Michelangelo Antonioni i Monica Vitti: Przez lata nierozłączni

Stanowili zaskakującą parę. Michelangelo Antonioni był chmurny, powściągliwy, niechętny wywiadom, a z Moniki Vitti wręcz kipiał południowy temperament. On, uznany reżyser, zrobił z niej aktorkę o światowej sławie. Przez lata byli nierozłączni, także prywatnie. Ostatecznie poróżniła ich... sztuka. Rozstali się, ale pozostali przyjaciółmi.

Monica Vitti i Michelangelo Antonioni na festiwali w Wenecji w 1962 roku

Gwiazdy miały swoich geniuszy: reżyserów, operatorów, producentów. Oni je odkrywali, a potem pielęgnowali, dbali o ich sukcesy, o to, by prezentowały się od jak najlepszej strony. Czasami nawet się w swych gwiazdach zadurzali, a także - to jeszcze rzadziej - z nimi żenili. Oto historia niezwykłego związku wybitnego reżysera włoskiego Michelangelo Antonioniego i włoskiej aktorki Moniki Vitti.

Wyjątkowy

Reklama

Michelangelo Antonioni (urodzony w Ferrarze w 1912 roku) zetknął się z filmem w czasie studiów (przyszły znawca psychiki, przede wszystkim kobiet, studiował, o dziwo, przedmioty biznesowe i ekonomiczne). Kręcił krótkometrażowe filmy dokumentalno-eksperymentalne i pisał recenzje. Dla "przyzwoitości" pracował w banku. W 1939 roku przeniósł się do Rzymu. Pisał dla ambitnego czasopisma "Cinema" i współpracował jako scenarzysta z takimi mistrzami, jak Roberto Rossellini ("Pilot powraca") i Federico Fellini ("Biały szejk").

Zaczynał od surowego neorealizmu, ale dosyć szybko uciekł w swój własny świat. Pierwszy film fabularny to "Kronika pewnej miłości" z 1950 roku. Po nim powstały następne, z których najgłośniejszymi i najwartościowszymi były: "Przygoda", "Noc", "Zaćmienie", "Czerwona pustynia" i "Powiększenie". Budował na ekranie rzeczywistość, która do końca pozostaje tajemnicą. Bohaterowie poruszają się w świecie niepewnym, obcym, nieodgadnionym. Jego drugą pasją był teatr. W latach pięćdziesiątych kierował Teatro Nuovo di Milano. I do tego teatru zaangażował młodą aktorkę, która miała nieprzeciętny talent.

Nierozłączni

Nazywała się Monica Vitti, a właściwie Maria Louisa Ceciarelli. I to ona stała się nie tylko wielką gwiazdą Antonioniego, ale przez wiele lat też jego towarzyszką życia. Stanowili parę wzorcową: reżyser zapewniał jej karierę w filmach, które przeszły do historii sztuki filmowej, ona zaś była z nim także w momentach bardzo trudnych, choćby wtedy, kiedy festiwalowa publiczność wygwizdała ich film "Przygoda" w Cannes w 1960 roku.

Antonioni był często (problemy z finansowaniem filmów) bliski depresji. Vitti podtrzymywała go na duchu. Wierzyła w sens tego, co robili. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Reżyser tak o niej mówił: "Jest nadzwyczaj ekspresywna. Dla aktora filmowego to wielki atut. Ma twarz szalenie plastyczną i ruchliwą". Nie oczekiwał od aktorów nieprzeciętnej inteligencji i świadomości. Nie wtajemniczał ich w istotę tworzonych postaci. Efekty były frapujące, ale degradowały aktorów do niemal zniewolonych wykonawców jego wizji.

Po latach Monica Vitti powiedziała: - Przyznaję, że praca z nim nie była łatwa. Wciąż mi powtarzał: "Zapomnij o wszystkim, co wiesz i co umiesz, nie ruszaj się, bądź spokojna, nic nie trzeba robić". To tłumienie własnej osobowości, temperamentu nie mogło się dobrze skończyć...

Rozstanie w przyjaźni

W pewnym momencie, oświadczyła: - Jestem już zmęczona ustawicznym ukazywaniem mnie jako istoty marzącej, przygaszonej, dręczonej problemami moralnymi i seksualnymi. Chcę się po prostu śmiać, bawić publiczność, dowcipkować, być inną Moniką.

Ostatnim filmem Antonioniego, który kontynuował dotychczasowy styl, była "Czerwona pustynia" z 1964 roku. Monica poszła swoją drogą, ale jeszcze dwukrotnie pojawiła się w jego produkcjach. Przyjaźnili się aż do śmierci reżysera (zmarł 30 VII 2007 roku). Vitti grała m.in. we włoskich komediach obyczajowych. Jest do tej pory, choć ma już 84 lata, prawdziwą bojowniczką o prawa i pozycję kobiet, co we Włoszech zdominowanych przez mężczyzn było, szczególnie przed laty, trudne.

- Nie jestem samarytanką, przyszywaczką oderwanych guzików - mawiała. - Przeciwnie, chcę, by mężczyźni opiekowali się mną, rozpieszczali mnie. Jestem egoistyczna i egocentryczna. A więc jestem prawdziwą kobietą!

Stanisław Janicki

Dowiedz się więcej na temat: Michelangelo Antonioni

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje