Żuławski tylko w INTERIA.PL!

Prezentujemy fragment książki "Żuławski", która jest zapisem niezwykłej rozmowy, jaką z wybitnym polskim twórcą przeprowadzili Piotr Kletowski i Piotr Marecki.

Książka ukaże się w najbliższą środę, 23 lipca.

Reklama

Wywiad-rzeka o "kosmosie Żuławskiego" to rozmowa o uniwersum sztuki utkanym z setek przeczytanych książek, obejrzanych filmów i wysłuchanych oper, a także o traumatycznych doświadczeniach życiowych, które ukształtowały filmowy i pisarski warsztat artysty.

Sam Peckinpah obok Fiodora Dostojewskiego, Sergiej Eisenstein obok Kena Russella, XIX-wieczna proza obok sztuki komiksu - to wszystko staje się inspiracją do stworzenia dzieła poruszającego najbardziej dotkliwe problemy - w sferze indywidualnej i społecznej.

Dramatyczne opowieści o filmie w czasach PRL-u. O dwukrotnym przymusie opuszczenia Polski i cenzurze projektów odważnych politycznie - nawiązującego do marca '68 "Diabła" oraz apokaliptycznego s-f "Na srebrnym globie".

Twórca opowiada również o kobietach... Małgorzacie Braunek, Romy Schneider, Isabelle Adjani, Valérie Kaprisky, Iwonie Petry, Sophie Marceau i o pracy na planie z filmowcami z Polski, Francji i Ameryki.

OTO FRAGMENT KSIĄŻKI:

Piotr Marecki: Mieszkając w Polsce doświadczył pan dwóch totalitaryzmów. Hollywood w pańskiej powieści jest przedstawiany jako kolejny. Zgodziłby się pan z taką tezą?

Andrzej Żuławski: Zgadzam się absolutnie. To jest świat totalny i totalnie na sobie zasklepiony, przy tym wydający rzeczy na cały świat. Między jednym a drugim jest zdumiewającą korelacja. Im bardziej oni są na sobie zamknięci i de facto im mniej wiedzą o świecie, tym robią lepsze filmy. To niesamowite.
Proszę też nie zapominać, że to jest bardzo duży przemysł, to są większe pieniądze niż te, które idą na przemysł zbrojeniowy. To fascynujące, jak to wszystko, od ciągnących wózek ze szmatami Żydów pejsatych z Mińska zmieniło się w potężny przemysł. Pan mówi o trzech totalitaryzmach. Hollywood też zabijał tych nieco bardziej innych i trochę lepszych, pozabijał ich całe kupy. A jeśli nie zabijał, to skazywał na banicję i ci ludzie umierali, gdzieś tam wyrzuceni, jak Stroheim, czy Orson Welles, albo ginęli na miejscu, jak Murnau, albo jak Marylin Monroe. Hollywood potrafiło też zabić każdego, kto się wychylał po prostu. Nie było to ludobójstwo w skali masowej, za to dość precyzyjnie określone były indywidua, które podlegają karze.
Jednakże książka, o której pan mówił, "W oczach tygrysa", o czym jest? O tym, jak dobrowolnie, w końcu poddając się temu totalitaryzmowi, do jakiegoś stopnia - żeby go dobrze przyswoić - zachować duszę. To jest jedyny temat tej książki.

PM: Jeżeli się porówna książkę "W oczach tygrysa" z "Trzecią częścią nocy", wspólnym tematem okaże się ściągnięcie człowieka do poziomu biologiczności. A bohaterów "Trzeciej części nocy" pokazuje pan jako ludzi godnych. Natomiast bohaterowie z Hollywood pomimo tego, że są wolni i mają wszystko, są ubezwłasnowolnieni i pozbawieni godności właśnie z powodu mamony, która napędza ten totalitaryzm.

Andrzej Żuławski: I z powodu żądzy sławy.

PM: Tak, żądza sławy, zdecydowanie.

Andrzej Żuławski: Odpowiedź jest dosyć prosta dlatego, że człowiek może się wzbić ponad siebie, ponad tę swoją przeciętność wtedy, kiedy ma wyraźnego wroga. Wróg nigdy nie był tak wyraźny, to znaczy zło nie było nigdy wcześniej tak ucieleśnione, tak fizyczne, jak w czasie tych dwóch totalitaryzmów. Najwyraźniejsze było oczywiście za okupacji hitlerowskiej. Za tej drugiej okupacji, czyli sowieckiej, zło było równie wyraźne już tylko dla niektórych, dla innych było zamazane, pomazane iluzjami lewicowymi. Stąd Boy-Żeleński we Lwowie, stąd dosyć silne życie kulturowe Lwowa pod okupacją sowiecką. I stąd ukąszenie diamatem, książka Miłosza ["Zniewolony umysł" - przyp. red.]. To już nie było tak łatwe. Jeżeli się nie miało rygorystycznych pionów moralnych w sobie, tylko uwzględniało się swoistą dialektykę, tak i nie, czyli swoistą względność, no to można było wpaść w tę komunistyczną, dialektyczną pułapkę.

Dla niektórych jednak ten wróg był bardzo, bardzo wyraźny. Sposoby walki może były inne. Mój ojciec, jak przyszli do niego po AK i po zdobywaniu Berlina... Jak to się nazywało?

Piotr Kletowski: Narodowe Siły Zbrojne.

Dowiedz się więcej na temat: fragment | dziecko | przemysł | ojciec | zabawa | książki | Hollywood | filmy | film | Andrzej Żuławski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje