Wenders o Jarmuschu dla INTERIA.PL

Wim Wenders jest jedną z najważniejszych postaci współczesnego kina. Pozostaje również filmowcem, którego obrazy są w Polsce praktycznie nieznane. Tym bardziej powinno cieszyć wprowadzenie do dystrybucji dwóch ostatnich filmów niemieckiego twórcy: "Krainy obfitości" i "Nie wracaj w te strony". Gość Warszawskiego Festiwalu Filmowego opowiedział portalowi INTERIA.PL o podobieństwie swojej najnowszej produkcji do obrazu Jima Jarmuscha "Broken Flowers".

Obydwa filmy pokazane zostały w konkursie tegorocznego festiwalu w Cannes. Film Jarmuscha otrzymał Grand Prix, Wenders nie zdobył żadnej nagrody. Podobny temat ich ostatnich filmów nie jest jednak zaskoczeniem. Obydwu twórców łączy podobne spojrzenie na świat, twórcze wykorzystanie muzyki w filmie - obydwaj realizowali filmy muzyczne - oraz uwielbienie dla mistrza amerykańskiego kina Nicolasa Raya. Wim Wenders opowiedział nam o swojej przyjaźni z reżyserem "Broken Flowers".

Reklama

- Jim jest jednym z moich ulubionych filmowców, jest także jednym z moich najlepszych przyjaciół. Był asystentem Nicolasa Raya, gdy Ray razem ze mną robił film "Lightning over water". Pomogłem Jimowi przy pierwszym filmie fabularnym "Inaczej niż w raju", który zrealizował na czarno-białej taśmie, która została mi po realizacji filmu "Stan rzeczy". Zawsze uważałem Jima za równego sobie - powiedział niemiecki reżyser.

- Oprócz tego, że Jarmusch był filmowcem, był także muzykiem i miał swój zespół. Najpierw poznałem go jako muzyka, bo naprawdę podobało mi się to, co grał. Dopiero później wziął się za robienie filmów i wtedy zobaczyłem, że jest naprawdę bardzo zdolny. Nadal uważam, że Jim jest jednym z niewielu prawdziwych, odkrywczych reżyserów, którzy przy okazji potrafią opowiadać historie - Wenders kontynuował opis swojej znajomości z Jarmuschem.

- Bardzo lubię całą jego jego twórczość, a fakt, że zrobiliśmy niezależnie od siebie filmy, które poruszają podobny temat, wydaje mi się naturalny i oczywisty. Znaczy to, że problem był bardzo istotny, tak jakby wisiał w powietrzu - mówił Wenders o "Nie wracaj w te strony""Broken Flowers".

- Lecz jeśli przyjrzeć się obydwu filmom, okaże się, że bardzo dużo je różni.

Film Jarmuscha jest historią podstarzałego Don Juana, który odwiedza swoje byłe kochanki. To jest rodzaj kina złożonego z epizodów. "Nie wracaj w te strony" ma bardziej linearną strukturę, jest bardziej epicką historią, inaczej sfilmowaną - mówił twórca "Million Dollar Hotel".

- W obydwu filmach jest mężczyzna, który czuje, że coś w życiu stracił. W "Nie wracaj w te strony" mężczyzna znajduje swojego syna i staje z nim twarzą w twarz. W "Broken Flowers" syn pozostaje w sferze wyobrażenia; jest pragnieniem, które nie zostaje zaspokojone.

Tak naprawdę więc filmy te są bardzo różne - zakończył niemiecki reżyser.

Zobacz galerię zdjęć z Warszawskiego Festiwalu Filmowego!

Tomasz Bielenia, Warszawa

Dowiedz się więcej na temat: Wim Wenders | filmy | film

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje