Na premierze "Ślubów panieńskich" w październiku ubiegłego roku dawno niewidziana na salonach aktorka pojawiła się w błyszczącej, chabrowej sukni. Wszyscy nie mogli oderwać od niej wzroku - zamartwiali się, czy to aby nie anoreksja. W wydekoltowanej kreacji jej sterczące obojczyki i dekolt, na którym można by policzyć wszystkie kości, były aż nazbyt widoczne.
Przyjaciele zamartwiali się: czy znowu w jej życiu jest coś nie tak? Wydawało się przecież, że Edyta wyszła na prostą.
Już od pięciu lat, od pamiętnej awantury w samolocie, nie tyka alkoholu, znów rozstała się z papierosowym nałogiem, no i ostatecznie zakończyła pełen rozstań, powrotów i wylanych łez związek z Piotrem Machalicą, który dla niej zostawił żonę.
Dwa lata wcześniej, w 2008 r., wyglądała zupełnie inaczej.
- Edyta zawsze pod wpływem stresu przybierała na wadze - zdradza jej znajoma.
Na szczęście to już przeszłość. Niedawno Olszówka stwierdziła, że nadszedł czas, by spróbowała być swoim własnym przyjacielem. I są już efekty.
Aktorka zaczęła się zdrowiej odżywiać, przeszła na dietę, ale stosuje ją z umiarem. Po zastraszającej chudości ani śladu.
W grudniu na premierę kalendarza "Dżentelmeni 2011" przyszła w efektownej, asymetrycznej kreacji. Zachwyciła wszystkich: wyglądała pięknie i zdrowo.
Można jej tylko życzyć, aby pojawił się dżentelmen, który doceni tę wspaniałą metamorfozę.





~zuzia
dodaj komentarz »wszystkie wątki »