Reklama

Reklama

Reklama

Willem Dafoe: Wcielenie czystego zła

Wieloletnia kariera Willema Dafoe jest tak barwna, że jej rekapitulacja w jednym zdaniu wydaję się być zadaniem niewykonalnym. Wystarczy tylko wspomnieć, że aktor, którzy w trakcie swojej kariery wcielił się m.in. w rolę Jezusa Chrystusa, został wyrzucony z liceum za "tworzenie pornografii". W wywiadach często jednak mówi, że "urodził się pod szczęśliwa gwiazdą". 22 lipca aktor obchodzi 60. urodziny.

Willem Dafoe: Z taką fizys nie sposób nie grać czarnych charakterów

Dafoe urodził się w małym miasteczku Appleton w stanie Wisconsin. Słuchając wspomnień na temat jego pochodzenia, trudno odnieść wrażenie, że Willem ma na tym tle jakiekolwiek kompleksy. Przeciwnie, podchodzi do tego ze sporym dystansem. Mało osób wie, że z jego rodzinnej miejscowości pochodzi legendarny iluzjonista Harry Houdini. Dafoe żartuje czasem, pytając retorycznie: "Jaka była najsłynniejsza ucieczka w karierze Houdiniego?".

Reklama

Reklama

Atmosfera, w jakiej wychował się Dafoe, bez wątpienia miała spory wpływ na jego późniejszą karierę. Dorastał w domu zdominowanym przez kobiety. Był jedynym synem lekarza i pielęgniarki pracujących w lokalnym szpitalu. Poza nim małżeństwo doczekało się jeszcze pięciorga innych dzieci - były to same dziewczynki. Dafoe przyznaje, że z uwagi na liczne potomstwo, którym trzeba było zapewnić godny byt, rodzice nie mieli wiele czasu na wychowywanie. Dlatego też Willem został ukształtowany głównie przez swoje siostry. Może to z tego powodu aktor dojrzał szybciej niż inni chłopcy. Już jako 12-latek zaczął interesować się kinem, teatrem i muzyką. W czasach, w których od mężczyzn wymagano stereotypowych "męskich zachowań", taka pasja musiała go sporo kosztować. Za swoje umiłowanie do sztuki zapłacił relegowaniem z liceum.

Dafoe miał przygotować szkolny projekt na zajęcia plastyczne. Zdecydował się na zrobienie krótkometrażowego filmu o nudyście, sataniście i handlarzu narkotyków. "Nigdy nie udało mi się skończyć tego projektu. Montowałem ten film w szkole i kiedy wyszedłem z pracowni na lunch, ktoś wszedł do sali i zobaczył tą bardziej pikantną część materiału. Części tych nagrań nigdy nie chciałem pokazać, ale wybuchła straszna awantura. Kazali mi wracać do domu. Kiedy wszedłem do salonu, rodzice powiedzieli mi, że otrzymali telefon ze szkoły. Dyrektor twierdził, że kręciłem film pornograficzny. A to była kompletna bzdura" - aktor wspominał tę historię w wywiadzie dla "Guardiana". 

Niezrozumiany przez środowisko, w którym żył, Defoe przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie dołączył do grupy teatralnej Wooster. To tam zdobywał swoje pierwsze "aktorskie szlify". Mimo że gra w teatrze nie przyniosła mu sławy, Willem zawsze wypowiadał się z ogromnym szacunkiem o pracy z żywą publicznością: "Teatr uczy, gdzie i kiedy nacisnąć w sobie odpowiedni guzik, żeby wywołać jakiś efekt. W teatrze eksperymentalnym chodzi nawet o coś więcej - badasz swoje granice. Z każdym spektaklem musisz przyjąć rolę poszukiwacza, który nie wie, gdzie będzie w chwili opadnięcia kurtyny. Teatr dał mi coś kluczowego: nauczyłem się ufać swojemu ciału. Bo aktor to tancerz, tyle że czasem coś jeszcze mówi".

To głównie dlatego Defoe zdecydował się powrócić do swojej pierwszej pasji już jako doświadczony i szanowany aktor. W zeszłym roku można było zobaczyć go m.in. w brodwayowskim spektaklu "Stara kobieta" w reżyserii Roberta Willsona. Zapytany niedawno dlaczego, mimo tak silnej pozycji w kinematografii, decyduje się jeszcze na udział w spektaklach teatralnych, odpowiedział: "To po prostu zdrowy rytuał. Wymusza fizyczną sprawność, ćwiczy dyscyplinę. Ma w sobie powtarzalność, która uczy pokory. I odświeża warsztat".

Szerszej publiczności jest jednak znany ze swoich kreacji filmowych, a zwłaszcza z ról "czarnych charakterów".  Sam przyznaje, że jego aparycja implikuje go do zagrania właśnie takich postaci.

I to właśnie od roli psychopaty zaczęła się wielka kariera Dafoe. Aktor wystąpił w 1990 roku w odważnym filmowym eksperymencie Davida Lyncha "Dzikość serca". Po premierze filmu media okrzyknęły go nowym "wcieleniem czystego zła".

Wydaje się, że ta rola jest doskonałym przykładem aktorskich wyzwań, których podejmował się Dafoe. Aktor nigdy nie stronił od odważnych eksperymentów. W jego bogatej filmografii znajdziemy np. takie tytuły jak "Nimfomanka" i "Antychryst". Oba obrazy Larsa von Triera wywołały spore poruszenie na festiwalach, a wielu krytyków zarzucało reżyserowi bezsensowne epatowanie przemocą i nagością.

Sam Dafoe przyznawał jednak, że nigdy nie miał problemów z kręceniem odważnych scen. W jego pracy można znaleźć potwierdzenie tych słów. W "Antychryście" zagrał kilka bardzo intensywnych scen erotycznych. W "Sidłach miłości" woskiem oblewała go Madonna. Wielu pamięta także wyjątkowo kontrowersyjną, jak na tamte czasy, scenę, w której jako Jezus umiera nago na krzyżu w filmie "Ostatnie kuszenie Chrystusa".

Kiedy lepiej prześledzimy całą karierę Dafoe, wyłania się jednak twarz konserwatysty. Jego zamiłowanie do teatru przeplata się ze zdecydowanie ostrożnym stanowiskiem do telewizji jako nośnika kultury. W jego filmografii próżno szukać serialowych produkcji i to mimo tego, że obecnie mówi się o "złotym wieku" XI muzy.

Trudno jednak nie docenić artystycznej odwagi tego aktora. Jego pasja i zdecydowanie bez wątpienia wyróżniają go z tłumu amerykańskich aktorów. Nie pozostaje nam zatem nic innego jak liczyć, że dalsza kariera Willema przyniesie mu kolejną porcję aktorskich wyzwań, które tak bardzo lubi. Z takich życzeń Dafoe ucieszyłby się chyba najbardziej.

Konrad Pytka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Willem Dafoe

Reklama

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje