Zbigniew Zamachowski: Pierwszy raz z suflerem

- Po raz pierwszy przy nauce tekstu skorzystałem z pomocy zawodowej pani sufler - zdradza Zbigniew Zamachowski. Kwestia aktora grającego tytułową rolę w sztuce "Dobry wojak Szwejk idzie na wojnę" w stołecznym Och-Teatrze trwa prawie... 1,5 godziny.

Zbigniew Zamachowski (L) i Milena Suszyńska (P) podczas próby medialnej spektaklu "Dobry wojak Szwejk idzie na wojnę"

Mimo sporej ilości tekstu do opanowania w sztuce w reżyserii Andrzeja Domalika, którą Zamachowski powinien zapamiętać, aktor nie może pozwolić sobie na improwizację - nawet, jeśli widzowie mieliby tego nie zauważyć.

Reklama

- Jeśli coś pójdzie nie tak z tekstem, trzeba znaleźć substytuty, zamienniki i żeglować do tego prostu, jakim jest koniec przedstawienia. Przygotowanie nawet do takiego dużego dzieła nie odbiega zasadniczo od tego, z czym wcześniej miałem do czynienia - mówi aktor.

Zamachowski przyznaje, że ilość tekstu w "Szwejku" jest ogromna. - Dlatego po raz pierwszy przy nauce tekstu skorzystałem z pomocy zawodowej pani sufler, notabene wnuczki pana Stefana Jaracza, czyli pani Magdy Jaracz. Pan Jaracz też grał właśnie Szwejka i to było dość zabawne zestawienie - ta świadomość, że obcuję z osobą, która bezpośrednio miała kontakt z naszym wielkim, wspaniałym aktorem - opowiada aktor.

Zamachowski bardzo chwali sobie pomoc suflerki. - Dzięki jej pomocy ten tekst jakoś udało mi się do tego skołatanego, 56-letniego umysłu wbić. Nie jest to łatwe, z wiekiem niestety przyswojenie tekstu przychodzi trudniej niż bywało to wcześniej - kwituje aktor.

Dowiedz się więcej na temat: Zamachowski Zbigniew

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje