Ryan Gosling: Dystans do siebie

​Jest uważany za jednego z najbardziej utalentowanych aktorów, pracujących obecnie w Hollywood. Swój czas dzieli między pozycje niskobudżetowe i kino gatunkowe. Nie chciał zagrać Batmana, ponieważ przerażało go związanie się z jedną rolą na kilka lat. Gdy dowiedział się, że jest bohaterem internetowych memów, poprosił o pokazanie kilku i popłakał się ze śmiechu. 12 listopada Ryan Gosling kończy 35 lat.

Ryan Gosling lubi wyzwania

Swą popularność Ryan Gosling zawdzięcza nie tylko talentowi, ale także zdrowemu podejściu do siebie i sukcesu.

Od "Klubu Myszki Miki" do "Fanatyka"

Reklama

Urodzony w Kanadzie, aktorstwem interesował się od najmłodszych lat. Gdy jego rodzice rozwiedli się, zamieszkał wspólnie z matką i starszą siostrą. Rodzeństwo wspólnie chodziło na konkursy talentów. Dla Goslinga była to także forma ucieczki. W szkole nie miał przyjaciół, był nękany przez innych uczniów. Najlepiej wspomina rok, podczas którego uczył się w domu. Pierwszym krokiem w jego karierze okazał się angaż do programu dla dzieci "Klub Myszki Miki", produkowanego przez Disney Channel. Określany jako "mniej utalentowany" przez producentów, na ekranie pojawiał się nieregularnie. Jako jedyny z dziecięcej obsady nie mieszkał w budynku przy studiu, tylko na pobliskim polu kempingowym, a jego zarobki przez długi czas zapewniały utrzymanie całej rodziny. Mimo to tamte czasy wspomina z uśmiechem. Na planie spotkał także Justina Timberlake’a, z którym szybko się zaprzyjaźnił.

Po skasowaniu "Klubu Myszki Miki" występował gościnnie w programach dla dzieci, między innymi "Czy boisz się ciemności" i "Gęsiej skórce". Polscy widzowie mogą go kojarzyć głównie z serialu młodzieżowego "Liceum na fali" (1997-1998), gdzie, wbrew swojemu dzisiejszemu wizerunkowi, wcielił się w postać histerycznego kujona Seana. Jego ostatnim telewizyjnym projektem był "Młody Herkules" (1998-1999), w którym zagrał tytułową rolę. Właśnie w czasie jego realizacji zdecydował się porzucić seriale na rzecz filmów.

Dzięki udziałowi w "Fanatyku" (2001) Henry’ego Beana udało mu się szybko zerwać z wizerunkiem dziecięcego aktora. Historia młodego Żyda, który nie potrafi pogodzić się ze swoją tożsamością i wstępuje do grupy neonazistów zwróciła na niego uwagę krytyków. Mimo pochlebnych recenzji i wielu wyróżnień, "Fanatyk" okazał się finansową katastrofą. Komercyjny sukces przyszedł wraz z premierą "Pamiętnika" (2004) Nicka Cassevetesa, który z Goslinga i partnerującej mu Rachel McAdams uczynił gwiazdy światowego formatu. Udział w romantycznej historii sprawił, że aktor nagle zaczął pojawiać się na listach najprzystojniejszych i najseksowniejszych mężczyzn na świecie. Sam podchodził do tego z przymrużeniem oka, nie widząc w sobie nic wyjątkowego.

Niedługo później przyszedł kolejny sukces. Rola uzależnionego od narkotyków nauczyciela w niezależnym "Szkolnym chwycie" (2006) Ryana Flecka, przyniosła mu nominację do Oscara (jak dotąd jedyną w karierze). Rok wystąpił w "Miłości Larsa" (2007) Craiga Gillespiego. Historia introwertyka, który zakochuje się bez pamięci w sekslalce stanowiła ze strony Goslinga zabawę z wizerunkiem, jaki przyległ do niego po "Pamiętniku". W przyszłości ironizował z nim jeszcze wielokrotnie.

Pokora ważna dla aktora

Jego kolejną rolą miał być zrozpaczony ojciec zamordowanej nastolatki w "Nostalgii anioła" Petera Jacksona. Gosling specjalnie dla tej roli przytył i zapuścił brodę - między nim i jego bohaterem było kilkanaście lat różnicy. Jednak na planie okazało się, że jego wygląd nie przekonuje reżysera. Gosling zrezygnował z angażu dwa dni przed rozpoczęciem zdjęć, a w ostatniej chwili zastąpił go Mark Wahlberg. Aktor nie miał żalu do Jacksona. Po latach przyznał, że wydarzenie to nauczyło go pokory. Nigdy więcej nie próbował zdobyć roli, do której nie pasował.

Po tych wydarzeniach Gosling zrobił sobie trzyletnią przerwę w aktorstwie. Po niej nastąpił najpłodniejszy okres w jego karierze. Ponownie odnosił się do swej roli w "Notatniku", tym razem za sprawą przejmującego "Blue Valentine" (2010) Dareka Cianfrance’a. Wspólnie z Michelle Williams zagrał w nim małżeństwo, którego uczucie dawno wygasło. Ze swojego emploi jednego z najpiękniejszych mężczyzn na świecie naigrywał się w komedii romantycznej "Kocha, lubi, szanuje" (2011) Glenna Ficcary i Johna Requy. Wcielił się w niej w podrywacza, biorącego pod swoje skrzydła świeżo rozwiedzionego nieudacznika w średnim wieku. Szczególnie popularna okazała się scena, w której razem z Emmą Stone powtarza taniec z filmu "Dirty dancing". Sam nie rozumiał, jak mogła go ona uczynić symbolem seksu. Z kolei w "Idach marcowych" (2011) George’a Clooney’a zagrał doradcę kandydata na prezydenta, tracącego powoli wiarę w dobre intencje swego pracodawcy. Wszystkie trzy role przyniosły mu po nominacji do Złotego Globu.

Występ w "Drive" (2011) okazał się najważniejszy z punktu widzenia jego kariery. Mający swą premierę na festiwalu w Cannes film w reżyserii Nicolasa Windinga Refna, podbił serca krytyków, którzy nagrodzili go piętnastominutową owacją. Rola milczącego, brutalnego i bezimiennego kierowcy, odzianego w białą kurtkę ze złotym skorpionem sprawiła, że Gosling zaczął być porównywany z Marlonem Brando i Stevem McQueenem.

Pierwsze potknięcia

Na planie filmu "Drugie oblicze" (2012) spotkał Evę Mendes, z którą zaczął się spotykać. W 2014 roku na świat przyszła ich córka Esmeralda Amanda. Niestety, szczęście osobiste nie szło w parze z sukcesami artystycznymi. W roku 2013 w jego karierze pojawiły się pierwsze potknięcia. Po dwóch latach wrócił z Refnem do Cannes z filmem "Tylko Bóg wybacza", brutalnym kinie gangsterskim nawiązującym do VHS-owej estetyki kina sztuk walki. Obraz został wygwizdany przez widownię, a na aktora spadły pierwsze słowa krytyki.

Z kolei "Gangster Squad. Pogromcy mafii" (2013) Rubena Fleischera, w którym Gosling wcielił się w członka tajnego oddziału policji do walki z przestępczością zorganizowaną, okazał się wypranym z pomysłów akcyjniakiem. Nie pomógł udział Josha Brolina i Seana Penna, na nic zdało się także ponowne spotkanie z Emmą Stone. Gosling postanowił odpocząć od aktorstwa i zrealizować swój od dawna planowany debiut reżyserski.

Rok później aktor wrócił do Cannes ze swoim "The Lost River", które znalazło się w sekcji Un Certain Regard, poza konkursem głównym. Jego reżyserski debiut nie należał do udanych. Krytycy nazywali go "tworem filmopodobnym" oraz nieudolnym naśladownictwem stylów Davida Lyncha i Refna. "The Lost River" doczekało się ograniczonej dystrybucji kinowej. Miesiące po swej premierze w Cannes film znalazł niewielką grupkę oddanych fanów.

Wciąż liczy się w Hollywood

Mimo pasma porażek, Gosling nie wypadł poza czołówkę Hollywood. Kolejny film z jego udziałem, opowiadający o grupie bankierów starających się zarobić na kryzysie finansowym, "The Big Short" Adama McKeya, już dziś typowany jest do nominacji w najważniejszych oscarowych kategoriach. Gosling zagrał w nim obok Brada Pitta, Christiana Bale’a i Steve’a Carrella. Film będzie miał swą amerykańską premierę w grudniu tego roku. Z kolei w 2016 roku aktor ma się pojawić w komediodramacie muzycznym "La La Land" twórcy "Whiplash" Damiana Chazelle’a, na planie którego ponownie spotkał się z Emmą Stone. Prócz tego wystąpi w policyjnym buddy movie "The Nice Guys", u boku Russella Crowe’a oraz niezatytułowanym jeszcze projekcie Terence’a Mallicka. Zapowiedziano także, że zagra niesprecyzowaną jeszcze rolę w zapowiadanym od lat sequelu "Łowcy androidów".

Ryan Gosling w przyszłość patrzy, podobnie jak na całą swoją karierę, z przymrużeniem oka. Jak wyznał w jednym z wywiadów, nie wierzy, by w wieku 46 lat wciąż występował na filmach. Historia pokazała, że większość takich deklaracji pozostała jednak niespełniona.

Autor: Jakub Izdebski

Dowiedz się więcej na temat: Ryan Gosling

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje