Mel Gibson: Mizogin, rasista, homofob?

Kiedy opinia publiczna dowiedziała się o szaleńczych inwektywach, jakimi Mel Gibson obrzucał swoją byłą partnerkę, Oksanę Grigoriewę, moja skrzynka mailowa została dosłownie zalana wiadomościami od przyjaciół. Wszyscy przysyłali mi te same linki, bym na własne uszy mógł się przekonać, jakimi przekleństwami bluzgał antybohater całego zajścia - pisze znany dziennikarz Lawrence Grobel.

Słyszeliśmy już Gibsona "przywalającego z grubej rury" - podobnie zresztą, jak Aleka Baldwina i Christiana Bale'a. Ale ostatnim napadem furii aktor wspiął się na nowe wyżyny. Wygląda na to, że Grigoriewa zrobiła coś, co mu się nie spodobało. Co - dokładnie nie wiadomo. Wydaje się, że chodzi o brak szacunku i przepuszczenie wszystkich jego pieniędzy, co ewentualnie można uznać za dostateczny powód do gniewu - zważywszy na fakt, że fortuna Gibsona szacowana jest na okrągły miliard dolarów.

Reklama

Odebrałem również kilka telefonów od znajomych dziennikarzy, którzy pytali mnie o Gibsona, ponieważ pamiętali, że swego czasu przeprowadziłem z nim wywiad-rzekę. Było to wówczas, kiedy Mel wciąż był szczęśliwym mężem i ojcem szóstki dzieci (przy czym siódme było w drodze). Później, w 2009 r., na świat przyszła kolejna córka aktora, której matką jest właśnie Grigoriewa. Wracając jednak do tamtego wywiadu - Gibson dopiero co skończył pracę nad obrazem "Braveheart - Waleczne Serce", który miał przynieść mu Oscara za reżyserię. Pamiętam, że pozowaliśmy nawet do wspólnych zdjęć, wymachując mieczami i toporami z tamtego filmu.

Był to mój ulubiony wywiad spośród tych, jakie przeprowadziłem. Gibson nie uchylał się od odpowiedzi nawet na najbardziej prowokacyjne pytania.

Przytoczyłem mu między innymi to, co kiedyś przeczytałem - a mianowicie, że Richard Donner, u którego Gibson zagrał w "Zabójczej broni" i jej sequelach, a także w "Mavericku", powiedział, że Mel ma w sobie ogromne pokłady agresji i wrogości. Mój rozmówca nie zrobił bynajmniej uniku.

"Czasami popadam w dość mroczny, posępny nastrój" - przyznał. "Trzeba wyrzucać z siebie takie rzeczy. Kiedyś tłumiłem je w sobie, a potem jakieś głupie zdarzenie wyzwalało te emocje. To nie było mądre. Kiedy świrujesz, zachowujesz się jak idiota, i później, kiedy już jest po wszystkim, też czujesz się jak idiota. To niezdrowe".

Jak czuł się Dean Richards, kiedy Mel Gibson nazwał go "dupkiem"?

"Picie to kulturalna rozrywka"

Przypomniałem sobie dyszenie, które było słychać podczas telefonicznej tyrady pod adresem Grigoriewej. Gibson ledwo mógł mówić, tak szybki był jego oddech.

Jego głos brzmiał również pijacko, co akurat mnie nie zaskoczyło. Picie było częścią australijskiej kultury, w której wyrósł.

"Picie to kulturalna rozrywka" - powiedział mi wtedy. "Wymaga się od ciebie, żebyś pił. Folgujesz więc sobie i wlewasz w siebie alkohol. Bycie niegrzecznym jest zabawne".

Zabawne było również to - wspominał dalej Gibson - jak on i jego pięciu braci spuszczali sobie nawzajem manto. "Tłukliśmy się, ile wlazło. Niewiele brakowało, byśmy się pozabijali. To była prawdziwa satysfakcja".

Potem Mel roześmiał się serdecznie na wspomnienie tego, jak ranił siostrę w głowę, strzelając do niej biurowym zszywaczem. "To był taki wewnętrzny przymus" - powiedział. "Siostra zaczęła wrzeszczeć wniebogłosy, a ja znalazłem się w poważnych tarapatach. Rodzice znaleźli mnie i spuścili lanie".

Obecne kłopoty Gibsona nie są niczym nowym. Wyjątkowa jest tylko ich skala i stopień, do jakiego zostały publicznie nagłośnione. Ot, chociażby podczas zdjęć do "Pani Soffel" w Toronto Gibson sforsował skrzyżowanie na czerwonym świetle, uderzył w inny samochód, i w rezultacie trafił do aresztu za prowadzenie pod wpływem alkoholu.

"Policjanci wepchnęli mnie na tył furgonetki" - wspominał. "Nie mogłem się stamtąd wydostać. Nie było tam żadnych drzwi ani klamek. To było okropne uczucie; kopałem kratę, wrzeszczałem, krzyczałem, rzucałem wszystkimi przekleństwami, jakie przychodziły mi wtedy do głowy".

Darwin? Stek bzdur!

Już w 1995 r. zapatrywania Gibsona na kwestie społeczne i religijne dalekie były od mainstreamu - a on sam dawał im wyraz w sposób szczery i jasny.

"Mężczyźni i kobiety nie są równi" - mówił. "Kobiety są po prostu inne. Ich uczuciowość różni się od naszej. Nie postępują fair. Pewnych rzeczy w kobietach mężczyźni nigdy nie zrozumieją. Nigdy ich nie pojmiemy. A trzeba być dla nich miłym, bo może ci się oberwać".

Kobietą najbliższą sercu Mela była jego matka. Gdy umarła w 1990 r., powiedział, że była ona "zaprawą i cegłami, które spajały całą strukturę ich rodziny".

Zapytałem go, czy wierzy w życie po śmierci, i czy spodziewa się, że spotka ją w zaświatach.

"Oczywiście" - odparł. "Nie ma nawet nad czym dyskutować. Musi istnieć życie po śmierci. W przeciwnym wypadku gdzie miałoby nastąpić wyrównanie rachunków? Musi istnieć życie po śmierci, bo Hitler chodził po powierzchni ziemi tak samo, jak ja, a przecież ja nie pójdę tam, dokąd poszedł Hitler. Albo taki Pol Pot".

"A czy istnieje Piekło?" - zapytałem.
"Jak najbardziej!" - odpowiedział.
"Jak wyobrażasz sobie diabła?"
"Jako bestię z ośmioma językami i czterema rogami, otoczoną morzem ognia i smoły" - odparł. "Istotę prawdopodobnie okropniejszą, niż wszystko, co możemy sobie wyobrazić - tak samo, jak Raj jest prawdopodobnie piękniejszy ponad wszelkie nasze wyobrażenie".
"Czy wierzysz w teorię ewolucji Darwina" - ciągnąłem - "czy raczej w to, że to Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo?"
"W to drugie" - odrzekł z niezachwianą pewnością siebie.
"Nie przyjmujesz więc teorii, wedle której pochodzimy od małp i małp człekokształtnych?"
"Nie" - powiedział. "Uważam ją za stek bzdur. Jeśli jest prawdziwa, to dlaczego na ziemi wciąż żyją małpy człekokształtne? Jak to możliwe, że nie stały się jeszcze ludźmi?"

"To fajna teoria" - ciągnął - "ale nie mogę jej przełknąć. Jest w niej wielka luka, jeśli chodzi o wiarygodność. Metoda datowania węglem, która rzekomo pozwala ustalić wiek danej rzeczy - jak dokładna jest ona w istocie? Mam w domu jedną z książek Darwina. Jest tam sporo przezabawnych rzeczy. W niektórych punktach ma rację, jak na przykład w tym, że żyrafa ma długą szyję po to, by mogła sięgać do liści na drzewach. Ale całości tej teorii po prostu nie da się łyknąć".

"Rozumiem" - zacząłem - "że nie jesteś zbyt tolerancyjny, jeśli chodzi o takie kwestie, jak celibat, aborcja, antykoncepcja?"

"Ludzie zawsze czepiają się takich rzeczy" - odparł z pogardą w głosie. "To nie są jakieś kwestie. To są rzeczy, których się nie kwestionuje. Nad tym się po prostu nie dyskutuje."
"Nie?"
"Nie."

W cieniu ojca

Większość poglądów Gibsona zaszczepił mu jego ojciec, Hutton Gibson, który niegdyś pracował jako hamulcowy w New York Central Railroad. W 1968 r. Gibson senior podjął decyzję o przeprowadzce do Australii, chcąc uchronić swoich synów przed poborem do wojska w związku z wojną w Wietnamie.

Hutton Gibson słynie z niezachwianych, kontrowersyjnych przekonań - zwłaszcza w kwestiach dotyczących religii. Jest założycielem i liderem ultrakonserwatywnej organizacji Alliance for Catholic Tradition, a także autorem licznych książek traktujących o prawie kanonicznym i katolicyzmie.

"Wszystko, w co ojciec wierzył, zostało mu odebrane w latach 60. przez reformatorski drugi Sobór Watykański" - powiedział mi Mel. "Jego Kościół, rozumiany jako instytucja, zmienił się nie do poznania, i o tym właśnie pisze w swoich książkach. Nieźle orientuje się w prawie kanonicznym i teologii".

Na ile Gibson senior orientuje się w historii - to osobna sprawa. Liczący dziś 90 lat ojciec Mela nie wierzy w zagładę sześciu milionów Żydów dokonaną przez nazistów - podobnie, jak nie wierzy, że terroryści z Al-Kaidy mieli cokolwiek wspólnego z atakiem na World Trade Center w 2001 r. Co do Soboru Watykańskiego II - nazywa go "masońskim spiskiem popieranym przez Żydów".

Jako ojciec Hutton Gibson był tak surowy, że zdarzyło mu się schwycić w gniewie głowy starszego brata i siostry Mela i uderzyć je o siebie.

"Zabronił im rozmawiać między sobą na całe sześć miesięcy" - wspomina Gibson. "Powiedział też, że jeśli kiedykolwiek zauważy, że choćby na siebie spoglądają, stłucze ich na kwaśne jabłko. Brat i siostra nie odzywali się do siebie przez bardzo długi czas".

Mizogin, rasista, homofob

Niedługo po śmierci matki Mel Gibson udzielił jednej z hiszpańskich gazet wywiadu, który sprowadził na niego gniew społeczności homoseksualnej. Gdy aktor zostawiał odciski swoich dłoni przed Grauman's Chinese Theater w Hollywood, demonstrujący geje i lesbijki pluli na niego.

"Wtedy właśnie dowiedziałem się, że jestem mizoginem, bigotem, rasistą, neonazistą i homofobem" - mówił później. "Mieli ze sobą jakieś tabliczki z hasłami, krzyczeli, toczyli pianę z ust. Nienawiść w postaci czystej!"

Czy kiedykolwiek rozważał wygłoszenie przeprosin za to, co powiedział?

"Pytali mnie o to podczas wywiadu dla publicznej telewizji" - powiedział mi Mel. "Odparłem: Nie mam zamiaru nikogo przepraszać. Prędzej Piekło zamarznie. Mogą się odp... . I wtedy zaczęła się wojna, przez którą popadłem w istną paranoję. Muszę nauczyć się trzymać język za zębami".

Najwyraźniej tamta nauka poszła w las, ale być może ostatnie wydarzenia uzmysłowiły Melowi, co wyprawia. Mówi się, że Gibson sprzedał już swoje dwa kalifornijskie domy i planuje wrócić do Australii. Można przypuszczać, że zainteresowanie jego osobą będzie tam nieco mniejsze, a opinia publiczna nieco bardziej wyrozumiała dla jego dziwactw. Chodzą nawet słuchy, że aktor chciałby wrócić do swojej byłej żony, Robyn - chociaż nie wiadomo, jak ona zapatruje się na tę sprawę.

Nie wiadomo również, co przyszłość chowa w zanadrzu dla Mela Gibsona. Prawdopodobnie nie wie tego nawet on sam.

Jest natomiast coś, co według mnie nie ulega wątpliwości. Ludzie mogą sobie obwieszczać koniec kariery Gibsona do woli. Z pewnością jednak usłyszymy jeszcze nieraz o człowieku, który kiedyś był nazywany "Walecznym Sercem".

Lawrence Grobel

Tłum. Katarzyna Kasińska

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: rasiści | Mel Gibson | znany dziennikarz | MeLE | aktor | picie | ojciec | rzeczy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje