Reklama

Tadeusz Łomnicki i Gustaw Holoubek: O jednego mistrza za dużo

Rywalizowali z sobą zawodowo i prywatnie, a ich drogi co chwilę się przecinały...

Rywalizowali z sobą zawodowo i prywatnie, a ich drogi co chwilę się przecinały...
Tadeiusz Łomnicki i Gustaw Holoubek: Najwybitniejsi polscy aktorzy? /Janusz Sobolewski / Sławek Biegański /Agencja FORUM

Spotkali się w Krakowie w lutym 1945 r., tuż po wyzwoleniu miasta. Obaj zostali słuchaczami pierwszego roku Studia Teatralnego przy Teatrze Juliusza Słowackiego. 18-letni Tadeusz Łomnicki już wiosną zadebiutował w sztuce Antoniego Cwojdzińskiego "Teoria Einsteina" w reżyserii Juliusza Osterwy jako Włodek (Osterwa już zawsze zwracać się będzie do niego tym imieniem). Starszy o cztery lata Gustaw Holoubek debiut na scenie miał dwa lata później. 

Łomnicki bardziej niż aktorem chciał zostać pisarzem i dramaturgiem. Pewnego dnia przyniósł dyrektorowi Bronisławowi Dąbrowskiemu swoją młodzieńczą sztukę "Noe i jego menażeria", a on zgodził się ją wystawić. Rolę Sema zagrał w niej Gustaw Holoubek.

Obaj zdążyli jeszcze wystąpić na scenie z legendami polskiego teatru. Holoubek w słynnej "Warszawiance" z Ludwikiem Solskim, który grał Starego Wiarusa. "Byłem jednym z oficerów, którzy kręcili się tam i z powrotem w czasie wielkiego monologu" - wspominał skromnie. Łomnicki z kolei pojawił się u boku Aleksandra Zelwerowicza w sztuce Ludwika Hieronima Morstina "Taniec księżniczki" na deskach teatru w Katowicach. W rozmowie z Ludwikiem Jerzym Kernem tak o tym opowiadał: "(Zelwerowicz) był bardzo łakomy, a w sztuce podawano mu codziennie cudownie przysmażone pierożki. I ja mu je podjadałem. Raz na pięć podanych zjadłem mu trzy. I on się wściekł. Zerwał się, jak nigdy, ja się odwróciłem tyłem, a on wtedy przylał mi laską w kręgosłup. Ale tak, że aż jęknąłem i mało nie zemdlałem".

Także Holoubek znalazł się w Katowicach (został dyrektorem artystycznym teatru), jednak Łomnicki pierwszy przeprowadził się do Warszawy. Kiedy kilka lat później Holoubek dostał propozycję pierwszej głównej roli w filmie (w "Pętli" reżyserowanej przez Wojciecha Hasa zagrał Kubę), Łomnicki miał już na koncie rolę Stacha w debiucie fabularnym Andrzeja Wajdy - "Pokoleniu".

Reklama

Łomnicki nie lubił swoich ról filmowych. A pierwsze kroki Holoubka przed kamerą nie były zachęcające. Operator Mieczysław Jahoda przerwał kiedyś zdjęcia i zwrócił się do odtwórcy głównej roli: "Panie Holoubek, tak to pan możesz grać sobie w teatrze. Tu jest film, tu się gra inaczej".

Tych dwóch wybitnych aktorów różniło podejście do uprawianego zawodu. "Scena nie jest pępkiem świata, a sztuka nie jest ważniejsza niż życie. Aktorstwo nie polega na zatracaniu się w sztuce. Trzeba żyć normalnie, a teatr traktować jako zjawisko odświętne, wielką przygodę, podczas której aktorzy i widzowie na moment zapominają  o świecie realnym i oddają się iluzorycznej, całkowicie nadnaturalnej rzeczywistości. Robią to, odwołując się do całego bagażu tragizmu, komizmu i poczucia absurdu, jaki wynoszą z życia. A potem jak najszybciej trzeba z tej przygody wrócić do normalności. Przenoszenie teatru na życie to kabotynizm" - tłumaczył Holoubek Małgorzacie Terleckiej-Reksnis w jednej z ich rozmów.

Z kolei dla Łomnickiego aktor miał w sobie coś z hipnotyzera. "Ja odmieniam tych ludzi, którzy przyszli, kupili bilet i siadają na widowni. Ja im każę w coś uwierzyć i prowadzę ich aż do samego końca. I nie wolno mi przerwać tego seansu. Jest jeden człowiek, który obserwuje i jest drugi, który mu wmawia, że guzik jest czosnkiem albo że Pan Bóg ma skrzydła albo że stolik wiruje. Wszystko mu można wmówić" - tłumaczył.

Tadeusz Łomnicki zyskał ogólnopolską sławę nie dzięki rolom teatralnym, lecz filmowym. Po "Panu Wołodyjowskim" wraz z partnerującą mu Magdaleną Zawadzką stanowili najgorętszą parę polskiego kina (w plebiscycie czytelników "Expressu Wieczornego" Złota Maska za rok 1969 zajęli bezapelacyjne pierwsze miejsce; Łomnicki otrzymał 100 974 głosy, Zawadzka aż 136 052).

Jak to czasem bywa, znajomość zawodowa przerodziła się w osobistą relację, mimo że Łomnicki był żonaty, a i pani Magdalena miała męża. Ona mówiła do niego: Tadziu, on do niej - Magdzior. Poważniejszego związku jednak nie stworzyli, ponieważ dyrektor Teatru Dramatycznego zaproponował Zawadzkiej główną rolę kobiecą w sztuce Calderona "Życie jest snem" w reżyserii Ludwika René. W głównej roli męskiej obsadził Gustawa Holoubka.

Znali się towarzysko. Zawadzka była wtedy na topie, choć pozycja Gustawa Holoubka w środowisku teatralnym niesłychanie wzrosła po roli Gustawa-Konrada w "Dziadach" w Teatrze Narodowym (tego spektaklu pani Magdalena zresztą nie widziała, został zdjęty zanim zdążyła się wybrać). Znajomość przerodziła się w romans. Można powiedzieć, że Gustaw Holoubek wybił aktorce z głowy Tadeusza Łomnickiego, doprowadził też do jej rozwodu z operatorem Wiesławem Rutowiczem. Z kolei dla Magdaleny Zawadzkiej Holoubek rozwiódł się z Mają Wachowiak.

Jednak to nie damsko-męskie historie były powodem konfliktu aktorów. Ich rywalizacja i niechęć ze strony Łomnickiego wynikała z różnic w podejściu do pracy oraz osobowości. Holoubek miał do siebie dystans, Łomnicki traktował się ze śmiertelną powagą. Pewnego razu, czekając za kulisami na wejście na scenę, miał powiedzieć, patrząc na publiczność: "Jak ja im zazdroszczę, że będą mnie dzisiaj oglądać". Potrafił być okrutny wobec kolegów. W stanie wojennym podczas jakiejś rozmowy o bojkocie, któryś z aktorów zaproponował: "A może zamiast nie występować w ogóle, będziemy po prostu grać źle?". "Panu to łatwo powiedzieć" - żachnął się Łomnicki.

Na temat relacji Łomnickiego z Holoubkiem krążyło mnóstwo anegdot. Łomnicki jako rektor PWST miał powtarzać nielubianym studentom: "No i po coś, chłopie, przyszedł na te studia? Przecież takim aktorem jak ja nie zostaniesz, a takim jak Holoubek - nie warto" - co świadczyło jednak o jakimś kompleksie, poczuciu, że w teatralnym środowisku jest o jednego mistrza za dużo.

Inną historię wspomina Piotr Fronczewski: "Kiedyś, po 'Panu Wołodyjowskim', Łomnicki chciał spotkać się w jakiejś sprawie z Holoubkiem. Dzwoni i mówi, w charakterystyczny sposób przeciągając niektóre samogłoski: 'Guteeek? Seeerwus, Gucieńku kochaaany, musimy koniecznie porozmawiać, ale mam problem, bo ja jestem teraz straaaasznie rozpoznawalny, więc musimy się spotkać w jakimś dyskreeetnym miejscu'. Umówili się w restauracji w Wilanowie. Środek tygodnia, wczesne popołudnie, w knajpie prawie pusto, tylko gdzieś pod oknem dwóch z lekka już zanietrzeźwionych obywateli. I ledwie zdążyli usiąść, a jeden z gości od tamtego stolika w drodze do toalety niemal na nich wpadł. Stanął. Patrzy badawczo na Łomnickiego. W końcu odwraca się do swojego towarzysza i wrzeszczy na cały głos: 'Staszek, zobacz! Podbipięta przyszedł!'".

Obaj rywale zrobili karierę, ale ich losy potoczyły się odmiennie. Gustawa Holoubka w latach 70. wybrano prezesem SPATiF-u, został też posłem. Tadeusz Łomnicki zaszedł znacznie wyżej: był zastępcą, a potem członkiem KC PZPR. Obaj byli też dyrektorami teatrów: Łomnickiemu Teatr na Woli odebrała Solidarność w 1981 r. (w tym samym roku aktor złożył legitymację partyjną), Holoubek stracił Teatr Dramatyczny w stanie wojennym. W czerwcu 1989 r. wybrano go solidarnościowym senatorem, a Łomnicki trafił na margines życia publicznego. Nie miał nawet własnej sceny.

Nad "Królem Learem" Szekspira pracował gościnnie w poznańskim Teatrze Nowym. Zmarł nagle w trakcie prób w lutym 1992 r. Gustaw Holoubek od 1996 r. był dyrektorem teatru Ateneum. Odszedł w marcu 2008 r. Obaj zajmują wysokie pozycje w rankingach najwybitniejszych polskich aktorów XX wieku.

PT

***Zobacz także***

Życie na Gorąco Retro
Dowiedz się więcej na temat: Tadeusz Łomnicki | Gustaw Holoubek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy