Reklama

"Mężczyzna czasami chce się zerwać ze swojej smyczy"

Tomasz Karolak powoli wyrasta na gwiazdę polskiego kina. Dzięki serialom "Kryminalni" i "Mamuśki" jest coraz bardziej rozpoznawalny. Popularność zdobył też znakomitą rolą w przebojowej komedii "Testosteron". W rozmowie z Jolantą Żabińską aktor opowiada o Szczepanie z "Kryminalnych", imprezach na planie "Testosteronu", pobycie w zakonie i dlaczego - choć coraz więcej zarabia - wciąż nie ma pieniędzy.

Zagrał pan w filmie "Testosteron", który króluje na ekranach kin. Podobno - jak w wywiadach twierdzi Maciej Stuhr - dobrze bawiliście się na planie... i poza nim.

Tomasz Karolak: No i wszystko się wydało... A poważnie mówiąc, faktycznie atmosfera na planie była świetna. Bo trzeba przyznać, że w filmie grają sami świetni aktorzy... (śmiech). Akcja filmu dzieje się na weselu po ślubie, który... się nie odbył. Na wesele trafia sześciu mężczyzn, którzy robią różne rzeczy, w tym także opowiadają swoje historie. Każda z tych historii ma zaczepienie w prawdzie. Śmiać mi się chce, jak słyszę, że ktoś mówi, że te historie są wyssane z palca. A dlaczego dobrze się bawiliśmy? Kobiety nie do końca rozumieją, że mężczyzna czasami chce się zerwać ze swojej smyczy i pobyć we własnym towarzystwie. To właśnie robią bohaterowie tego filmu.

Reklama

To pana kolejna rola kinowa po komedii "Tylko mnie kochaj" i kultowym już dziś filmie "Ciało".

Tomasz Karolak: O zagraniu w takim filmie jak "Ciało" marzy większość aktorów. Miałem to szczęście. Pracę na planie tego filmu również ciepło wspominam. Bywało wesoło. Raz Rafał Królikowski, który grał tytułowe ciało, zasnął w trumnie. Po skończonych zdjęciach omal go w niej nie zostawiliśmy i nie poszliśmy do domu...

Publiczność uwielbia jednak pana za rolę policjanta Szczepana Żałody. Lubi pan tę rolę?

Tomasz Karolak: Oczywiście! Przecież gram Szczepana już dość długo, nie mógłbym tego robić, gdybym go nie lubił. Cenię to, co osiągnąłem. Pracuję w zawodzie już 10 lat. Początki były trudne. Jeździłem po całej Polsce z koncertami, żeby przeżyć. I ledwo mi na życie wystarczało, jechałem ciągle na pożyczkach. Dlatego nie narzekam. Na studiach przez rok pracowałem jako ochroniarz. Handlowałem też ciuchami i obrotomierzami do motoroweru marki Simson. Pracowałem też na budowach.

Teraz stać pana na zagraniczne podróże. Niedawno był pan w Jerozolimie.

Tomasz Karolak: Tak, byłem tam po raz drugi. Uwielbiam podróżować, udało mi się dotrzeć w różne dziwne zakątki we Francji i w innych krajach. Wydaję na to większość zarobionych pieniędzy, dlatego nie mam jeszcze swojego mieszkania. Coś za coś. Ale nie żałuję.

Czy to prawda, że regularnie bywa pan w zakonie w Tyńcu?

Tomasz Karolak: To prawda. Jeżdżę tam, żeby się wyciszyć, odpocząć i nabrać dystansu do swojej pracy. Po raz pierwszy do klasztoru tynieckiego trafiłem, gdy byłem na zakręcie życiowym po rozstaniu z kobietą. Po kilku dniach spojrzałem na wszystko z innej perspektywy. Generalnie zaś religijność wyniosłem z domu. Bo moi rodzice, którzy pracują w wojsku, są bardzo religijni. Swego czasu z tego powodu mieli mnóstwo kłopotów.

Ach, te kobiety. Podobno przez jedną z nich został pan aktorem?

Tomasz Karolak: W czwartej klasie ogólniaka zakochałem się w dziewczynie, która lubiła poezję. Żeby jej zaimponować, poszedłem na egzamin do szkoły teatralnej. I wtedy się uparłem. Zdawałem cztery razy, aż się dostałem. W międzyczasie studiowałem resocjalizację na Uniwersytecie Warszawskim. Gdybym nie został aktorem, być może zostałbym policjantem, bo to fajny zawód... (śmiech).

A na studiach aktorskich z kolei zaczął pan trenować boks.

Tomasz Karolak: Tak. Sport zacząłem uprawiać dzięki Markowi Lechowi. On uczył nas na studiach akrobatyki, szermierki, walki wręcz. Choć był już w dość podeszłym wieku, wyglądał świetnie, był bardzo wysportowany. Dzięki niemu zrozumiałem, że w tym zawodzie bardzo potrzebna jest dobra kondycja, a także znajomość swojego ciała. To przydaje się nie tylko w scenach związanych z akcją. Aktor przecież gra nie tylko twarzą, lecz także całym sobą. Dlatego, kiedy koledzy chodzili na imprezy, ja trenowałem. I dziś nadal to robię. Poza tymi wszystkimi plusami, które wymieniłem, sport pozwala mi utrzymać wagę na jako takim poziomie.

Ostatnio nawet pan schudł...

Tomasz Karolak: To mój nowy image (śmiech). Mam nadzieję, że spodoba się widzom.

Dziękuję za rozmowę.

MWMedia
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy