Reklama

Najlepsza polska aktorka?

Wśród 10. nominowanych do Złotych Kaczek "najlepszych aktorek w minionym 50-leciu" na próżno szukać jej nazwiska. Ale w latach 70. "polska BB" była największą gwiazdą naszego kina. Czy ktoś pamięta jeszcze dzisiaj Barbarę Brylską?

Przed kilkoma dniami do księgarń trafiło drugie, uzupełnione i uaktualnione wydanie książki Barbary Rybałtowskiej "Barbara Brylska w najtrudniejszej roli". "Biografię Barbary Brylskiej czyta się jednym tchem, bowiem jej życie to gotowy scenariusz na pasjonujący film. Najtrudniejsza rola Barbary Brylskiej napisana została przez życie, reżyserem był los, a widownią są czytelnicy" - informuje nas zapis na tylnej stronie okładki. Brzmi jak echo reklamy telenoweli? Niestety tak. Książka Rybałtowskiej to po prostu biograficzne czytadło. Szkoda, bo zmarnowana kariera Barbary Brylskiej ciekawsza jest od jej tragicznego życia.

Reklama

Co prawda nie brak w książce zabawnych anegdot z artystycznego życia Brylskiej, jak tej ze spotkania z publicznością, gdy zadane jej zostaje pytanie o stosunek męża do ekranowych scen erotycznych - "Proszę pani, czy pani wie, co robi mój mąż? Jest ginekologiem"; jednak autorce - zaprzyjaźnionej ze swoją bohaterką - nie udaje się uniknąć harlequinowego stylu swej opowieści.

Prawdziwy kinoman nie znajdzie tu więc szczegółowego zapisu jej aktorskiej kariery, do znudzenia poinformowany zostanie za to o meandrach jej małżeńskiego pożycia. Tłem całej opowieści Rybałtowska uczyniła zaś tragiczną śmierć córki Brylskiej - Basi Kosmal. Decyzja o powstaniu książki powstała zresztą tuż po wypadku samochodowym, w którym w 1993 roku zginęła ukochana córka aktorki.

Przykład stylistycznej maniery Rybałtowskiej? "Po powrocie do Warszawy [Brylska] dowiedziała się, że czeka ją następna podróż, do Indii. (...) Wędrując po Dehli nad brzegami Gangesu zadumała się nad sensem istnienia". Brzmi jak fragment kiepskiej powieści. Na książce Rybałtowskiej ciąży też bałwochwalczy punkt widzenia, który uparcie prezentuje autorka. To prawda, że czasem ktoś poskarży się na gwiazdorskie zachowanie Brylskiej (np. Jerzy Hoffman), wyjątkowość takich opinii potwierdza jednak tylko nieznośnie hagiograficzną wymowę książki.

A przecież filmowa kariera Brylskiej to nadal ewenement na mapie polskiego kina. W latach 60. była dla naszej kinowej widowni symbolem seksu porównywalnym w skali europejskiej jedynie z Brigitte Bardot. Bogusław Linda przyznaje, że "metafizyczna uroda" Brylskiej z "Faraona" (jej pierwsza główna rola kinowa) tkwiła w jego podświadomości tak głęboko, że kiedy szukał odtwórczyni roli matki głównej bohaterki w swym filmie "Jasne błękitne okna" - od razu zdecydował się na Brylską.

Aura seksapilu, która towarzyszyła jej kreacjom, była dla Brylskiej przekleństwem. Okazało się, że polscy reżyserzy doceniają jej urodę, lecz nie aktorskie umiejętności. Wystarczy tylko spojrzeć na nazwiska reżyserów, z którymi współpracowała w trakcie swojej długiej kariery: Jerzy Zarzycki, Jan Rybkowski, Roman Załuski, Andrzej Konic - trudno uznać tych twórców za znaczące postaci polskiego kina. Sam Brylska też zaistniała w powszechnej świadomości głównie dzięki eksponującym jej fizyczność rolom w "Faraonie" czy "Anatomii miłości".

To czego nie dostrzegli w niej polscy reżyserzy, docenili rosyjscy twórcy. Dzięki roli w "Ironi losu" Eldara Riazanowa (1975) zyskała sobie w Związku Radzieckim status supergwiazdy. Jako pierwsza obywatelka spoza ZSRR otrzymała też prestiżową nagrodę państwową. W Rosji trwają właśnie zdjęcie do sequela "Ironii losu", którą kręci Timur Bekmambetow ("Straż nocna"). Oczywiście z Barbara Brylską.

Czekam więc na książkę o Barbarze Brylskiej - aktorce, a nie Basi Brylskiej - żonie i matce. "Ironia losu" mogłaby być naprawdę świetnym tytułem.

Dowiedz się więcej na temat: Barbara Brylska | najlepszy | nazwiska | książki | filmy | aktorka | film | polska aktorka

Reklama

Wasze komentarze (63)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje