Teresa Iżewska: Dziewczyna z "Kanału"

W niedzielę, 8 kwietnia, Teresa Iżewska obchodziłaby 85. urodziny. Aktorka znana przede wszystkim z roli "Stokrotki" w "Kanale" Andrzeja Wajdy odeszła przedwcześnie w wieku 49 lat. Najprawdopodobniej popełniła samobójstwo.

Teresa Iżewska miała zadatki na wybitną aktorkę

Iżewska zanim poświęciła się karierze scenicznej, najpierw chciała zostać chemiczką. W 1952 r. zaczęła studia na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Warszawskiego, które jednak przerwała. W 1957 r. skończyła za to Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie.

Reklama

Już rok później aktorka pojawiła się na deskach wrocławskiego Teatru Dramatycznego, gdzie grała do 1963 roku. W sezonie teatralnym 1963-1964 można ją było podziwiać w nowohuckim Teatrze Ludowym. Była również związana z Teatrem Wybrzeże w Gdańsku (1964-1982).

Iżewska najbardziej zapisała się w pamięci widzów rolą "Stokrotki" w filmie "Kanał" (1957). Obraz Andrzeja Wajdy, przedstawiający koszmar klęski powstańców - był debiutem filmowym aktorki. "'Stokrotka kocha nie tylko fiołki alpejskie' - tak w pierwszych ujęciach głos zza ekranu charakteryzuje jedną z bohaterek 'Kanału', dziewczynę nie kryjącą bogatej, erotycznej przeszłości, chwilami wyzywającą, chwilami cyniczną, chwilami liryczną. I desperacko oddaną swej miłości" - Maciej Maniewski w tekście w miesięczniku "Film" wspominał ekranowy debiut aktorki.

Słynna symboliczna scena z filmu, kiedy "Stokrotka" z ciężko rannym Korabem docierają kanałami do Wisły i giną z wyczerpania pod kratą, którą został zamknięty wylot kolektora od strony rzeki, od Wschodu - przeszła do historii kina. "Trudno dziś przewidzieć, jakie byłyby losy 'Kanału', gdyby nie zaskakująca decyzja ówczesnego szefa kinematografii, Leonarda Borkowicza, aby film pokazać na festiwalu w Cannes. Tym dziwniejsza, że właśnie on miał najwięcej zastrzeżeń do scenariusza i ogromnie sceptycznie zapatrywał się na realizację tego filmu" - zauważył po latach Andrzej Wajda.

Film Wajdy zdobył w 1957 r. Nagrodę Specjalną Jury - Srebrną Palmę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes. "Nagroda Jury, czyli jak to się wtedy nazywało, Srebrna Palma, ochroniła mój film przed polską krytyką i publicznością. Trudno się dziwić tej ostatniej - stanowili ją w ogromnej części uczestnicy powstania lub rodziny, które straciły w Warszawie swoich najbliższych. Ten film nie mógł ich usatysfakcjonować. Wylizali już rany, opłakali bliskich i teraz chcieli zobaczyć ich moralne i duchowe zwycięstwo, a nie śmierć w kanałach" - dodał reżyser.

Niestety, Teresa Iżewska powiedziała wtedy w jednym z wywiadów dla francuskiej prasy o swoich niewielkich zarobkach jako aktorki. Kiedy tę wypowiedź opublikowano, Iżewska za karę otrzymała wydany przez komunistyczne władze zakaz wyjazdu z Polski. W efekcie bezlitośnie dyskredytowana na rynku polskim, nie miała również możliwości zaistnieć na Zachodzie. Pomimo otrzymywanych przez lata zawodowych propozycji. Starała się jednak kontynuować karierę.

"Kolejne role uczyniły z aktorki bodaj pierwszą w naszym kinie wyrazicielkę ciemnych stron kobiecej natury" - Maniewski zwrócił uwagę na pionierski wkład Iżewskiej do kobiecych postaci rodzimej kinematografii.

"Bohaterki Iżewskiej - złe, zepsute, przewrotne, często kierujące się erotycznym instynktem (co w końcu lat 50. było nie lada wyzwaniem obyczajowym) - niosły w sobie złowieszcze fatum, niszczące mężczyzn, których spotykały na swej drodze i ton zmysłowego, mrocznego niepokoju. Taka była Wanda z 'Bazy ludzi umarłych' Czesława Petelskiego (1959), gotowa oddać się każdemu, kto zabierze ją z bieszczadzkiej głuszy do miasta, demoniczna Walentyna z "Ranchu Teksas' Wadima Berestowskiego (1959), uwodzicielska śpiewaczka Ewa ze 'Spotkania w Bajce' Jana Rybkowskiego 91962), kokieteryjna Izabella w 'Mansardzie' Konrada Nałęckiego (1963)" - wyliczał Maniewski.

Później na lata zniknęła z ekranów, pojawiając się jeszcze w roli matki "Dudusia" w "Podróży za jeden uśmiech". Jej ostatnia rola (mocno epizodyczna) pochodziła z dramatu psychologicznego Tomasza Zygadły "Odwet" (1982).

"Trudno dziś powiedzieć, dlaczego Teresa Iżewska nagle zniknęła z ekranów. Całkowicie. Pozostała aktorką teatralną. Występowała na scenach Wrocławia, Nowej Huty, Poznania, Gdańska. Reżyserzy filmowi zapomnieli o niej zupełnie. W ciągu prawie 20 lat wystąpiła zaledwie w dwóch epizodach, nie rozpoznawana przez nikogo. Ostatnim jej filmem był 'Odlot' Tomasza Zygadły (1983), gdzie pojawiła się wśród uczestniczek zjazdu w górskim schronisku" - odnotował Maniewski w tekście "Gdzie są dziewczyny z tamtych lat", poświęconym zapomnianym gwiazdom polskiego kina. Obok Iżewskiej, w grupie niespełnionych nadziei znalazły się także: Teresa Tuszyńska ("Do widzenia, do jutra"), Zofia Marcinkowska ("Nikt nie woła"), Krystyna Stypułtowska ("Niewinni czarodzieje") czy Ewa Krzyżewska ("Popiół i diament").

- Ciągle żyła w niespełnieniu. Jej ogromne mieszkanie całe było obwieszone lustrami. Nawet idąc do toalety, po drodze miała dwa, trzy lustra. Zatrzymywała się przed każdym z nich. Chciała zwrócić na siebie uwagę. Często dzwoniła, że popełni samobójstwo, jeśli nie przyjadę. Takich prób samobójczych miała wiele, nieraz się na to nabierałem, ale ta ostatnia jej wyszła - powiedział w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" pisarz Aleksander Jurewicz, z którym Iżewska miała romans.

"Bardzo długo umierała. Gdzieś między połową maja a końcem sierpnia. Koleżanki z teatru jeździły, malowały jej paznokcie, robiły makijaż, a ona, Stokrotka, w komie. Taki koniec" - dodał.

"Zmarła w 1982 roku, żegnana tu i ówdzie lakonicznymi notatkami. Smutne to pożegnanie" - podsumował karierę Iżewskiej Maniewski.

Dowiedz się więcej na temat: Teresa Iżewska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje