"Miasto 44": Groza, która ma nam dać do myślenia

Mając 37 lat jestem zbyt młody, by zachwycać się "Kanałem". Film Andrzeja Wajdy to dla mnie przede wszystkim nieporadna batalistyka - której daleko do boleśnie realistycznej sekwencji lądowania w Normandii autorstwa Spielberga i Kamińskiego - oraz nadmierna psychologizacja w iście teatralnym wydaniu. Nie ta wrażliwość - tak to chyba trzeba skwitować.

Reklama

" align="center" enlarge="0" />Z "Miastem 44" mam podobny problem, tyle że w drugą stronę; chyba jestem nań zbyt stary. Tak przynajmniej myślałem po pierwszym seansie, w połowie którego poczułem zniecierpliwienie. I lekki zawód, bowiem czekałem na ten film z wielką niecierpliwością - chyba żadna polska produkcja nie wywołała we mnie takiego uczucia. Zniecierpliwienie nie było dominujące, czy natrętne, ale się pojawiło. A to za sprawą "baśniowych" wstawek, współczesnej muzyki, przede wszystkim zaś słabo zarysowanej fabuły. Bo mamy niby troje głównych bohaterów, ale ich historie co rusz się gdzieś "rozłażą", a wątki nie składają się na linearną opowieść.

Miasto nie jest imponującą scenografią

Mimo tych zastrzeżeń, film Jana Komasy wciąż we mnie "pracował" - wywlekł bowiem na wierzch głęboko skrywany, egzystencjalny niepokój. Lęk, który zmusił mnie do kolejnej wizyty w kinie, zapewne po to, bym zmierzył się z wszechobecną w tym obrazie grozą. Nie było dotąd w polskiej kinematografii tak realistycznie nakręconej wojny. Materialną, cielesną i psychologiczną destrukcję ukazano w "Mieście 44" niemal tak, jakby operatorzy znaleźli się w samym centrum powstańczej Warszawy. Co więcej, ukazano "po całości", w szerokim planie, przy jednoczesnym niezwykle starannym podejściu do detalu. Czapki z głów, ekipo.

Zwracam też honor za nadmiernie krytyczne spojrzenie po pierwszym seansie. Popełniłem błąd - zresztą jak wielu innych - zakładając, że zagłada miasta jest jedynie tłem dla opowieści o trójce młodych ludzi. Przy całym uznaniu dla szalenie autentycznej Zofii Wichłacz (zasłużenie nagrodzonej na festiwalu w Gdyni), to bombardowana, palona, rozstrzeliwana i gwałcona Warszawa jest głównym bohaterem "Miasta 44". Nie jest żadnym kontekstem, imponującą scenografią dla młodzieńczego love story - to sedno tego dzieła. Nie ma się więc co zżymać, że scenariusz napisano tak, by jak najwięcej tej zagłady pokazać. Nawet kosztem opowieści o losach Biedronki, Kamy i Stefana.

Przeżycia wielokroć bardziej intensywne

"Miasto 44" zostawiło mnie z co najmniej trzema refleksjami. Gdy przed laty - stawiając pierwsze kroki w wojennej reporterce - wybierałem się do Iraku, moja Babcia była przerażona - bo jej ukochany wnuczek leciał na wojnę. Wtedy tylko przeczuwałem, dziś wiem to z całą mocą - te doświadczenia nie dadzą i nie dały mi zbyt wielkiego pojęcia o wojnie, o sytuacjach granicznych.

Tak naprawdę niewiele przeżyłem. To, co zostało w pamięci Babci (i jej pokolenia), było wielokroć bardziej intensywne od tego, co działo się na Bliskim Wschodzie czy w Afganistanie.

Kolejna myśl jest bardziej abstrakcyjna - przyszło mi mianowicie do głowy, że gdyby hitlerowcy, tak jak Warszawę, zgładzili na przykład Londyn, powojenne losy Niemiec potoczyłyby się zupełnie inaczej. Mówiąc dosadniej, nasi sąsiedzi staliby się pewnie rezerwuarem taniej siły roboczej w środku Europy. Lecz brytyjska stolica wyszła z wojny ledwie kontuzjowana, zawdzięczając ocalenie między innymi polskim pilotom, którzy latem 1940 roku tak walnie przyczynili się do udaremnienia niemieckiej inwazji...

I ostatnia już uwaga - "Miasto 44" wieńczy scena płonącej Warszawy, która stopniowo zmienia się w panoramę współczesnej stolicy. Rozświetlonej, kolorowej, żywej - taki jakby happy end po latach. "To zakończenie jest jak kropla deszczu spadająca na umartwione czoło Chrystusa w 'Pasji' Gibsona - kiczowate" - napisała mi jedna z koleżanek. Kiczowate czy nie, daje jednak do myślenia. Bo wystarczy puścić taśmę od tyłu, i piękne, lśniące wieżowce znów zmienią się w płonące rumowisko. W realnym świecie to nie jest takie proste, niemniej dziś - gdy świat wokoło ponownie stał się niebezpiecznym miejscem - warto pamiętać o koszmarze sprzed lat. I robić wszystko, by już nigdy nie stał się udziałem nie tylko Warszawy, ale żadnego innego polskiego miasta.

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Dowiedz się więcej na temat: Miasto 44

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje