Prawdziwe oblicze Złotych Globów?

Jedna z amerykańskich stacji telewizyjnych wyemitowała niedawno film dokumentalny "The Golden Globes: Hollywood's Dirty Little Secret". Obraz ten wzbudził sporo kontrowersji, ponieważ traktuje o Złotych Globach, jednej z najważniejszych nagród filmowych w USA. Film w bardzo niekorzystnym świetle przedstawia Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej, przyznające te wyróżnienia.

Film zadebiutował w kanale kablowym Trio w niedzielę, 14 grudnia, zaledwie na cztery dni przed ogłoszeniem po raz 61. listy nominacji do Złotych Globów.

Reklama

Zdaniem twórców obrazu, decyzje, do kogo powędrują nader prestiżowe wyróżnienia, podejmuje bardzo wąskie grono zagranicznych dziennikarzy. Wielu z nich to zaledwie półetatowi specjaliści od przemysłu rozrywkowego, osoby o mizernym dorobku prasowym i internetowym.

"To opowieść o tym, że król jest nagi. Wszystkim się wydaje, że to organizacja posiadająca setki członków, szanowanych dziennikarzy i krytyków" - stwierdził Vikram Jayanti, narrator i reżyser filmu w jednej osobie.

W rzeczywistości do Hollywood Foreign Press Association (HFPA) należy około 90 osób, z których spora część to raczej zafascynowani gwiazdami fani niż porządni reporterzy.

W filmie wypowiadają się dziennikarze i producenci, potwierdzający niewysoki status Stowarzyszenia.

"To po prostu ludzie żerujący na samym dole drabiny przemysłu filmowego, których wywindowano na pozycję, w której ich sądy powinny być traktowane bardzo, bardzo poważnie" - stwierdził John Powers z tygodnika L.A. Weekly.

Niektórzy rozmówcy wskazywali na fakt, iż wielu członkom HFPA bardziej zależy na szacunku i honorach wyświadczanych im przez przemysł filmowy, niż na rzeczywistej ocenie osiągnięć artystycznych.

Nic więc dziwnego, że w okresie decydowania o nominacjach do Złotych Globów zapraszani są oni na wystawne przyjęcia organizowane przez wytwórnie. Filmowcy i gwiazdy nie stawiający się na takich imprezach na ogół przekreślają w ten sposób szanse swoich filmów na zdobycie względów Stowarzyszenia.

HFPA nie zajęło na razie stanowiska w sprawie filmu Jayanti'ego. Jego przedstawiciel potwierdził jednak, że organizacja odmówiła współpracy przy realizacji dokumentu.

"W przeszłości mieliśmy już doświadczenia z ludźmi, którzy zwracali się do nas z propozycją uczciwego przekazania prawdy o tym, kim jesteśmy i czym się zajmujemy. Wkrótce okazało się jednak, że wbijanie nam noży w plecy stało się rodzajem sportu. Myślę, że nasze podejrzenia i w tym konkretnym przypadku okazały się słuszne" - stwierdził Lorenzo Soria, dyrektor HFPA.

"Ten film jest raczej raportem o stanie przemysłu zajmującego się przyznawaniem nagród i o tym, co ten przemysł napędza" - stwierdziła natomiast Lauren Zalaznick, prezes stacji Trio.

Trudno nie przyznać, iż wybory Stowarzyszenia bywały w przeszłości zaskakujące. Na początku lat 80. przyznało ono nagrodę "debiutanta roku" piosekarce Pii Zadorze za jej rolę w fatalnym filmie "Butterfly". Po tym skandalu reputacja HFPA bardzo ucierpiała.

W późniejszych latach werdykty bywały już o wiele bardziej sprawiedliwe, niejednokrotnie pozwalając dobrym filmom "przebić" się potem do nominacji oscarowych. Tak było na przykład z dramatem "Nie czas na łzy" (1999), za rolę w którym Hilary Swank zdobyła nagrodę Akademii.

"Choć większość ludzi przyznających Złote Globy stanowią idioci, często dokonują oni trafniejszych wyborów niż osoby decydujące o Oscarach" - spuentował John Powers.

Złote Globy za rok 2003 zostaną wręczone w niedzielę, 19 stycznia 2004 roku.

Dowiedz się więcej na temat: \ Film | Hollywood | film

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje