"Wściekły": Sobowtór porucznika Borewicza

To był jeden z najchętniej oglądanych i najlepszych filmów kryminalnych z okresu PRL. W historię "Wściekłego" z 1979 r. wpisana jest urażona ambicja i zwykła ludzka złość. To także ważny epizod w aktorskiej karierze Bronisława Cieślaka.

Bronisław Cieślak w filmie "Wściekły"

Ten były krakowski dziennikarz miał już na koncie dwie role w telewizyjnych serialach, obie z 1976 r. (inż. Bogdan Zawada w "Znakach szczególnych" Romana Załuskiego i por. Sławomir Borewicz w "07 zgłoś się" Krzysztofa Szmagiera). Zdobył nimi popularność wśród widzów i wzbudził zainteresowanie filmowego środowiska. Atmosferę dodatkowo podgrzewał spór między reżyserami obu seriali o to, który z nich pierwszy odkrył talent Cieślaka. Na razie śmietankę spijał Krzysztof Szmagier.

Reklama

Roman Załuski postanowił jednak upomnieć się o aktora. "Pewnego razu Romek skontaktował się ze mną - wspomina Bronisław Cieślak. - Nie ukrywał, że nie podoba mu się mój Borewicz w 07. 'Co ty tam grasz? - powiedział. - To ma być milicjant? To jakiś playboy. U mnie zagrasz prawdziwego milicjanta'".

Załuski obsadził go w swoim kinowym filmie kryminalnym "Wściekły". Jest to historia poszukiwań seryjnego mordercy, który nienawidzi ludzi szczęśliwych. Jego pierwowzorem był Władysław Baczyński, który w latach 1946-1957 na terenie Wrocławia i Bytomia zastrzelił z zimną krwią co najmniej cztery osoby. W śledztwie mówił, że planował zabić jeszcze mnóstwo ludzi. Został skazany na karę śmieci, wyrok wykonano w 1960 r.

Grany przez Cieślaka młody oficer milicji, prowadzący we "Wściekłym" to skomplikowane śledztwo, nazywał się... Bogdan Zawada, tak samo jak inżynier ze "Znaków szczególnych". Zbieżność ta absolutnie nie była przypadkowa. Był to komunikat dla wszystkich inteligentnych i dociekliwych, że tego aktora w pierwszej kolejności należy utożsamiać właśnie z Zawadą, a nie z Borewiczem. Kpt. Bogdan Zawada z Komendy Głównej MO jest karnym i zdyscyplinowanym funkcjonariuszem, chodzi w garniturze i krawacie, ma żonę i dziecko, nie nadużywa ironii ani sarkazmu. Jednym słowem - zupełne przeciwieństwo Borewicza. A ponieważ to rodzina miała uwiarygodnić bohatera (antyplayboya, anty-Borewicza), reżyser zaangażował do filmu także ówczesną żonę aktora i jego 3-letnią córeczkę.

Uczuciowe relacje spoza planu filmowego reżyser wykorzystał również w przypadku innych bohaterów "Wściekłego". W rolę porucznika MO Janusza Piekarskiego wcielił się zabójczo przystojny Roman Frankl, a córkę zamordowanego krakowskiego zegarmistrza Okrzesika zagrała świeżo upieczona absolwentka warszawskiej PWST Liliana Głąbczyńska.

Między tą parą bohaterów wyraźnie zaczyna iskrzyć, jak się później okazało, nie tylko w filmie. Po latach, w jednym z wywiadów, aktorka wyznała, że to właśnie z przystojnym synem Marii Koterbskiej straciła dziewictwo, a niedawno zamieściła na Facebooku zdjęcie Romana Frankla i podpisała: "Romek, moja pierwsza miłość".

Romanowi Załuskiemu udało się również zaangażować do "Wściekłego" Barbarę Brylską (pojawiła się w roli Golewiczowej), która w tamtych latach biła rekordy popularności w... ZSRR, NRD i Bułgarii. Mimo że bardzo zajęta w zagranicznych produkcjach, aktorka nie chciała odmówić reżyserowi, którego bardzo ceniła od czasu zdjęć do filmu "Anatomia miłości".

Nawet w epizodach skompletował znakomitą obsadę, m.in. Zofię Czerwińską, Krzysztofa Kowalewskiego, Ignacego Machowskiego, Zbigniewa Buczkowskiego czy Wiesława Drzewicza. Ale dlaczego do roli oficera milicji zaangażował akurat Zdzisława Kozienia, to już tylko sam Załuski wie. Przecież Kozień z Cieślakiem stworzyli doskonale znany widzom duet w "07 zgłoś się". Czyżby reżyser "Wściekłego" był aż tak bardzo przekonany, że jego anty-Borewicz przyćmi Borewicza?

Jeśli tak myślał, to bardzo się pomylił. "Po premierze 'Wściekłego' w jednym z filmowych tygodników ukazała się recenzja - opowiada Bronisław Cieślak. - Tytuł recenzji brzmiał: '07 na dużym ekranie'. Od tego czasu Romek nie zaproponował mi już żadnej roli. Może tę konfrontację z Borewiczem uznał za swoją porażkę, ale jako twórca nie może narzekać. Ja, jak i miliony widzów, z przyjemnością oglądam jego 'Kogel-mogel', 'Komedię małżeńską' i 'Wyjście awaryjne'. A i 'Wściekły' też bardzo często gości na ekranach telewizorów".

Piotr K. Piotrowski

Dowiedz się więcej na temat: Bronisław Cieślak | Wściekły

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje