Tommy Lee Jones: Szeryf

Tommy Lee Jones, zdobywca Oscara, jeden z najbardziej wszechstronnych amerykańskich aktorów, mający na swoim koncie niezwykle zróżnicowane role, kończy w czwartek, 15 września, 70 lat. Na swoją obecną pozycję artysta musiał jednak długo pracować.

Tommy Lee Jones na swoją pozycję musiał długo pracować

Debiut w "Love Story"

Tommy Lee Jones jest synem pracownika pól naftowych w Teksasie Clyde'a Jonesa i policjantki Marii Lucille Scott. Ma przede wszystkim walijskie korzenie, ale płynie w nim także odrobina indiańskiej krwi (stąd jego późniejsze zamiłowanie do westernów?).

Reklama

Jego dzieciństwo nie należało do najszczęśliwszych. Rodzice Lee Jonesa rozwiedli się, potem ponownie się pobrali i znów rozwiedli. Żeby uciec od domowych problemów przyszły gwiazdor poświęcił się... grze w futbol amerykański. Osiągnął zresztą w tej dyscyplinie spore sukcesy, w wyniku których otrzymał stypendium umożliwiające mu naukę w elitarnej St. Mark's School of Texas.

Tam właśnie po raz pierwszy młody Tommy zetknął się z aktorstwem, które go zafascynowało. Swoją edukację, również artystyczną, Lee Jones kontynuował na Harvardzie, gdzie po ukończeniu szkoły średniej podjął studia. Po ich zakończeniu chciał wstąpić do drużyny futbolowej Dallas Cowboys, ale ze względu na swoją drobną budowę został odrzucony przez komisję rekrutacyjną.

Niedoszły gracz NFL zdecydował się wtedy na zrobienie kariery aktorskiej. Przeniósł się do Nowego Jorku i zaledwie 10 dni po przeprowadzce (!) otrzymał pierwszą rolę na Broadwayu.

Przez kilka następnych lat artysta nie narzekał na brak propozycji pracy w teatrze i telewizji, nie otrzymywał jednak zbyt wielu ról kinowych, a jedną z niewielu, stanowiącą zresztą jego debiut, była postać studenta w słynnym "Love Story" z 1970 roku (co ciekawe autor powieści, na podstawie której powstał film - Erich Segal, przyznał, że rola Olivera, grana przez Ryana O'Neala była wzorowana na jego dwóch znajomych z Harvardu, właśnie Lee Jonesie i jego współlokatorze, którym był... Al Gore).

Ścigający

Aby zwiększyć swoje szanse w branży filmowej, aktor zdecydował się na kolejną przeprowadzkę, tym razem do Los Angeles. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. W 1975 r. Lee Jones wystąpił w pilotowym odcinku "Aniołków Charliego" (pojawił się też w pełnometrażowym filmie o trzech pięknych agentkach), a rok później zagrał swoją pierwszą główną rolę w obrazie "Koszmar w Jackson County".

W ciągu kilku kolejnych lat aktor wystąpił w wielu filmach i stworzył mnóstwo ciekawych kreacji, które zaowocowały prestiżowymi nagrodami lub przynajmniej nominacjami do nich, ale sława ciągle nie nadchodziła. W tym czasie Lee Jones zagrał m.in. słynnego Howarda Hughesa (27 lat później milionera sportretował Leonardo DiCaprio w "Aviatorze"), pojawił się w "Córce górnika" (1980), za którą Sissy Spacek otrzymała Oscara i Złoty Glob (on był nominowany do tej drugiej nagrody), sportretował też mordercę Gary'ego Gilmore'a w obrazie "Pieśń kata" (1982), za co otrzymał nagrodę Emmy.

Sytuacja zmieniła się dopiero w 1991 roku. Wtedy to artysta wcielił się w postać Claya Shawa w głośnym obrazie Olivera Stone'a "JFK". Kreacja ta uczyniła jego twarz znaną i przyniosła mu pierwszą nominację do Oscara.

W kolejnym roku aktora mogliśmy oglądać jako psychopatycznego terrorystę Williama Stranniksa, walczącego o kontrolę nad statkiem ze Steven Seagalem, w obrazie "Liberator", ale to rola Sama Gerarda ze "Ściganego" (1993) spowodowała, że o Lee Jonesie usłyszał cały świat. Jako bezwzględny i zawzięty szeryf federalny artysta był tak przekonujący, że otrzymał za swoją kreację Oscara i Złoty Glob.

Od tamtej pory Lee Jones mógł już przebierać w propozycjach nowych ról, a jednocześnie zajął wysoką pozycję na hollywoodzkiej liście płac.

Artystycznie...

W tym samym roku co "Ścigany" na ekrany weszły też dwa inne filmy aktora: "Dom z kart" oraz "Pomiędzy niebem i ziemią". Ciekawy jest zwłaszcza ten ostatni tytuł, stanowiący zamkniecie wietnamskiej trylogii - w jej skład wchodzą także "Pluton" i "Urodzony 4 lipca" - Olivera Stone'a, z którym Lee Jones spotkał się już przy okazji "JFK", a w 1994 roku wystąpił też w jego "Urodzonych mordercach" (Stone także obchodzi 15 września 2016 roku 70. urodziny!). Artysta zagrał w filmie twórcy "W." amerykańskiego żołnierza, który w trakcie wojny poślubia i zabiera do USA młodą azjatycką dziewczynę.

Oprócz "Urodzonych morderców" w 1994 r. Lee Jones zachwycił też krytyków inną rolą - cynicznego i demonicznego gracza w baseball w biograficznym obrazie zatytułowanym "Cobb". To było zresztą w ogóle 12 udanych miesięcy dla gwiazdora, bo na ekrany weszły też inne interesujące dzieła, w których grał ważne role: "Eksplozja", w której wcielił się w utalentowanego pirotechnika, a zarazem terrorystę i psychopatę, oraz "Klient", gdzie zagrał bezwzględnego prawnika, prokuratora okręgowego gotowego wygrywać procesy za wszelką cenę.

Kolejny rok nie był już tak udany aktorsko dla Lee Jonesa - wystąpił tylko w dwóch produkcjach: w roli Harvey'a "Dwie Twarze" Denta w niezbyt udanym obrazie o przygodach człowieka-nietoperza "Batman Forever" oraz Heweya Callowaya, jednego z ostatnich kowbojów Dzikiego Zachodu, włóczącego się po ziemiach Teksasu i Nowego Meksyku na początku XX wieku, w "Zacnych kowbojach". Ważniejsze dla artysty było jednak to, że zadebiutował po drugiej stronie kamery właśnie za sprawą drugiego ze wspomnianych filmów.

Jego pierwsze osiągnięcie na fotelu reżyserskim arcydziełem może i nie było, za to stało się dobrą wprawką do późniejszego o 10 lat obrazu, kolejnego westernu zresztą, "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady". Za tę produkcję Lee Jones otrzymał nagrodę aktorską na festiwalu w Cannes, wyróżniono tam również scenariusz do niej autorstwa Guillermo Arriagi.

W 2011 roku gwiazdor nakręcił swój trzeci film "Sunset Limited", w którym obok Samuela L. Jacksona wcielił się w jedną z głównych ról, a trzy lata później po raz kolejny usiadł na reżyserskim stołku. Prezentowany na festiwalu w Cannes western "Eskorta" opowiadał o niezależnej i zdeterminowanej Mary Bee Cudy (Hilary Swank), która podejmuje się nietypowej misji. Jej zadanie to eskortowanie trzech szalonych młodych kobiet na drugi koniec kraju. W tej niebezpiecznej podróży towarzyszy jej grany przez reżysera krewki George Briggs.

... i komercyjnie

W pierwszej połowie lat 90. Tommy Lee Jones zaistniał na światowych ekranach i w świadomości widzów, jednak to w kolejnych pięciu latach powstały obrazy, dzięki którym dał się poznać jako aktor mogący się przyczynić do ogromnych sukcesów komercyjnych hollywoodzkich filmów.

Dobrym tego przykładem są obrazy z 2007 roku: katastroficzny "Wulkan" i komedia sci-fi "Faceci w czerni", w której wystąpił razem z Willem Smithem. Ten drugi obraz doczekał się już dwóch sequeli!

Do końca ostatniej dekady dwudziestego wieku Lee Jones zagrał też w dwóch kontynuacjach "Ściganego": w "Wydziale pościgowym" (1998) starał się aresztować Wesley'a Snipesa, a w "Podwójnym zagrożeniu" (1999) Ashley Judd.

Kolejne dziesięć lat to już zdecydowanie mniejsza aktorska aktywność artysty. Pojawił się w tym czasie w kilku niezbyt udanych obrazach - "Nożownik" (2003), "Anioł stróż" (2005) czy "Pościg we mgle" (2009), ale jednocześnie stworzył też kilka bardzo dobrych i przynajmniej jedną fenomenalną kreację.

Do miana tych pierwszych zaliczyć należy na pewno "Regulamin zabijania" (2001), w którym po raz kolejny zagrał prawnika (tym razem wojskowego), wspomniane "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady", a także arcydzieło braci Coen "To nie jest kraj dla starych ludzi" - kolejna w dorobku gwiazdora rola stróża prawa.

Wciąż jest wielki

Absolutnie wybitna jest natomiast nagrodzona nominacją do Oscara rola, która pochodzi z obrazu Paula Haggisa "W Dolinie Elah" (2007). Lee Jones wcielił się w filmie w Hanka Deerfielda, weterana wojennego, który rozpoczyna na własną rękę śledztwo w sprawie zaginięcia swojego syna, Mike'a. Z pomocą przychodzi mu policjantka Emily Sanders (Charlize Theron). Odkrywają oni szokujące fakty związane ze służbą wojenną chłopaka w Iraku.

Po 2000 roku aktora mogliśmy też oglądać na dużym ekranie w takich filmach jak m.in.: komedia Clinta Eastwooda "Kosmiczni kowboje", western "Zaginione" Rona Howarda, a także dramat muzyczny Roberta Altmana "Ostatnia audycja".

W ciągu ostatnich kilku lat Lee Jones zagrał też w ekranizacji komiksu "Captain America: Pierwsze starcie", oczywiście w ulubionej - zaraz po kowboju - roli wojskowego. Wcielił się w żołnierza, choć nie byle jakiego, bo w generała Douglasa MacArthura, także w rozgrywającym się pod koniec drugiej wojny światowej "Cesarzu" (2012). Ponadto oglądaliśmy artystę w komediach "Dwoje do poprawki" (2012) Davida Frankela (świetny duet z Meryl Streep) i "Porachunki" Luca Bessona (2013).

Swoją czwartą nominację do Oscara otrzymał natomiast za drugoplanową kreację w "Lincolnie" (2012) Stevena Spielberga, w którym brawurowo zagrał Thaddeusa Stevensa, polityka dążącego do zniesienia niewolnictwa i mocno wspierającego tytułowego bohatera w jego walce o wprowadzenie do konstytucji trzynastej poprawki.

Natomiast w tym roku do kin weszły produkcje w których grał "czarne charaktery". W thrillerze "Jason Bourne" Paula Greengrassa rywalizował na ekranie z Mattem Damonem, a w filmie akcji "Mechanik: Konfrontacja" Dennisa Gansela z Jasonem Stathamem.

Co do życia osobistego gwiazdora, to nie jest ono aż tak przykładne, jak zwyczajowych bohaterów, w których się wciela. Urodzony w San Saba aktor był już trzykrotnie żonaty. Najpierw z Kate Lardner (1971-1978), za sprawą której przeniósł się zresztą do Los Angeles. Następnie od 1981 roku przez kolejnych 15 lat był związany z Kimberlea Cloughley, którą poznał w 1980 roku, podczas zdjęć do filmu "Back Roads". Ma z nią dwójkę dzieci: syna Austina Leonarda i córkę Victorię. Wreszcie w 2001 roku Lee Jones został mężem Dawn Jones, z którą związany jest do dnia dzisiejszego.

Dowiedz się więcej na temat: Tommy Lee Jones

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje