W Chinach nie chcą "Avatara"

Chińska cenzura nakazała wycofanie z kin dwuwymiarową wersję kasowego przeboju Jamesa Camerona "Avatar", który trafił w czułą dla Chińczyków strunę, związaną z wysiedleniami i wyburzeniami pod nowe inwestycje.

To posunięcie, tuż przed okresem świątecznym, tłumaczyć można również chęcią zmniejszenia konkurencji dla chińskiego filmu o Konfucjuszu, wchodzącego tam w czwartek, 21 stycznia, na ekrany.

Reklama

Pozostałe wersje "Avatara": trójwymiarowa i w technologii IMAX będą pokazywane nadal. Jednak warto zaznaczyć, że bilety na projekcje dwuwymiarowe kosztują w Chinach 30-40 juanów (4,40-6 dolarów), podczas gdy te na seanse w 3D są dwukrotnie droższe. A na projekcję w systemie IMAX trzeba wydać już 130-150 juanów (19-22 dolary).

Chińskie kina dysponują kilkudziesięcioma ekranami IMAX oraz 800. ekranami trójwymiarowymi. Zwykłych ekranów jest około 4500 - pisze agencja Associated Press.

Pokazy dwuwymiarowej wersji filmu Camerona, w którym Chińczycy dostrzegli odbicie w baśniowej otoczce problemu przymusowych, często brutalnych wysiedleń i wyburzeń domów, trwały do soboty, 16 stycznia. Wyburzenia i protesty wysiedlanych są w Chinach tematem politycznie drażliwym.

Według Liu Hui z UME International Cineplex wycofanie filmu z kin o dwuwymiarowych ekranach nie będzie miało dużego wpływu na kasowe zyski z "Avatara", za to filmy takie jak "Konfucjusz" zyskają.

W biograficznym filmie o filozofie, którego nauki przez wieki kształtowały Chiny, w rolę starożytnego mistrza wcielił się supergwiazdor z Hongkongu, Chow Yun-Fat, znany m.in. z roli charyzmatycznego króla Syjamu w melodramacie "Anna i król" (1999) oraz jednego z głównych bohaterów filmu Anga Lee "Przyczajony tygrys, ukryty smok" (2000).

Produkcja filmu o Konfucjuszu (551-479 p.n.e.) zbiegła się w Chinach z renesansem nauk konfucjańskich; od kilku lat do konfucjańskich wartości nawiązuje oficjalna polityka "harmonijnego społeczeństwa", ogłoszona przez prezydenta, Hu Jintao. Zasad głoszonych przez Konfucjusza uczy się obecnie nawet więźniów.

W przyszłym miesiącu rozpoczyna się chiński Nowy Rok księżycowy, który jest największym tamtejszym świętem. Jest to okres całotygodniowych lub dłuższych wakacji i urlopów, które Chińczycy starają się spędzać rodzinnie. Kina w tym okresie spodziewają się zwiększonej widowni.

Anglojęzyczny dziennik "China Daily" twierdzi, że "Avatar" trafił w czułą dla Chińczyków strunę. Akcja filmowej baśni s-f toczy się wokół wypierania obcej rasy (Na'vi) z ich siedzib przez ludzi, przybyłych eksploatować ich planetę. Część Chińczyków dostrzega w tym analogię do brutalnego usuwania mieszkańców starych domów, wyburzanych przez deweloperów. Problem ten dotyczy milionów ludzi w Chinach.

"Wszystkie te przymusowe likwidacje starych kwartałów miast w Chinach czynią z nas jedyne ziemskie istoty zdolne dziś naprawdę odczuć ból Na'vi" - czytamy w "China Daily".

"Avatar" już stał się w Chinach największym sukcesem kasowym. Do 12 stycznia zarobił ponad 300 mln juanów (44,1 mln dolarów) i szybko przebił zeszłoroczne hity, obrazy: "2012" i "Transformers: Zemsta upadłych".

Władze Chin bardzo chronią swój przemysł filmowy. Na chiński rynek co roku dopuszczanych jest zaledwie 20 zagranicznych filmów.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Avatar | wycofanie | China | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje