Seks w kinie: Skandal czy prowokacja?

W ostatnim czasie kino znów oferuje nam kontrowersyjne i skandalizujące filmy. Sukces "Ostatniego tanga w Paryżu" starają się powtórzyć takie obrazy, jak: "Intymność", "Nieodwracalne" oraz obecny od 2 września na naszych ekranach "9 songs". Film Michaela Winterbottoma reklamowany jest jako mieszanka ostrego seksu i rock'n'rolla. Pytanie tylko, czy kino jest nas jeszcze w stanie czymś zszokować

Pamiętny film Bernardo Bertolucciego z Marlonem Brando ("Ojciec chrzestny", "Czas apokalipsy") i Marią Schneider na trwałe odcisnął swoje piętno w zbiorowej świadomości nie tylko z powodu słynnej sceny z masłem. Owszem, "Ostatnie tango w Paryżu" (1972) było jak na owe czasy filmem wykraczającym poza to, co w kinie społecznie akceptowalne.

Reklama

Było jednak skandalem także dlatego, że w główną rolę wcieliła się legenda kina, Marlon Brando. Było precedensem również dlatego, że realizacją zajął się znany, choć niezbyt łatwy reżyser kina autorskiego - Bernardo Bertolucci ("Marzyciele", "Rzymska opowieść"). Obydwaj byli zresztą nominowani do Oscara za ten film.

Dziś sceny seksu w tym filmie na nikim nie robią już wrażenia; dalej jednak intryguje egzystencjalny niepokój i zapowiadana przez obrazy Francisa Bacona w czołówce mroczna atmosfera filmu.

Kino artystyczne oswoiło temat seksu, a "Ostatnie tango w Paryżu" stało się niedościgłym wzorem dla kolejnych kontrowersyjnych produkcji. Stało się matrycą, do którego były porównywane wszystkie kolejne próby, z miejsca okrzykiwane "nowym ostatnim tangiem w Paryżu". Dość wspomnieć chociażby azjatyckie "Imperium zmysłów" (1976) Nagisy Oshimy czy "Skazę" (1992) Luisa Malle'a.

Lata 90. przyniosły jeden prawdziwie skandalizujący film. "Nagi instynkt" (1992) był co prawda erotycznym thrillerem i mało wyrafinowaną produkcją, jednak wykreował nową boginię seksu. Scena, w której Sharon Stone ("Kobieta - kot", "Broken flowers") przekłada podczas przesłuchania nogę na nogę, jest jednym tchem wymieniana przy okazji plebiscytów na najbardziej pamiętną scenę filmową wszech czasów.

Ostatnimi laty natężenie skandalu w kinie wzrosło. Brytyjska "Intymność" (2000) zbulwersowała opinię publiczną naturalistycznymi i nieudawanymi przez aktorów scenami seksu. I znów, jak w przypadku filmu Bertolucciego, nie wiadomo było, jak potraktować ten film.

Odtwórczyni głównej roli, Kerry Fox, to znana i zasłużona aktorka... szekspirowska! A reżyser Patrice Chereau ("Królowa Margot", "Jego brat") to nie mniej ceniony twórca teatralny. Film jednak wzbudzał zainteresowanie głównie z powodu sceny nakładania prezerwatywy na penisa.

Nie mniej bulwersujące okazało się "Nieodwracalne" (2002). Tu reżyser Gaspar Noe posłużył się innym rodzajem prowokacji. Najbardziej wstrząsająca bowiem w jego filmie była przemoc.

Scena gwałtu na bohaterce, odtwarzanej przez Monikę Bellucci ("Tajni agenci", "Pasja"), robiła tak mocne, wręcz fizjologiczne wrażenie dlatego, że reżyser do granic wytrzymałości kazał widzom uczestniczyć w bestialskim akcie przemocy. Przy okazji rozpętała się w prasie dyskusja o moralnej odpowiedzialności twórców filmowych.

Przy wymienionych wyżej filmach "9 songs" doświadczonego brytyjskiego reżysera Michaela Winterbottoma ("Z tobą lub bez ciebie") , to wręcz błahostka. Realistyczne i dosłowne sceny seksu zrealizowane są w tonacji nostalgicznej i bardzo miło się je ogląda. Lecz naprawdę, nic ponad to.

Kto jednak powiedział, że jeśli skandal, to od razu o ciężarze nie do udźwignięcia? Chyba doczekaliśmy się wreszcie filmu, który pomimo swojej kontrowersyjności, pozostaje lekki jak wiosenny wietrzyk. Nie grozi nam nawet przeziębienie.

Filmy - skandale są więc jak wytrychy. Zawsze, nawet jeśli są słabe, otwierają drzwi społecznej dyskusji. Miejmy nadzieję, że nie doczekamy nigdy czasów, kiedy nie pozostanie już nic do wyważenia.

Dowiedz się więcej na temat: \ Film | obrazy | intymność | filmy | sceny | prowokacja | seks | kino | skandal | film

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje