Reklama

Reklama

Reklama

Tomasz Kot: Od Riedla do Religi

Dotychczasowa kariera Tomasza Kota, który obchodzi w piątek 40. urodziny, to aktorstwo skrajności. Po rewelacyjnym debiucie kinowym w "Skazanym na bluesa" (2005) aktor wprzęgnięty został na kilka lat w trybiki serialowych produkcji (był gwiazdą sitcomu "Niania") i świat głupawych komedii, by w 2010 roku powrócić do poważnego grania wyśmienitą rolą w kameralnym "Erratum" Marka Lechkiego. Najwybitniejszym kinowym występem Kota pozostaje jednak kreacja Zbigniewa Religi w filmie "Bogowie".

Tomasz Kot: Od Ryszarda Riedla (L) do Zbigniewa Religi (P)

Tomasz Kot urodził się w Legnicy. Marzył o karierze malarza artysty, przez rok uczył się w seminarium duchownym. Aktorstwem zainteresował się w liceum i chociaż maturę zdał za drugiem podejściem, bez problemu dostał się do krakowskiej Wyższej Szkoły Teatralnej. Reklama

Reklama

Reklama

- Byłem chyba w drugiej klasie liceum, gdy odkryłem, że w teatrze aktorzy uczą się tekstu i poszedłem do teatru. Nie wiem, co to była za siła - Kot wspominał w rozmowie z INTERIA.PL moment, kiedy postanowił, że będzie aktorem.

- Jakimś cudem poszedłem i zapytałem, czy mogę być na próbach, bo chciałbym zobaczyć, jak się teatr robi. Wtedy dyrektor powiedział, że nie bardzo, ale jest kółko amatorskie i tam się zgłosiłem - kot przypomniał sobie licealne czasy w Legnicy, skąd pochodzi i gdzie dostał pierwszy angaż.

Na teatralnej scenie

Debiutował na scenie Centrum Sztuki Teatru Dramatycznego w Legnicy w przedstawieniu "Panna Tutli-Putli" S. I. Witkiewicza (1996), w reżyserii Wiesława Cichego. W tym samym teatrze wystąpił z monodramem "Edzio" Bruno Schulza (1996), w reż. Krzysztofa Kopki. Był tytułowym bohaterem "Hamleta, Księcia Danii" Williama Shakespeare'a (2001), w reż. Kopki.

Aktor przypomniał też sobie moment pierwszej fascynacji aktorstwem. - Pamiętam, że jak pierwszy raz wystąpiłem, to coś mnie jakby olśniło. To było tak fascynujące przeżycie, tak niesamowite, jak jakiś narkotyk - powiedział aktor. - Wiedziałem tylko, że chciałbym jeszcze raz tak kiedyś zagrać i gdzieś od tego czasu robiłem wszystko, by do tego dążyć - dodał Kot.

Po ukończeniu szkoły w 2001r. związał się z Teatrem Bagatela w Krakowie.

Po raz pierwszy na tej scenie wystąpił jako Piotr Dobczyński w "Rewizorze" Mikołaja Gogola (2002), w reż. Macieja Sobocińskiego. Jest zadowolony ze swojej kreacji w "Ślubie" Witolda Gombrowicza (2002), w reż. Waldemara Śmigasiewicza, gdzie zagrał Henryka. Dobre recenzje zebrał za rolę Czarusia, młodego aktora, który nie rozstaje się z telefonem komórkowym w przedstawieniu "Ca-sting" Rafała Kmity wystawionym w Krakowskim Teatrze Scena STU w 2002 r. Był Tytusem w "Testosteronie" Andrzeja Saramonowicza (2005), w reż. Piotra Urbaniaka.

W czasie studiów wystąpił w przedstawieniu Teatru Telewizji pt. "Wybór" Jacka Włoska (1999), w reż. Jerzego Stuhra. Zagrał także w "Balladzie o Zakaczawiu" Macieja Kowaleskiego i Jacka Głomba (2002), w reż. Waldemara Krzystka.

Już w 1996 roku został uhonorowany nagrodą dla najlepszego adepta sztuki aktorskiej na scenach polskich na Barbórkowych Spotkaniach Teatrów w Dąbrowie Górniczej. Za rolę Ojca w dyplomowym przedstawieniu "Sześć postaci szuka autora" Luigi Pirandella na Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi w 2001 roku otrzymał wyróżnienie prezydenta miasta Łodzi.

Skazany na sukces?

Kot zaczął też grywać w telewizji. Pojawił się w serialach "Całkiem nowe miodowe lata" (2004), "Na dobre i na złe" (2004-2005), "Wiedźmy" (2005). Był handlowcem Jackiem Darewiczem w "Camera Cafe" (2004) Jurka Bogajewicza i komisarzem Andrzejem Grudzińskim w "Kryminalnych" (2005). Wystąpił też w dokumencie Mariana Marzyńskiego "Ja, Gombro" (2003), gdzie wcielał się w postaci z dramatów Gombrowicza.

Na dużym ekranie debiutował główną rolą w filmie "Skazany na bluesa" (2005) Jana Kidawy-Błońskiego. Kiedy reżyser poszukiwał aktora, Kot grał właśnie w Warszawie "Hamleta" w wyjazdowym spektaklu Teatru z Legnicy. Kot wcielił się w postać Ryszarda Riedla, wokalisty i lidera zespołu Dżem. Przygotowując się do roli mieszkał przez krótki czas w mieszkaniu Riedla w Tychach, przesłuchując płyty z utworami zespołu.

- Kiedy kończyłem studia w Warszawie, koledzy z mojego roku robili dyplom z Andrzejem Wajdą. A ja wtedy pojechałem do Legnicy grać w 'Hamlecie' Jacka Głomba, choć wszyscy pukali się w czoło. I jak z tym Hamletem przyjechaliśmy do Warszawy, zauważyli mnie twórcy 'Skazanego na bluesa'. Czasem jednak warto słuchać głosu serca - zauważył Kot.

"Film ten to przede wszystkim przejmująca opowieść o poszukiwaniu wolności w siermiężnej rzeczywistości PRL-u, o potrzebie uczucia, a jednocześnie oddalaniu się od bliskich, o artystycznym dojrzewaniu i walce z przeznaczeniem. Nadwrażliwiec o duszy dziecka, uciekający w świat marzeń i iluzji, nie potrafił pogodzić tego wszystkiego, zagubił się i zmęczył, a kiedy 'skończyły mu się marzenia', jak sam mówi w jednej ze scen, już wiedział, że koniec jest bliski. Niezwykły artysta znalazł znakomitego odtwórcę w postaci Tomasza Kota, przypominającym Ryśka nie tylko fizycznie, ale również świetnie oddającym na ekranie jego buntowniczą, nieokiełznaną naturę" - czytamy w opisie filmu na stronie serwisu Filmpolski.pl

Za rolę Riedla Kot otrzymał na festiwalu w Gdyni nagrodę za najlepszy debiut aktorski.

Dziewięć lat w sitcomie

Widzowie seriali telewizyjnych zapamiętali go przede wszystkim jako Maksymiliana Skalskiego w "Niani" - polskiej wersji popularnego amerykańskiego sitcomu, w którym bezczelna i przebojowa opiekunka do dzieci Frania Maj (Agnieszka Dygant) szturmem podbija serca trójki rodzeństwa Skalskich oraz ich nieśmiałego ojca (Kot).

Serial stał się prawdziwym fenomenem notując rekordową oglądalność oraz zdobywając aż dwie statuetki Telekamery w kategorii serial komediowy. O popularności "Niani" świadczy bez wątpienia fakt, że stacja TVN wyprodukowała aż 9 sezonów sitcomu.

- Ja naprawdę dobrze czuję się w skórze mojego bohatera! To, co może mnie ewentualnie męczyć w związku z rolą w Niani, to poranne wstawanie na plan zdjęciowy - Kot przyznawał w rozmowie ze "Światem Seriali".

Po 9-letniej przygodzie doszedł jednak do wniosku, że czas na zmiany.

- Po zakończeniu zdjęć do "Niani" stwierdziłem, że mam dość i postanowiłem to zmienić. Przeraziła mnie myśli, że między moimi dramatycznymi rolami w filmach, czyli "Skazanym na bluesa" i "Erratum", minęło pięć lat. Kariera zaczęła mi się rozwijać w dość niespodziewanym kierunku. Musiałem odwrócić bieg tej rzeki, z pewnych rzeczy musiałem zrezygnować - zadeklarował Kot.

Porażająca intensywność

Przełomową kreacją okazała się rola w skromnym filmie Marka Lechkiego "Eratum".

- Ostatnio czytałem wywiad z Evanderem Holyfieldem, który jako jedyny pięć razy zdobył mistrzostwo świata w boksie. Powiedział, że w ogóle nie obchodzi go, czy wygrał, czy przegrał. Obchodzi go to, co z tego wyniósł. Z punktu widzenia Holyfielda, to po "Erratum" wyniosłem bardzo wiele zaufania do tak zwanego "stanu na biało" - enigmatycznie powiedział Kot.

W filmie gra postać trzydziestoparoletniego Michała, który pewnego dnia odwiedza swoje rodzinne miasto, żeby załatwić sprawę, o którą prosi go szef. Ma odebrać sprowadzone ze Stanów auto i od razu wracać. Sprawy przybierają jednak inny obrót... Michał musi pozostać kilka dni dłużej w miejscu, z którego kiedyś tak bardzo chciał uciec. Powracają wspomnienia, kumple z zespołu, marzenia, o których dawno zapomniał i zdarzenia z przeszłości, które zmieniły jego życie. A może są rzeczy, które można jeszcze odwrócić?

- Rola Michała była rolą bardzo wymagającą, trudną, niezwykle dynamiczną" - stwierdził reżyser Marek Lechki. -Z jednej strony mamy bierność człowieka uśpionego, ale za chwilę rozdrażnionego do granic możliwości, potem nostalgicznie, melancholijnie rozczulonego, czy rozczulającego, wreszcie rozbrajającego humorem. I wszystkie te elementy wypadają bardzo wiarygodnie. Nie jest to aktorstwo nachalne, szerokie - przekonywał twórca "Erratum".

- Zobaczymy tu Tomasza Kota zupełnie innego niż tego z komediowych tasiemców. Dużo skromniejszego, operującego oszczędnymi środkami, minimalistycznego, a jednocześnie tak porażająco intensywnego. To bardzo zdolny aktor - Lechki chwalił przed premierą Kota.

Schudł, zapuścił brodę, przefarbował włosy

- Rok 2011 zacząłem z wygoloną głową, żeby grać w "Yumie". Do tej roli też dużo schudłem. Potem zaś zapuszczałem brodę, żeby zagrać w "Nigdy się nie dowiesz", a później przefarbowałem włosy do "Hansa Klossa". Gdy odbierałem dziecko z przedszkola, to ciągle się wszyscy zastanawiali, kto przyszedł. Cieszę się bardzo z tych propozycji. W końcu czuję, że mam nad tym wszystkim kontrolę - aktor mówił 5 lat temu.

Największy sukces w jego karierze miał dopiero nadejść. W filmie "Bogowie" Łukasza Pakowskiego wcielił się w postać prof. Zbigniewa Religi. Za swoją kreację został uhonorowany nagrodą za najlepszą rolę pierwszoplanową na Festiwalu Filmowego w Gdyni. 

Do pracy na planie przygotowywał się miesiącami. - Poznając Religę, również wszystkie kontrowersje związane z tą postacią, doszedłem do wniosku, że to był bardzo odważny człowiek. Takiej odwagi obecnie jest bardzo mało. Wszyscy żyją według określonych przepisów i zasad. Religa dzięki swojej odwadze tworzył nowe korytarze, którymi mógł podążać - mówił Kot.

W kolejnych latach grywał zarówno główne role - m.in. w fatalnie ocenionym przez krytykę filmie "Żyć nie umierać", czy we wchodzącym do kin w dniu 40. urodzin aktora wojennym melodramacie "Bikini Blue" - jak i pojawiał się w wyrazistych drugoplanowych kreacjach (np. producent w filmie "Disco polo" Bochniaka czy Bauman w "Fotografie" Krzystka).

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Kot

Reklama

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje