Michalina Łabacz na plakacie filmu 'Wołyń"

7 października na ekranach kin zadebiutuje nowy film Wojtka Smarzowskiego, autora kontrowersyjnych "Domu złego", "Drogówki" czy "Pod Mocnym Aniołem"). "Wołyń" to poruszający przemilczany dotychczas w polskim kinie temat tragicznych wydarzeń na Wołyniu w latach 1943-1944. Dystrybutor obrazu zaprezentował dziś ostateczny plakat "Wołynia".

Michalina Łabacz na plakacie filmu "Wołyń"

Przed oficjalną kinową premierą film Smarzowskiego walczyć będzie we wrześniu o Złote Lwy  - główną nagrodę Festiwalu Filmowego w Gdyni.

Akcja filmu "Wołyń" rozpoczyna się wiosną 1939 roku w małej wiosce zamieszkałej przez Ukraińców, Polaków i Żydów. Zosia Głowacka ma 17 lat i jest zakochana w swoim rówieśniku, Ukraińcu Petrze. Ojciec postanawia jednak wydać ją za bogatego polskiego gospodarza Macieja Skibę, wdowca z dwójką dzieci.

Reklama

Wkrótce wybucha wojna i dotychczasowe życie wioski odmienia najpierw okupacja sowiecka, a później niemiecki atak na ZSRR. Zosia staje się świadkiem, a następnie uczestniczką tragicznych wydarzeń wywołanych wzrastającą falą ukraińskiego nacjonalizmu. Kulminacja ataków nadchodzi latem 1943 roku. Pośród morza nienawiści Zosia próbuje ocalić siebie i swoje dzieci.

Główną rolę zagrała w "Wołyniu" debiutantka Michalina Łabacz. - Około 250 dziewczyn przyszło na zdjęcia próbne - zdradzał reżyser. - Do Michaliny było mi najbliżej, to bardzo dobra aktorka.

Partnerują jej na ekranie Jacek Braciak i Arkadiusz Jakubik.

Obsada filmu "Wołyń" jest polsko-ukraińska. Znalazło się w niej ok. 30 aktorów z Ukrainy. - To są aktorzy z różnych miejscowości. Najwięcej jest ze Lwowa i z Tarnopola. Są również aktorzy z Kijowa - mówił niedawno rozmowie z Polską Agencja Prasową producent Dariusz Pietrykowski. - To zarówno młodzi ludzie, jak i aktorzy ze sporym dorobkiem. Oni z pełną świadomością wzięli udział w tym przedsięwzięciu. To nie jest tak, że materiały, które od nas dostali, były wyrwane z kontekstu. Oni dysponowali całym scenariuszem, przetłumaczonym na język ukraiński. Mają pełną świadomość, jaka to jest historia - dodawał Pietrykowski.

Na ubiegłorocznym festiwalu w Gdyni Wojciech Smarzowski podkreślał, że zrealizowanie filmu o Wołyniu uważa za obowiązek. - Wierzę, że jest grupa ludzi, która czeka na ten film. Są kresowiacy, którzy mają swoje lata, odchodzą od nas. Oni jeszcze pamiętają ten okres. Są rodziny. Im się też to należy. To jest nasz filmowy obowiązek - tak jak opowiadamy o Katyniu, jak opowiadamy o powstaniu warszawskim, trzeba również opowiedzieć o ludobójstwie na Kresach - mówił reżyser.

Dowiedz się więcej na temat: Wołyń (film)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje