Największe filmowe skandale XXI wieku

W najbliższy piątek na polskie ekrany trafia film "Annabelle: Narodziny zła" - sequel głośnego horroru z 2014 roku, który zmusił właścicieli francuskich kin do wycofania tytułu z repertuaru. Z tej okazji przypominamy pięć największych filmowych skandali XXI wieku.

"Annabelle" (2014): Bijatyki w trakcie projekcji

W październiku 2014 roku film w reżyserii Johna R. Leonettiego kilka dni po ekranowym debiucie został wycofany z francuskich kin. Właściciele kin w Paryżu, Strasburgu, Marsylii i innych miastach Francji twierdzili, że w czasie projekcji regularnie wybuchały bijatyki, dochodziło do masowych aktów chuligaństwa i wandalizmu, często interweniowała policja. Młodzi widzowie atakowali starsze osoby, demolowali sale kinowe i oddawali mocz pomiędzy siedzeniami.

Reklama

Psycholodzy sugerowali, że rosnące napięcie i przemoc na ekranie może wywoływać czasami u młodzieży niekontrolowane reakcje. Agresja może być dla niektórych z nich metodą przełamywania strachu. Specjaliści przyznawali jednak, że afera była o tyle zaskakująca, że chodzi w sumie o dosyć klasyczny filmowy horror.

W marcu 2015 zwiastun"Annabelle" został zakazany w Wielkiej Brytanii po tym, jak reklama amerykańskiego filmu wyświetliła się w dwóch mobilnych aplikacjach z grami przeznaczonymi dla dzieci.

Wytwórnia Warner Bros. broniła się, twierdząc, że użytkownikowi mobilnego urządzenia wyświetla się informacja sugerująca pominięcie reklamy. Organizacja Advertising Standards Authority (ASA), która otrzymała kilka skarg od zbulwersowanych rodziców, uznała jednak, że jest to zagrożenie dla najmłodszych i - zakazując zapowiedzi "Annabelle" pouczyła Warner Bros. o moralnej odpowiedzialności dystrybutorów przy okazji prowadzonej przez wytwórnię marketingowej działalności. "Zwiastun nie może się więcej pojawić w takiej formie" - zawyrokowała ASA.

"Annabelle" był najbardziej kasowym horrorem 2014 roku, obraz przekroczył próg 150 mln dolarów wpływów w światowym box office. Nic dziwnego, że trzy lata później na ekrany trafia sequel. Ewentualny skandal tylko pomoże filmowy wyrównać finansowy sukces poprzednika.

"Antychryst" (2009): Wulgarny i antychrześcijański

Zrealizowany przez Duńczyka Larsa von Triera "Antychryst" wywołał sprzeczne reakcje wśród krytyków i publiczności. Na festiwalu w Cannes film, który anonsowano jako "pornograficzny horror", najpierw został wygwizdany po pokazie prasowym, a następnie nagrodzony Złotą Palmą dla najlepszej aktorki (Charlotte Gainsbourg). Sporo kontrowersji wzbudzały drastyczne sceny, m.in. wiertło w kolanie, masturbacja, krew tryskająca z penisa czy wycinanie łechtaczki.

Von Trier przygotował się na ewentualne niespodzianki i zmontował dwie wersje filmu: ocenzurowaną - dla dystrybutorów z krajów, w których film z ekstremalnymi scenami miałby problem z wejściem do szerokiej dystrybucji - i nieocenzurowaną. Sam von Trier nazwał je "miłą katolicką" i "niegrzeczną protestancką". W Polsce "Antychrysta" mogliśmy oglądać w wersji bez cenzury. 

Na premierę filmu zareagowali senatorowie Prawa i Sprawiedliwości. Ich zdaniem produkcja, finansowana częściowo przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, jest satanistyczno-pornograficzna. W liście skierowanym do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego czytaliśmy m.in.: "Jak dowiadujemy się z mediów, Polski Instytut Sztuki Filmowej, placówka nadzorowana przez Pańskie ministerstwo, wydał na satanistyczno-pornograficzny film pod tytułem 'Antychryst' 1 mln zł z pieniędzy polskich podatników. Ta skandaliczna produkcja, dzieło kontrowersyjnego duńskiego reżysera Larsa von Triera, zawiera treści, delikatnie mówiąc, wulgarne oraz antychrześcijańskie".

Zapytany o negatywne opinie na temat filmu, von Trier odpowiedział: "Czuję się z tym bardzo dobrze". Duński twórca przyznał, że już przed premierą "Antychrysta" spodziewał się takich reakcji. "Cieszy mnie to, że ludzie wychodzą z kina z jakimiś emocjami" - dodał.

"Pasja" (2004): Antysemityzm i skrajna przemoc

"Pasja" Mela Gibsona już w czasie trwania zdjęć wywołała protesty przedstawicieli środowisk żydowskich, zarzucających Gibsonowi, gorliwemu katolikowi, niewłaściwe ukazanie Męki Pańskiej. Przeciwnicy filmu wyrażali obawę, że sugestywne widowisko, oskarżając Żydów o zamordowanie Jezusa, przyczyni się do odżycia antysemickich stereotypów i podsyci nową falę światowego antysemityzmu.

Gibson jeszcze przed premierą zdecydował się na montażowe cięcia. W finalnej wersji filmu nie znalazła się zatem scena, w której Kajfasz, arcykapłan żydowski w Jerozolimie, po wydaniu wyroku o ukrzyżowaniu Jezusa, zwraca się do Żydów słowami: "Jego krew będzie na rękach naszych i naszych dzieci". Usunięto też scenę wbijania gwoździ w dłonie Chrystusa w czasie krzyżowania.

Obraz wzbudził również kontrowersje w związku zastosowanymi przez Gibsona drastycznych środków wyrazu. Reżyser bronił się, twierdząc, że ukazanie w nim skrajnej przemocy było konieczne, by widz mógł "przekroczyć granicę" i w pełni odczuć wielkość ofiary Chrystusa. 

Kontrowersje towarzyszące produkcji okazały się jednak... świetnym chwytem marketingowym. Zrealizowana kosztem zaledwie 25 milionów dolarów 'Pasja", tylko w Stanach Zjednoczonych przynisoła wpływy w wysokości ponad 260 milionów dolarów.

"Reklama tego filmu zataczała niebywałe kręgi. Na całym świecie głośno było o 'Pasji'. Jeszcze żaden film nie miał tak ogromnej światowej kampanii promocyjnej, która w sumie nie wymagała od producentów żadnych nakładów. I żaden film nie powtórzy tego fenomenu" - podsumował Robert Dowling z magazynu "The Hollywood Reporter".

"Brown Bunny" (2003): Fellatio, gwizdy i łzy

W 2003 roku festiwal w Cannes był miejscem kolejnego skandalu. Premiera prezentowanego w konkursie głównym "Brown Bunny" w reżyserii Vincenta Gallo przeszła do historii z powodu niezwykłego zachowania festiwalowej publiczności, która masowo opuszczała w trakcie seansu galową salę Theatre Lumiere, ci zaś, którzy dotrwali do końca projekcji, wybuczeli obraz Gallo, pozostawiając odtwórczynię głównej roli - Chloe Sevigny - we łzach. Oliwy do ognia dolał wspominany już guru amerykańskiej krytyki filmowej Roger Ebert, który w recenzji "Brown Bunny" nazwał obraz Gallo "najgorszym filmem w historii festiwalu".

Co rozsierdziło canneńską widownię? Opowiadający o podróży przez USA pewnego motocyklisty (w tej roli sam reżyser) "Brown Bunny" był filmowym eksperymentem, testującym cierpliwość widza niezwykle długimi ujęciami. Film Gallo zawiera np. zrealizowaną w jednym ujęciu scenę, w której widzimy odjeżdżającego na swym motocyklu w głąb ekranu bohatera, który powraca w to samo miejsce po - bagatela! - kilkunastu minutach. W tym czasie widzowie obserwują pustą drogę. Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak scena seksu oralnego z udziałem wspomnianej Chloe Sevigny oraz Gallo (Sevigny była w czasie realizacji zdjęć partnerką reżysera). Aktorka opowiadała w wywiadach, że ekranowe fellatio nie było udawane.

Rok później broniła "Brown Bunny": "To wstyd, co ludzie piszą o tym filmie, mimo że go nawet nie widzieli. Kiedy go obejrzą, wszystko nabierze sensu. To kino artystyczne. Ten film powinien być wyświetlany w przestrzeniach muzealnych. To trochę jak kino Andy'ego Warhola" - mówiła Sevigny. W istocie, zwiastun "Brown Bunny", poprzez zastosowanie efektu podzielonego obrazu, nawiązywał do słynnego dzieła Warhola "Chelsea Girls". Nie zrobiło to jednak wrażenia na aktorskiej agencji Williama Morrisa, która jeszcze przed canneńską premierą zerwała współpracę z Sevigny.

Film Gallo pokazywany był w Ameryce w skróconej wersji. Reżyser wyciął prawie 30 minut, zostawił jednak kluczową scenę seksu oralnego. Kiedy Roger Ebert zobaczył film ponownie już po montażowym retuszu, zmienił zdanie co do oceny "Brown Bunny" i swojej recenzenckiej rubryce dał filmowi Gallo cztery z pięciu gwiazdek. Opiniotwórczy francuski magazyn filmowy "Les Cahiers du Cinéma" zaliczył "Brown Bunny" grupy najlepszych filmów 2004 roku, a międzynarodowi krytycy filmowi przyznali obrazowi w tym samym roku nagrodę FIPRESCI na festiwalu filmowym w Wiedniu, doceniając "śmiałą eksplorację tematów pragnienia i żalu oraz radykalne odejście od tendencji panujących we współczesnym kinie".

Kiedy już w Cannes zdążono zapomnieć o całym zamieszaniu, do tematu "Brown Bunny" wróciła francuska reżyserka Claire Denis, która ujawniła, że penis, który widzimy w filmie Gallo, to w istocie proteza, którą zabrał on z planu jej filmu "Trouble Every Day", gdzie grał główną rolę.

"Ken Park" (2002): Obsceniczne, artystyczne

Larry Clark zadebiutował głośnymi "Dzieciakami" (1995) - wstrząsającym, narkotykowo-erotycznym obrazem współczesnej amerykańskiej młodzieży. W swych kolejnych filmach reżyser obsesyjnie wracał do podjętej w "Dzieciakach" tematyki.

Zrealizowany w 2002 roku "Ken Park" wzbudził jeszcze więcej kontrowersji niż debiut Clarka. Obraz został zakazany w Australii z powodu zbyt dosłownych scen erotycznych. Kiedy w ramach protestu przeciwko decyzjom władz zorganizowano jednak pokaz "Ken Parka", interweniować musiała policja. Obraz nigdy nie trafił też do amerykańskich kin. Po premierze na festiwalu Telluride nie znalazł się żaden dystrybutor zainteresowany wprowadzeniem "Ken Parka" na amerykańskie ekrany.

W 2006 roku Clark został zaproszony do udziału w wyjątkowym projekcie filmowym. "Destricted" miał być zbiorem krótkich filmów, w których uznani reżyserzy i artyści wizualni mieli eksplorować zależność między sztuką i pornografią. Oprócz Clarka w projekcie wzięli również udział: Matthew Barney (autor głośnego cyklu "Cremaster"), argentyński reżyser Gaspar Noe (ten od "Nieodwracalnego") oraz brytyjska artystka Sam Taylor Wood. Segment zrealizowany przez Clarka był najdłuższy, trwał ponad 30 minut. Był również najbardziej szokującym momentem "Destricted". Amerykański twórca postawił nader ważne pytanie: jak ludzie urodzeni po 1990 roku, którzy trafili na okres boomu wideo, a którego nieodłącznym elementem był rynek filmów pornograficznych, postrzegają seks? Czy pornografia stanowi dla nich jakiś wyznacznik a jeżeli tak, to jaki? Clark przeprowadza wywiady z młodymi mężczyznami, mówiącymi o swoich doświadczeniach z filmami porno oraz o swych seksualnych marzeniach, po czym wybiera jednego, który wydaje mu się najodpowiedniejszy do tego, by przed kamerą spróbować swych sił jako aktor porno.

Quentin Thomas, prezydent przyznającej kategorie wiekowe British Board of Film Classification (BBFC), przyznał, że film był tak "obsceniczny, że normalnie otrzymałby kategorię R18" (przeznaczoną dla twardej pornografii). Dodał jednak, że BBFC uznało, że jest to "dzieło artystyczne", które stawia sobie inne cele, niż kino porno. Nie zmienia to faktu, że "Destricted" zawiera najdłuższą "zakazaną" scenę erotyczną, jaką BBFC dopuściło na ekrany brytyjskich kin.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje