Trzy amerykańskie filmy i...

Trzy amerykańskie filmy - "Cztery Gwiazdki" z Reese Witherspoon i Vincem Vaughnem w rolach głównych oraz "Wielki Stach", w którym zagrali Rob Schneider i David Carradine i niezależne "12 lat i koniec" Michaela Cuesty - trafią w piątek do polskich kin. Czwartą premierą jest argentyński "Liverpool" Lisandro Alonso.

Akcja "Czterech Gwiazdek" (reż. Seth Gordon) rozgrywa się w okresie świąt Bożego Narodzenia. Główni bohaterowie to Brad i Kate, zamożna para z San Francisco.

Reklama

Brad i Kate nie lubią spędzać świąt z rodziną - rozwiedzionymi rodzicami i kłótliwym rodzeństwem. Aby uniknąć wysłuchiwania gorzkich żalów krewnych, co roku w okresie Bożego Narodzenia wyjeżdżają w jakieś egzotyczne miejsce. Tam mogą wypoczywać w "świętym spokoju".

Wreszcie jednak nadchodzi takie Boże Narodzenie, które trzeba spędzić z rodziną. Brad i Kate nie mogą odlecieć z San Francisco, ponieważ gęsta mgła uniemożliwia starty samolotów. W efekcie, para musi spędzić święta z rodziną - odwiedzić kolejno cztery domy należące do ich krewnych.

Komedię "Wielki Stach" ("Big Stan") wyreżyserował Rob Schneider, który zagrał w niej ponadto główną rolę.

Bohater filmu to Stan Minton - sprytny oszust, który wyłudzał pieniądze od staruszek i został za to skazany na pobyt w więzieniu. Stanowi udaje się uzyskać 6-miesięczne odroczenie wyroku - w tym czasie ma uporządkować swoje sprawy.

Wraz z upływem kolejnych tygodni, wizja zbliżającej się "odsiadki" jest dla Stana coraz bardziej przerażająca. Mężczyzna boi się, że trafi do celi razem z groźnymi bandytami.

W związku z tym wpada na pomysł, by dla samoobrony nauczyć się wschodnich sztuk walki. Aby zrealizować ten plan, Stan zatrudnia instruktora, zwanego Mistrzem (w jego roli David Carradine, czyli

słynny Bill z "Kill Billa" Quentina Tarantino).

Trzecią amerykańska premierą tygodnia jest "12 lat i koniec" Michaela Cuesty. To historia o dorastaniu i utracie niewinności. O trudnej granicy pomiędzy światem nastolatków i dorosłych. A także o życiu, w którym rodzice bywają równie zagubieni jak dzieci.

Czwórka 12-latków, całkowicie różniących się od siebie charakterem, tworzy paczkę najlepszych przyjaciół. Wchodzą właśnie w wiek dorastania i określania swojej tożsamości. Tymczasem tragiczna śmierć jednego z nich przyśpiesza to dorastanie i zmienia zupełnie ich życie...

W piątek do kina trafia także "Liverpool" Lisandro Alonso. To przykład cenionego obecnie w świecie kina minimalistycznego, którego argentyński reżyser jest jednym z czołowych twórców. W swym najnowszym filmie przedstawia głęboki portret człowieka nie umiejącego zaadoptować się we współczesnym świecie. To przypowieść o człowieku, który wciąż ucieka, nie potrafiąc znaleźć swego miejsca na ziemi.

Farrel, pięćdziesięcioletni mężczyzna, po latach spędzonych na morzu, postanawia wrócić do domu. Wraca do Ziemi Ognistej, położonej najdalej na południe prowincji Argentyny, by odwiedzić matkę, o ile ta jeszcze żyje... Ostatnie 20 lat Farrel spędził na morzu, prowadząc życie nihilisty - pił, żeby zapomnieć, płacił kobietom, żeby z nim spały, nie miał żadnych przyjaciół. Kiedy dociera do rodzinnego domu, okazuje się, że matka rzeczywiście jeszcze żyje, ale jej kontakt ze światem jest już znikomy. Jednak w domu jest jeszcze jedna bardzo bliska mu osoba, o której istnieniu nie wiedział...

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: \ Film | Fernando Alonso | brad | Lisandro Alonso | filmy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje