"Porno": Najbardziej roznegliżowany polski film?

Galeria nagich biustów i sceny łóżkowe interesowały widzów znacznie bardziej niż gorzka wymowa filmu.

Główną rolę w filmie "Porno" zagrał debiutant Zbigniew Rola (L)

Dojrzały mężczyzna, przykładny mąż i ojciec, leżąc obok śpiącej żony wspomina swoje kochanki. - Kiedy nie mogę zasnąć, liczę dupy - wyznaje Michał. Tak zaczyna się "Porno" Marka Koterskiego - erotyczny komediodramat, który do dziś uchodzi za "najbardziej roznegliżowany polski film", jak po premierze w 1990 r. nazwali go krytycy.

W zamyśle reżysera "Porno" miało się składać w przytłaczającej większości ze scen erotycznych. Początkowo planował, że będzie ich 60, ale okazało się, że w standardowej długości filmie pełnometrażowym tyle się nie zmieści. Twórcy ograniczyli się więc do 17 bohaterek i tyluż obrazków z życia intymnego głównego bohatera.

Koterski był pomysłodawcą i scenarzystą tej opowieści, ale - jak opowiadał potem w wywiadach - na planie przeżywał prawdziwe męki. - Ja jestem w gruncie rzeczy wstydliwym i nieśmiałym człowiekiem. Żenują mnie - poza nielicznymi wyjątkami - sceny rozbierane w filmie, nie lubię nawet oglądać całowania - mówił.

Już wybranie odtwórczyń ról kolejnych kobiet Michała było dla niego prawdziwym wyzwaniem. - Przyjeżdżały amatorki, które zatajały, że nie mają 18 lat, albo przywoziły podrobioną zgodę rodziców. Kiedy się to okazywało, musieliśmy rezygnować z obsadzonej postaci.

Reklama

Albo pojawiały się już po pierwszych zdjęciach obite przez zazdrosnych narzeczonych. Trzeba było zrobić podwójną obsadę, czyli znaleźć 34 osoby! Efekt był taki, że budziłem się o świcie i trząsłem do siódmej rano - wspominał reżyser.

Nic więc dziwnego, że Koterski przypłacił pracę nad "Porno" zdrowiem. Po zapaści trafił do szpitala na OIOM - pod opiekę znajomego lekarza , który wypuszczał pacjenta codziennie rano na plan, żeby wieczorem znów położyć go pod kroplówką.

Mimo tak dramatycznych okoliczności film jednak powstał, a przed kasami kin zaczęły się ustawiać długie kolejki widzów zwabionych atmosferą skandalu wokół tej produkcji. Nie byli zawiedzeni - tyle nagości i "momentów" nie było wcześniej w polskim filmie. "Porno" to jednak nie pornografia, ale jak zwykle u Koterskiego specy ficzne spojrzenie na moralny upadek i wyobcowanie głównego bohatera, a seks w "wykonaniu" głównego bohatera okazuje się przaśny, banalny, a nawet śmieszny.

I chociaż nie jest to najbardziej udany film tego reżysera, przeszedł do historii. Po pierwsze to pierwsze dzieło Koterskiego, w którym nie występuje Adaś Miauczy ński (niezapomniany bohater m.in. "Dnia świra" i "Wszyscy jesteśmy Chrystusami"). A po drugie - nie brak tu scen okraszonych zabawnym, choć mocno dosadnym humorem. Jak ta, w której Michał przedstawia własną deiinicję wierności: "Płytko nie zdrada, na delegacji nie zdrada, kiedy chłopak w wojsku - nie zdrada, po pijaku też nie zdrada"...

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Dowiedz się więcej na temat: Marek Koterski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje