Reżyserka filmu o Polańskim chwali odwagę polskiego sądu

Z odmowy ekstradycji do USA Romana Polańskiego cieszy się Marina Zenovich, reżyserka dokumentu, który posłużył jako dowód przed krakowskim sądem. Gdyby w USA nie natrafił na "skorumpowanego i głodnego rozgłosu" sędziego w tej sprawie, sprawa już dawno zostałaby zakończona - powiedziała PAP Zenovich.

Roman Polański w krakowskim sądzie, 30.10.2015

"Z całego serca zgadzam się z sędzią Dariuszem Mazurem i podziwiam jego odwagę, by zakwestionować amerykański wniosek o ekstradycję. To, co zrobił Roman Polański, było złe i on sam przyznał się do winy. Ale gdyby nie natrafił na skorumpowanego i głodnego rozgłosu sędziego w tej sprawie, odbyłby karę w więzieniu i ta sprawa już dawno zostałaby zakończona" - powiedziała PAP Marina Zenovich.

Reklama

Głośny film dokumentalny Zenovich z 2008 roku pt. "Roman Polański. Ścigany i pożądany" (Wanted and Desired), na który wielokrotnie powoływali się obrońcy Polańskiego, odegrał w ważną rolę w wyroku wydanym w piątek przez krakowski sąd. Uzasadniając decyzję o niedopuszczeniu ekstradycji Polańskiego, sędzia Mazur podzielił argumenty obrony, że w sprawie Polańskiego w USA doszło do rażącego naruszenia procedur i złamania zasady obiektywizmu i niezawisłości.

W rozmowie z PAP reżyserka nie kryła dumy, że to, co ujawniła w filmie, "zostało potraktowane jako dowód, by pokazać nieprawidłowości w tej (Polańskiego) sprawie". "Gdyby tylko wciąż żył i mógł to zobaczyć mój ojciec, który też był sędzią..." - powiedziała.

Film nie jest próbą ustalenia winy czy niewinności Polańskiego, gdyż on sam w sierpniu 1977 przyznał się do jednego z zarzutów - nielegalnego uprawiania seksu z 13-letnią Samanthą Gailey (obecnie Geimer) i na mocy zawartej przed sądem ugody z prokuratorem dobrowolnie stawił się do zakładu karnego i spędził tam 42 dni. To, co pokazał film i na co przed sądem w Krakowie wielokrotnie powoływali się obrońcy Polańskiego, to uchybienia proceduralne, do których doszło w trakcie ówczesnego procesu w Los Angeles. W filmie mówią o nich m.in. adwokat Polańskiego Douglas Dalton oraz emerytowany prawnik, który pierwotnie prowadził tę sprawę jako prokurator, Roger Gunson. Winą za ucieczkę Polańskiego z USA do Europy tuż przed ogłoszeniem wyroku obarczyli prowadzącego postępowanie sędziego Laurence'a Rittenbanda, który zmarł w 1994 roku.

"Gunson był bohaterem. Mimo że był zdegustowany przestępstwem Polańskiego, uważał, że został on niesprawiedliwie potraktowany przez system i powiedział mi to w filmie". "Tak jak adwokat Polańskiego, Gunson był przerażony tym, co robi sędzia Rittenband. Dlatego wziął udział w moim filmie" - dodała.

Zaakcentowała, że Gunson potwierdził w przesłuchaniu w 2010 roku to, co powiedział w filmie, ale władze USA odmówiły przekazania tych zeznań zarówno polskiemu sądowi, jak i szwajcarskiemu, który w 2010 r. też odmówił ekstradycji Polańskiego do USA.

"Wszystko mogłoby być bardzo łatwo rozstrzygnięte, gdyby tylko władze USA odtajniły te zeznania lub same przeprowadziły postępowanie badające uchybienia w tej sprawie. Ale nie chciały jak dotąd tego zrobić, bo wiedzą, że to postawi je w złym świetle. Jeśli kiedykolwiek dojdzie do postępowania, by wyjaśnić te uchybienia, to cała sprawa zostanie oddalona" - oceniła reżyserka.

Zenovich wspomina, że rozpoczynając pracę nad filmem nie miała pojęcia, co odkryje. "To był rok 2003 i szukałam tematu do mojego następnego filmu. Sporo mówiło się wtedy o tym, że Polański może zostać nominowany do Oscara za 'Pianistę'. Mieszkałam wtedy w Londynie, ale traf chciał, że akurat byłam w Los Angeles, gdy 'Los Angeles Times' opublikował artykuł o sprawie Polańskiego. Gdyby nie to, nigdy bym tego filmu nie zrobiła. Nie miałam pojęcia, że po 10 latach i dwóch kolejnych filmach wciąż będę mówić o tej sprawie" - przyznała.

Wyznała, że kiedy rok po premierze filmu Polański został w 2009 roku aresztowany w Szwajcarii, czuła się "częściowo odpowiedzialna". Film na nowo wzbudził bowiem zainteresowanie sprawą polsko-francuskiego reżysera. Sam Polański też powiedział w 2010 r., że to film Zenovich sprowokował jego aresztowanie w Zurychu, gdyż nie tylko pokazał, że opuścił on USA w 1978 r., ponieważ został tam niesprawiedliwie potraktowany, ale również wywołał gniew władz Los Angeles, które poczuły się zaatakowane i zażądały jego ekstradycji z kraju, który bez przeszkód odwiedzał od 30 lat. Sprawa wzbudziła tak duże kontrowersje, że po zatrzymaniu Polańskiego jeden z rozmówców Zenovich, emerytowany zastępca prokuratora okręgowego David Wells, wycofał się ze słów wypowiedzianych w wywiadzie, co spowodowało wstrzymanie pokazów filmu w USA.

"Ciekawe, że gdy zaczęłam kręcić film w 2005 r., biuro prokuratora okręgowego w Los Angeles nie miało nic przeciwko udostępnieniu mi swojej dokumentacji. Tę sprawę traktowali bowiem jako zakończoną. Każdy, kto był zaznajomiony ze sprawą, wiedział, że sędzia Rittenband zachowywał się źle - dlatego nigdy poważnie nie zażądali ekstradycji Polańskiego. Udawali, że to robią, ale nigdy niż próbowali naprawdę. Aż do czasu, gdy pojawił się mój film" - powiedziała Zenovich.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)

Dowiedz się więcej na temat: Roman Polański

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje