Prehistoryczny absurd

Największa premierą tygodnia jest bez wątpienia prehistoryczne widowisko Rolanda Emmericha "10,000 BC". To jednak rodzaj kina, które nieustannie napotyka opór krytyki - "historia nagromadzeniem absurdów woła o pomstę do nieba" - pisze recenzentka "Dziennika".

"10,000 BC"

Reklama

"10,000 BC Rolanda Emmericha to wspaniałe kino. Dla dwunastolatków. (...) Na galimatias panujący w tym filmie jest ładne słowo - "synkretyzm". Znawcy czasów prehistorycznych, oglądając 10,000 BC, pewnie rwą włosy z głowy. Pomieszano tu wszystko, co tylko dało się pomieszać. Są na ekranie i mamuty, i oswojone konie, i tygrys szablozębny, choć wszystkie te zwierzęta raczej nie żyły w tej samej epoce. (...) Co do jednego tylko nie ma wątpliwości - 10,000 BC to film piękny wizualnie".Jacek Szczerba, "Gazeta Wyborcza"

"Historia nagromadzeniem absurdów woła o pomstę do nieba. W tym samym czasie na ziemi żyją mamuty, udomowione konie i ptakopodobne dinozaury, a ludzie budują piramidy. Nie zabrakło patosu - akcja jest przerywana narratorskimi wstawkami w wykonaniu Omara Sharifa, a sceny wędrówki bohaterów są okraszone podniosła muzyką. (...) Aby przetrwać do końca, trzeba potraktować film jak pastisz".
Magdalena Michalska, "Dziennik"


"DROGA DO PRZEBACZENIA"

"Gdyby nie gwiazdorska obsada, nie różniłby się tak bardzo od filmideł pokazywanych w telewizyjnej Jedynce w cyklu Zdarzyło się naprawdę. Nie mówi się tu nic ciekawego ani o cierpieniu, ani o poczuciu winy, ani o pragnieniu zemsty, tylko brnie się przez zbiegi okoliczności i logiczne dziury do wiadomego od początku słabiutkiego zakończenia, które nie satysfakcjonuje nikogo - ani bohaterów, ani widzów".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"W typowym hollywoodzkim wyciskaczu łez negatywny bohater takiej historii albo zostałby natychmiast należycie ukarany, albo zgłosiłby się na policję. Tymczasem Dwight zaciera ślady, ukrywa samochód. Boi się, że gdy prawda wyjdzie na jaw, nie zobaczy więcej swego dziecka. Jakby tego było mało, jak na ironię losu ten mimowolny morderca otrzymuje zlecenie reprezentowania w rodzinie rodziny zmarłego chłopca (...). Właśnie ta psychologiczna ambiwalencja w tym zaledwie poprawnym, a w wielu miejscach zwyczajnie schematycznym filmie wydaje się najciekawsza".
Łukasz Maciejewski, "Dziennik"


"SKRADZIONE OCZY"

"Reżyser dąży w opowiadanej przez siebie historii do ekumenicznego, pojednawczego zakończenia, w które niestety - w świetle tego, co pokazuje wcześniej - bardzo trudno uwierzyć. Można uwierzyć w fascynację bułgarskiego sołdata niepokorną (i urodziwą) Turczynką, ale w drugą stronę już nie, zważywszy na głębokość przepaści, jaka została między nimi wykopana (nie chcę tu zdradzać drastycznych szczegółów). Love story nie zawsze jest najlepszym kluczem do opisania zawiłych relacji między przedstawicielami skonfliktowanych grup etnicznych - tu nie pasuje zupełnie".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"W Skradzionych oczach atmosfera gęstnieje z minuty na minutę. (...) Niestety, czasami trudno uwierzyć w wymyślona przez debiutującego reżysera historie miłosną, drażni nachalna symbolika niektórych scen. Zbyt dosłowne metafory niepotrzebnie osłabiają mocne i uniwersalne sceny, np. żołnierzy bezczeszczących tureckie groby.".
Krzysztof Kwiatkowski, "Dziennik"


"TEAH"

"Trudno odmówić reżyserce Hannie Antoninie Wójcik-Slak wrażliwości, trudno nie przyklasnąć też, że powstał właśnie film w niespotykanej u nas koprodukcji. Tyle że ta symboliczna, złowroga baśń zdecydowanie zanadto jest wypieszczona, napuszona i zwyczajnie pretensjonalna, by mogła przejąć. Grubymi nićmi szyte metafory - ekologiczne (nad lasem ciąży widmo zagłady) i polityczne (matka i córka to ofiary wojny, którą losy leśnej arkadii symbolizują) - trafiają w pustkę, bo na ekranie nie ma ludzi, a jedynie uosobione idee, często zwyczajnie groteskowe".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Po obejrzeniu filmu Teah moje życie będzie wyglądało inaczej. Dzięki Hannie Antoninie Wójciek-Slak nareszcie zrozumiałem, że od kremu dostaje się pryszczy, woda z bagna zawiera dużo minerałów,/i> a las to cos więcej niż drzewo. Szkoda tylko, że po wysłuchaniu tych wszystkich filozoficzno-dermatologicznych mądrości sam chętnie skoczyłbym z pierwszej lepszej sosny".Łukasz Maciejewski, "Dziennik"

Dowiedz się więcej na temat: dziennik | Gazeta Wyborcza | absurdy | filmy | film

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje