Marian Opania: Fachowiec

- To zawód piękny, ale i diabelski. Jeżeli traktuje się go poważnie, nie sposób ustrzec się jego toksyczności - mówi o aktorstwie. Ale ci, którzy znają Mariana Opanię, podkreślają, że sztuka jest kwintesencją jego życia.

Marian Opania w latach 80. XX wieku

Należy do czołówki polskich aktorów i niezmiennie od lat cieszy się ogromną sympatią widzów. - Mam duszę Hamleta, ale publiczność skierowała mnie na inne tory - mówi o swojej zawodowej drodze Marian Opania. - Widzowie lubią mnie w rolach komediowych. Sam z siebie nie jestem zabawną postacią. Mam nadzieję, że się tego nauczyłem - przyznaje.

Reklama

Właśnie dzięki tej wrodzonej skromności i niezwykłemu talentowi zyskał uznanie widzów, krytyków oraz kolegów-aktorów. Redaktor Winkel z "Człowieka z żelaza" (1981), Bolo z "Piłkarskiego pokera" (1988), generał SB z "Rozmów kontrolowanych" (1991), przezabawny Leon z serialu "Bulionerzy" i emanujący ciepłem profesor Zybert z "Na dobre i na złe" - to zaledwie kilka z ponad setki jego świetnych kreacji. - Jak ktoś o mnie mówi: "artysta", a jeszcze jak się do mnie zwraca: "mistrzu", to ja jestem ich zaprzeczeniem. Fachowcem jestem - twierdzi Marian Opania.

- Kiedyś uważałem, że aktorstwo nie ma nic wspólnego z misją. Z czasem zmieniłem zdanie - aktorstwo jest posłannictwem. Polega ono na wychowywaniu widza. Na zawyżaniu, a nie na zaniżaniu poprzeczki - mówi aktor, który także na teatralnej scenie stworzył kilkadziesiąt wspaniałych ról, choć jak przyznaje, w teatrze zakochał się dość późno.

Fani cenią też jego muzyczne dokonania. W piosenkach kabaretowych Marian Opania nie ma sobie równych. Na warsztat brał także twórczość Bułata Okudżawy, Wysockiego, a jego ostatni muzyczny projekt: spektakl "Cohen - Nohavica" zebrał bardzo dobre recenzje. - Śpiewam wyłącznie repertuar ludzi poszarpanych wewnętrznie. Są mi bliscy, bo i ja taki jestem. Mam diabelny charakter.

O jego wybuchowej naturze krążą w środowisku legendy. - Ja tylko wyglądam na spokojnego i łagodnego. W rzeczywistości jestem złośnikiem, człowiekiem niecierpliwym. Przezywają mnie Bulterier - przyznaje aktor, który wyznał, że jego charakter mocno dał się we znaki żonie Annie. - Kłócimy się i co tydzień rozwodzimy, ale jakoś do tej pory to się nie wydarzyło - wyznał ostatnio. - Miłość trzeba pielęgnować, podlewać jak roślinkę. Trzeba się lubić i czubić - tłumaczy.

Jak widać, ta recepta działa, bo niedawno państwo Opaniowie świętowali 50. rocznicę ślubu. Ich związek przetrwał wiele życiowych burz, z których największą było uzależnienie aktora od alkoholu. - W latach 70. miałem potężny problem. Nie obsadzali mnie w filmach, to głębiej sięgałem do kieliszka, a nie obsadzali, bo za głęboko sięgałem - mówi otwarcie aktor. Pokonał nałóg dzięki wsparciu bliskich i swojej sile charakteru.

- Jestem szczęśliwy, że udało mi się ocalić rodzinę. Opaniowie to dziś aktorski klan, syn Bartosz znany jest widzom m.in. jako doktor Latoszek z serialu "Na dobre i na złe". Także wnuk Filip postanowił iść śladami dziadka i ojca. - Cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni - przyznaje z uśmiechem 74-letni senior rodu, który na szczęście nie zamierza zwalniać tempa.

- Był moment, kiedy pomyślałem, że czas na emeryturę. Jednak w zawodach artystycznych nie ma pojęcia emerytury. Dziś planów mam tyle, że głowa mała - mówi Marian Opania. - Wszystkiego nie zdążę zrobić, ale będę się starał, bo jestem uparty. Panie Marianie, trzymamy kciuki!

Joanna Bogiel-Jażdżyk

Dowiedz się więcej na temat: Marian Opania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje