Wenecja składa hołd Jerzemu Skolimowskiemu

W środek, 31 sierpnia, rozpoczęła się 73. edycja festiwalu filmowego w Wenecji. Inauguracji towarzyszyło przyznanie Jerzemu Skolimowskiemu Złotego Lwa za całokształt twórczości.

Jerzy Skolimowski w Wenecji

- Na liście osób uhonorowanych tym wspaniałym wyróżnieniem jednym z pierwszych jest mój ulubiony reżyser Orson Welles - powiedział Jerzy Skolimowski, komentując przyznanie mu weneckiego Złotego Lwa za całokształt twórczości

Reklama

- Po nim na liście nagrodzonych znajduje się oszałamiający zestaw nazwisk najwybitniejszych twórców światowego kina. Jestem niezmiernie wdzięczny festiwalowi w Wenecji i jego dyrektorowi Alberto Barberze za ogromny zaszczyt znalezienia się w tak znakomitym towarzystwie. Przyjmuje go jako zachętę do dalszej pracy i wyraz uznania również dla współczesnej polskiej kinematografii. Będę się starał, by ten sukces nie przewrócił mi w głowie - dodał reżyser

Z polskich twórców szczęśliwymi posiadaczami honorowego Złotego Lwa są jedynie Andrzej Wajda i Roman Polański, a statuetki za najlepszy film odebrali dotychczas Krzysztof Zanussi za "Rok spokojnego słońca" oraz Krzysztof Kieślowski za "Trzy kolory: Niebieski". Nagroda za całokształt, którą w tym roku obok Jerzego Skolimowskiego odbierze także Jean Paul Belmondo, przyznawana jest na Lido od 1969 roku a wśród laureatów są - obok wspomnianego Orsona Wellesa - m.in. Michalangelo Antonioni, Martin Scorsese czy Eric Rohmer.

Bywalcy festiwalu w Wenecji nie maja wątpliwości, że pozłacana statuetka dla Skolimowskiego jest rodzajem rekompensaty za nie dość przychylne przyjęcie jego konkursowego thrillera "11 minut" w ubiegłym roku, który wyjechał z Wenecji jedynie z wyróżnieniem Jury Młodzieżowego. Ten film, podobnie jak i nagrodzony kilka lat temu Nagrodą Specjalną Jury "Essential Killing" wzbudziły na Lido mieszane uczucia. Od entuzjastycznych recenzji - szczególnie wśród polskich krytyków, po mocno powściągliwe w odbiorze wśród wielu dziennikarzy zagranicznych.

Wcześniej w Wenecji nagrodzony został także film Skolimowskiego "Latarniowiec", ale nigdy żaden jego obraz nie otrzymał tej najważniejszej, najbardziej prestiżowej i oczekiwanej statuetki. Tym bardziej wiec honorowy Złoty Lew, którego wręczenie zbiega się z rozpoczęciem festiwalu, wydaje się zasłużony; trudno też odmówić racji Alberto Barberze, który przekonywał dziennikarzy, ze Skolimowski to jeden z największych polskich reżyserów a jego wpływ na rozwój kina europejskiego jest nie do przecenienia.

To niestety jedyny polski akcent na tegorocznym festiwalu. Otworzył go amerykański musical "La La land" w reżyserii Damiena Chazelle'a - tego samego, który zrealizował oscarowy "Whiplash". Dla fanów a zawłaszcza fanek Ryana Goslinga - gratka nie lada. Ich idol tym razem śpiewa i tańczy, grając w filmie romantycznego pianistę jazzowego, który zakochuje się w ambitnej, początkującej aktorce (Emma Stone). Oboje marzą o wielkiej karierze w Mieście Aniołów ale kiedy przychodzi sukces, ich związek staje pod znakiem zapytania. To według organizatorów festiwalu nie tylko hołd dla złotej ery musicalu, ale nowy start w tym gatunku. Chociaż premiera filmu inaugurującego festiwal wymaga uroczystej oprawy, w tym roku z niej zrezygnowano. Nie było gali ani bankietu. W ten sposób Wenecja chce uszanować ofiary tragicznego trzęsienia ziemi w środkowych Włoszech.

"La La Land" będzie też uczestniczył w konkursie głównym, który oceniać ma jury pod przewodnictwem Sama Mendesa. W tym roku o Złotego Lwa dla najlepszego filmu walczyć będzie aż 20 tytułów. Wśród tych najbardziej oczekiwanych wymienia się m.in. nowy film Emira Kusturicy "On the Milky Road" z Monicą Bellucci. To pierwszy po prawie 10-letniej przerwie film fabularny i pełnometrażowy reżysera, w którym zresztą pojawi się także on sam. To historia dwojga niemłodych już ludzi, którzy spotykając się ze sobą, nie mają nic do stracenia. I może właśnie dlatego zdarza im się przeżyć coś magicznego.

Jednym z najbardziej oczekiwanych filmów na Lido jest także trójwymiarowy dokument "Voyague of Time" słynącego z wizualnego rozmachu Terrence’a Malicka. Ma to być zapis narodzin i rozwoju wszechświata. W roli narratorów prowadzących widzów przez przeszłość, teraźniejszość i przyszłość usłyszymy Brada Pita i Cate Blanchett. To pierwszy dokument w filmografii Malicka. Czy podobnie jak w "Drzewie życia" wykreuje on i rozwinie swój niepowtarzalny poetycko-hipnotyczny język, przekonamy się już niebawem.

Kinomani czekają z niecierpliwością również na drugi po "Samotnym mężczyźnie" film Toma Forda. "Zwierzęta nocy" są thrillerem opowiadającym historię właścicielki galerii sztuki, która w odzyskanej powieści byłego męża odnajduje zawoalowaną zapowiedz zemsty. W rolach głównych - Amy Adams i Jackie Gyllenhal.

Festiwal zamknie 10 września remake "Siedmiu wspaniałych" w reżyserii Antoine'a Fuqui. Ci, którzy pamiętają klasyk z 1960 roku, inspirowany zresztą "Siedmioma samurajami" Kurosawy, z pewnością ciekawi są, czy w nowej odsłonie Denzel Washington jako herszt rewolwerowców i jego ekipa dorówna charyzmie Yula Brynnera, Steve’a McQueena czy Charlesa Bronsona. A poza tym w konkursie nowe filmy Konczałowskiego, Wendersa, Ozona, Larraina a w innych sekcjach obrazy Gibsona, Seidla, Sorrentino (serial), Kawase, Kim Ki-Duka. Jest na co czekać!

Mariola Wiktor, Wenecja          

Dowiedz się więcej na temat: Wenecja 2016 | Jerzy Skolimowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje