdy aktorzy znają się nie od dziś. Dzięki temu mamy do siebie z Piotrem zaufanie, co w tym zawodzie jest dość ważne. Poza tym bardzo sobie kibicujemy. Nie potrafię być o niego zazdrosna.

A o innych?

Agnieszka Dygant: - Jesteśmy tylko ludźmi. Zdarzyło mi się pomyśleć: "Ktoś tu ma świetnie napisaną rolę, postać jest dobrze wyeksponowana, można się wykazać". Jeśli aktorzy znają się tak długo jak my, łączy ich coś więcej niż tylko zadanie do wykonania. Nie ma mowy o zazdrości czy złorzeczeniu sobie. Jesteśmy z Piotrem wobec siebie lojalni. To również zawdzięczamy Ognisku u Machulskich. Tam zawierały się przyjaźnie na całe życie. Gdy spotykamy się na planie, lubimy powspominać historie sprzed lat: obóz teatralny na Zamku Książ z Haliną Machulską, imprezy, kolegów. Możemy o tym gadać bez końca i nigdy nam się to nie nudzi. Ognisko to dla nas fundament. Nauczyliśmy się w nim, jak ważne jest bycie wiernym sobie, ale też umiejętność bycia lojalnym kolegą. Halina była świetnym pedagogiem. Wpajała nam pewne zasady. Uczyła, jak być morowym człowiekiem.

Piotr Adamczyk: - Dzieciństwo nas kształtuje. Taką funkcję pełniło również Ognisko na Ochocie. Ktoś z zewnątrz, kto nie był tam z nami, może patrzeć dziś na nas ze zdziwieniem. Zwłaszcza gdy o tym miejscu rozmawiamy... Tymczasem ono nas wychowało, nauczyło relacji z ludźmi. Tam przeżywaliśmy pierwsze miłości, przyjaźnie, rozczarowania. Pani Halina Machulska powiedziała kiedyś: "Sukces jest początkiem klęski, a klęska drogą do sukcesu".

Warto zapamiętać...

Piotr Adamczyk: - Życie później często potwierdzało mądrość tych słów. Za każdym sukcesem kryje się jakiś cień. Z każdego niepowodzenia można się podnieść silniejszym i dojść do zwycięstwa. Ważne, żeby iść do przodu. Nasz wysiłek będzie popłacać, gdy pokochamy to, co robimy. My wtedy z Agnieszką i innymi połknęliśmy bakcyla teatru. A dzięki temu, że skończyliśmy Ognisko, zdawaliśmy na studia odrobinę mądrzejsi. Rozumieliśmy, z jaką odpowiedzialnością wiąże się zawód aktora.

Przyszłoby wam wtedy do głowy, że zagracie kiedyś razem w cyklu filmowym, który będzie się cieszył taką sympatią widzów jak "Listy"?

Piotr Adamczyk: - Nie zapisalibyśmy się do Ogniska, gdybyśmy nie mieli marzeń związanych z aktorstwem. Nie były to jednak konkretne plany. Teraz nie mógłbym wyobrazić sobie, jak wyglądałaby nasza filmowa para bez naszej prywatnej, długoletniej przyjaźni. Pewnych emocji nie da się jedynie zagrać, kamera najlepiej rejestruje autentyczność. Natomiast wyobrażaliśmy sobie, że będziemy stać na scenie. Im śmielej myślimy o sobie jako o nowej, otwartej księdze, tym większe prawdopodobieństwo, że marzenia się spełnią.

Oglądając was mam wrażenie, że to świetnie zagrana farsa, w której sięgacie po najlepsze tradycje teatralne.

Agnieszka Dygant: - Nasze role są dobrze napisane. Jeśli tekst byłby miałki, dialogi słabe, a relacja kiepsko wymyślona, sama znajomość nic by nie dała. Przyjaźń to wartość dodana. Mamy szczęście grać wyrazisty wątek, w którym widzowie mogą rozpoznać siebie lub kogoś bliskiego. Wydaje mi się, że oboje z Piotrem posiadamy rys komediowy i nie bez przyjemności zanurzamy się w zabawne sytuacje. Ile się przy tym naśmiejemy, to nasze.

Piotr Adamczyk: - Farsowość wątku wynika też z tego, o czym mówił Gogol: "Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie". Tego typu związków każdy zna wiele. Jeżeli ludzie się kochają, zależy im na sobie, co wywołuje silne emocje. Teraz udowodnimy, że stara miłość nie rdzewieje, a kłótnia w małżeństwie z wieloletnim stażem potrafi być burzliwa.

Pani postać w którymś momencie krzyczy: "Szczepan, ja chcę żyć!". Jak widzowie mają to rozumieć?

Agnieszka Dygant: - Nasi bohaterowie młodo zostali rodzicami. Ich córka powieliła schemat i wcześnie urodziła dziecko, tym samym czyniąc ich babcią i dziadkiem. Nie miało to specjalnie wpływu na zachowanie Kariny, która nadal hołduje zasadzie bycia sobą. Natomiast Szczepan dostosował się do roli. Już wcześniej miał wyobrażenie, jak powinien zachowywać się dziadek. Komiczny dysonans polega na tym, że ona nadal chce być kochanką, kobietą młodą, atrakcyjną, która biega i dba o siebie. On uważa, że ten etap mają już za sobą. Z tego właśnie wynikają zabawne sytuacje.

Może to być historia każdego z nas?

Agnieszka Dygant: - Pewnie tak. Gdy związek ma długi staż, ma prawo pojawić się kryzys. Wtedy ludzie zadają sobie pytania: "Czy jestem szczęśliwy? Może szukam czegoś innego?". Czasem kończy się to romansem. Karina w drugiej części miała kochanka. Teraz załatwia to inaczej, bo chodzi o coś zupełnie innego. Pojawienie się w rodzinie wnuczka wymaga zdefiniowania związku od nowa, odnalezienia się w rolach dziadków. Ale też próby zachowania statusu kobiety i mężczyzny dalej zainteresowanych sobą.

Zdarzyło się coś zabawnego na planie?

Agnieszka Dygant: - Pod koniec filmu jest scena, w której nasi bohaterowie poważnie rozmawiają o życiu. W puencie miałam wziąć wazon i chlusnąć Piotrowi w twarz. Gramy, a tu woda się nie wylewa. Mimo że robię porządny zamach. I tak dwa, trzy razy. Pomyśleliśmy, że to przekleństwo, które ciągnie się od pierwszej transzy, kiedy w scenie w lesie to Piotr nie mógł trafić mnie śnieżką w twarz. Z odległości metra. No więc za czwartym razem skupiłam się, z impetem skierowałam naczynie w stronę Piotra, a woda zawróciła i... oblała mnie. Ale spokojnie, to nie przekleństwo. Wazon był trefny. Sprawdziliśmy.

Szczepan przechodzi metamorfozę. Mówi nawet: "Musimy czuć wiatr we włosach, dopóki je mamy"...

Piotr Adamczyk: - Dodałem te słowa od siebie. To nasze trzecie spotkanie z "Listami". Wzbudziliśmy zaufanie twórców, dają nam pewną swobodę. Takie zdania wypływają z osobistego doświadczenia. Ja również jestem przekonany, że życie należy chwytać, dopóki się da. A wracając do Szczepana, to bardzo poszukująca postać. Był już negocjatorem policji, potem wyjechał w świat, trenował boks, został taksówkarzem, teraz wraca, by podjąć się ważnej roli dziadka...

...która mu się podoba. Czy jednak Karina nie wypiera faktu, że ma wnuka?

Agnieszka Dygant: - Akurat z tym nie ma problemu. Przeciwnie. Kocha wnuczka. Jest nawet taka scena, kiedy go przewija. Babcią jest chyba fajną. To, że bywa diablicą, która czasami się piekli, nie oznacza, że jest wyzuta z uczuć. Po prostu nie zamierza rezygnować z siebie ani przybierać sztucznej pozy. Jest aktywną, atrakcyjną kobietą.

Wasza para ma włoski temperament.Wprawdzie określenie to dotyczy bardziej Kariny niż Szczepana, ale i tu czeka nas niespodzianka...

Piotr Adamczyk: - Możemy obiecać, że nie jest to wyłącznie grzeczna komedia. Trochę w niej grzeszymy.

Nadchodzi czas cudów...

Piotr Adamczyk: - Polacy przywykli, że "Listy" są forpocztą Bożego Narodzenia. Premiera odbędzie się 10 listopada, zaraz potem sklepy zaskoczą nas świątecznym wystrojem, my zaś zaczniemy myśleć o prezentach. W tym okresie należy wyjść sobie naprzeciw, zbliżyć się do siebie. A bliskość to szczera rozmowa, dotyk, dobry, czuły gest. Jako ludzie mówimy różnymi językami miłości. Cały szkopuł w tym, żeby w związku odnaleźć ten, którym posługuje się druga osoba. Będzie on dla nas początkowo obcy, ale co stoi na przeszkodzie, żeby się go nauczyć? Karinie i Szczepanowi się to udaje, bo się kochają i mimo kłótni zawsze odnajdują do siebie drogę.

Rozmawiał Maciej Misiorny

Agnieszka Dygant ur. 27 III 1973 r. w Piasecznie. Absolwentka łódzkiej szkoły filmowej. Na ekranie debiutowała w "Farbie" Michała Rosy. Znana jest m.in. z seriali: "Fala zbrodni", "Niania", "Prawo Agaty" i filmów "Pitbull. Nowe porządki", "Botoks". W przyszłym roku zobaczymy ją w "Kobietach mafii" Patryka Vegi. 

Piotr Adamczyk ur. 21 III 1972 r. w Warszawie. Absolwent warszawskiej PWST. Grał m.n. w serialach "Czas honoru", "Przepis na życie" i filmach "Chopin. Pragnienie miłości", "Karol. Człowiek, który został papieżem", "Jestem mordercą".




Dowiedz się więcej na temat: Piotr Adamczyk | Agnieszka Dygant

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje