Pięć milionów dla Lindy i Ślesickiego

Warszawa zainwestuje w Warszawski Instytut Sztuki Filmowej. Utworzy go wspólnie z fundacją Bogusława Lindy i Macieja Ślesickiego. Radni dają wielkie pieniądze, filmowcy - znane twarze. W piątek, 8 lipca, warszawscy samorządowcy przyjęli uchwałę w sprawie zamiaru utworzenia instytutu filmowego - informuje "Życie Warszawy".

Zadecydowały głosy radnych Prawa i Sprawiedliwości. Tylko radni tego klubu nie mieli wątpliwości, inni samorządowcy powtarzali: "Ta sprawa jeszcze powróci. Będzie skandal".

Reklama

Jak można przeczytać w przegłosowanej uchwale, zadaniem instytutu jest "prowadzenie działalności zmierzającej do stworzenia młodym twórcom warunków rozwoju ich talentów w zakresie sztuki filmowej i propagowanie osiągnięć w dziedzinie filmu".

"Nigdy nie dostaliśmy żadnych realnych, rzeczowych i konkretnych informacji na temat tego, jaki będzie program zajęć w instytucie i na czym będzie polegać wspomaganie młodych twórców" - mówi radny SLD Adam Czetwertyński.

Zdaniem radnych, taka informacja jest niezbędna, choćby dlatego, że miasto ma zamiar dać nowo powstającej instytucji spory zastrzyk gotówki. Ponad pięć milionów złotych chce wydać na zakup sprzętu i remont budynku przeznaczonego na siedzibę placówki. Następnie co roku będzie dawać około dwóch milionów sześciuset tysięcy na działalność instytutu.

Biedny partner miasta - Fundacja ŚlesickiegoLindy Laterna Magica - wnosi projekt remontu siedziby. Plany są warte 27,5 tysiąca złotych. Co roku będzie też dawać 50 tysięcy złotych.

"Przynajmniej już wiemy, dlaczego miasto nie chciało zorganizować konkursu, w którym można by wyłonić partnera do powołania instytutu. Fundacja ŚlesickiegoLindy raczej by go nie wygrała, bo nie ma ani sprzętu, ani pieniędzy" - skomentował Andrzej Kropiwnicki, radny niezależny.

Julia Pitera, także niezależna radna, dotarła do listy zakupów, jakie miasto miałoby zrobić dla fundacji.

"Znalazłam tam na przykład komputer najnowszej generacji do tworzenia efektów specjalnych. Taki sprzęt jest bardzo rzadko spotykany w Polsce. Z tego co wiem, służy do robienia reklam" - mówi Pitera.

Przeznaczenie sprzętu jest ściśle związane z obecną działalnością Laterna Magica. Fundacja, która powstała nieco ponad półtora roku temu, zajmuje się reklamą, poligrafią, hotelarstwem i restauratorstwem. Z działalnością filmową na razie łączą ją znane w branży nazwiska jej twórców.

"O tym, jaki sprzęt kupić instytutowi, zdecydują radni" - odpowiada Małgorzata Naimska, dyrektor miejskiego biura kultury.

W praktyce oznacza to, że wszystko, tak jak w ubiegły piątek, będzie zależało od głosów radnych PiS oraz zaprzyjaźnionych z nimi radnych niezależnych.

"Panowie ŚlesickiLinda prowadzili zajęcia w szkole wyższej, więc mają wiedzę dydaktyczną" - dodała dyrektor Naimska.

Przekonywała, że na działalności twórców zyskają młodzi ludzie. Filmowcy mają organizować prezentacje, z którymi będą odwiedzać między innymi domy kultury.

"W takich spotkaniach dziennie może uczestniczyć 200 młodych ludzi" - twierdzi Naimska.

Dyrektor przyznaje jednak, że prócz tego instytut będzie prowadzić działalność komercyjną. Pieniądze w ten sposób zarobione mają zasilać jego konto.

"Miasto będzie miało kontrolę nad instytutem" - przekonuje Witold Kołodziejski, szef klubu PiS.

"Głosowaliśmy za, bo naszym zdaniem wszystkie wątpliwości wokół tej instytucji zostały już wyjaśnione dodaje Kołodziejski.

Dziennikarze "Życia Warszawy" zapytali Bogusława Lindę o to, jaki ma pomysł na funkcjonowanie instytutu.

"Na ten temat trzeba porozmawiać z Maciejem Ślesickim" - stwierdził Bogusław Linda i podał numer telefonu do reżysera.

Jednak Maciej Ślesicki nie odbierał połączeń.

INTERIA.PL/Życie Warszawy
Dowiedz się więcej na temat: samorządowcy | "Życie Warszawy" | 'Życie Warszawy' | fundacja | instytut | radni | film

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje