"Syn Królowej Śniegu": Dzieciobójstwo i baśń

Najnowszy film Roberta Wichrowskiego "Syn Królowej Śniegu" w niezwykły sposób łączy dramat i współczesną baśń - tragiczna historia dzieciobójstwa inspirowana był dziełami Hansa Christiana Andersena.

Reżyser "Syna Królowej Śniegu", Robert Wichrowski

Mały chłopiec Marcin (Mateusz Bożek), spragniony miłości i ciepła matki, dzięki emerytowanemu pisarzowi Kazimierzowi (Franciszek Pieczka) ucieka do krainy baśni Andersena. Jego matka Anna (Michalina Olszańska) wychowuje go samotnie, są w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Zmagając się z prozą codzienności i presją społeczeństwa, matka nie dostrzega potrzeb syna. Gdy w jej życiu pojawi się Kamil (Rafał Fudalej), zabłyśnie nadzieja na lepsze jutro. Czy Anna ulegnie pokusom, jaką drogę wybierze?

Reklama

Co pana zainspirowało w tej pozornie prostej historii?

Robert Wichrowski: - Dwie sprawy - przede wszystkim, możliwość rozwinięcia warstwy baśniowej i oczywiście historia bardzo trudna, okrutna, jaką jest dzieciobójstwo. Tak sobie pomyślałem, że nie oglądałem jeszcze filmu na ten temat i fakt, żeby go poruszyć na dużym ekranie był dla mnie wyzwaniem. Wydaje mi się, że jest to na tyle ważna sprawa, że warto o tym problemie zrobić film.

Co według pana jest jego mocna stroną?

- Na to pytanie nie odpowiem pani w żaden sposób. On nie jest przyjemny w oglądaniu. Sam widziałem, że osoby oglądające ten film miały łzy w oczach, mówiły potem, że czuły potworny dyskomfort oglądając tę historię. Mam świadomość, że on nie jest tak do końca przyjemny w odbiorze. Natomiast wydaje mi się, że konwencja baśni troszkę go łagodzi, wprowadza na trochę inne tory. Na pewno siłą filmu jest obsada, bo pojawienie się Stanisława Pieczki, Anny Seniuk czy Ewy Szykulskiej w tym filmie jest ogromną wartością.

Skąd pomysł, aby połączyć baśń ze scenariuszem, jaki pisze życie?

- Z dwóch powodów, pierwszy - aby chronić naszego głównego bohatera, czyli dziecko, żeby pokazać, że w dziecku, które ma 5 czy 7 lat, zaciera się rzeczywistość i ten świat wyobrażony. Zgodnie z procesami rozwojowymi opisywanymi przez psychologów, dziecko w tym wieku nie jest w stanie rozróżnić rzeczywistości i samo chroni się przed złem, tworząc swój własny świat, ze swoimi zabawkami, opowieściami, które często słyszy od rodziców czy dziadków. Tworzy warstwę ochronną - często przed brutalną rzeczywistością, taką, której nie jest w stanie zaakceptować, bo nie jest w stanie jej w ogóle zrozumieć. Tak sobie pomyślałem, żeby to nie był taki realny brutalizm wyłącznie, ale właśnie połączenie świata dziecka, czyli tej baśni, która go chroni, z tą właśnie brutalną rzeczywistością. Wiem, że to zabieg ryzykowny, ale postanowiliśmy właśnie tak zrobić.

Poza tytułem, jakie są jeszcze elementy baśniowe w filmie?

- Opowiadam tę straszną historię w jasny sposób - myślę tu o środkach technicznych, o zastosowanym świetle, o spokojnej jeździe kamery. Mamy tu dużą paletę kolorystyczną, mamy dużo słońca w tym filmie, po to, aby ułatwić odbiór, żeby nie był do końca zero jedynkowy w odbiorze, by pokazać, że ten świat jest troszkę bardziej skomplikowany, niż to, co widzimy czy nam się wydaje.

Jak przebiegała praca na planie?

- Generalnie było bardzo dobrze, jeśli chodzi o część produkcyjną - mieliśmy bardzo dobre warunki pracy, niczego nam nie brakowało. Natomiast, jeśli chodzi o merytorykę, były dni łatwiejsze i trudniejsze. Te z mocnymi, dość brutalnymi scenami nie były łatwe, szczególnie dla Michaliny Olszańskiej.

Jak radził sobie Maciek Bożek, grający syna Michaliny Olszańskiej?

- Praca z dzieckiem wymagała szczególnej ostrożności, z uwagi na to, żeby Maciek mógł wyjść z sytuacji cało, mówiąc ogólnie. To się udało, końcowy efekt produkcji rodzicom bardzo się podobał. Nasz młody aktor przechodził przez nie dobrze. Dbaliśmy o niego i o to, aby to nie odbiło się na jego psychice i to się całkowicie udało. Mogę powiedzieć, że na tym polu odnieśliśmy sukces.

A pozostała część ekipy?

- To spotkanie starej generacji Franciszka Pieczki, Ewy Szykulskiej czy Anny Seniuk z pokoleniem młodych aktorów - Michaliny Olszańskiej czy Rafała Fudaleja, było niezwykle interesujące i dla każdego ciekawe. Spotkanie się z aktorami, których znamy z ekranów z wielu filmów i aktorów, którzy niedawno zaczęli swój marsz przez kino, dla mnie - jako reżysera - też było pouczające.

Czy przypuszczał pan, że film będzie się tak podobał publiczności?

- Tego tak do końca jeszcze nie wiem, na razie ma za sobą festiwal Nowe Horyzonty, na którym usłyszeliśmy bardzo dużo dobrych opinii w trakcie rozmów z widzami.

Teraz ma być wyświetlany na festiwalu w Montrealu, czy zdradzi nam pan jakieś szczegóły?

- Pokazy będą miały miejsce 2 i 4 września w Cinema Dolar w Montrealu. Mamy nadzieję, że widzowie na ten film przyjdą i go obejrzą. Będziemy czekali na informację zwrotną, jak film został odebrany. Jest to dla nas ważne, że on już jest i jest pokazywany. Cieszę się, że będą mieli okazję obejrzeć go widzowie, którzy bardzo cenią kino. To na pewno jest coś, co cieszy.

---------------------------------------

Festiwal w Montrealu to jeden z kilkunastu festiwali zaliczanych do grupy międzynarodowych festiwali konkursowych (wcześniej tzw. klasy A) zrzeszonych przez Międzynarodową Federację Zrzeszeń Producentów Filmowych. Do tej grupy należą m.in. festiwale w Berlinie, Cannes, Locarno, Wenecji czy Warszawie. Założony w 1979 roku, do dziś prezentuje filmy z całego świata w 11 sekcjach. Film "Syn Królowej Śniegu" zakwalifikował się do sekcji "Focus on World Cinema". Podczas konkursu będzie również wyświetlany film "Zgoda" w reż. Macieja Sobieszczańskiego.

"Syn Królowej Śniegu" będzie również pokazywany na 21. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w sekcji pokazy specjalne. Wyjątkowym gościem pokazu będzie Franciszek Pieczka, który w tym roku obchodzi 90. urodziny. Premiera w polskich kinach odbędzie się w styczniu w 2018.

Dowiedz się więcej na temat: Robert Wichrowski | Syn Królowej Śniegu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje