Mads Mikkelsen w Polsce: Nigdy nie mówię "nie"

- To nie jest mój pierwszy raz w Polsce. Byłem tu wcześniej kilka razy, ale nigdy tak długo, jakbym chciał - wyznał Mads Mikkelsen, wybitny duński aktor, który w sobotę, 21 listopada, spotkał się z polskimi fanami w Warszawie. 50-letni gwiazdor przyjechał, by promować swoje najnowsze filmy: adaptację komiksów Marvela "Doktor Strange" i kolejny tytuł z serii "Gwiezdne wojny", "Łotr 1".

Mads Mikkelsen na spotkaniu w Warszawie

Przed spotkaniem z gwiazdorem hall warszawskiego Cinema City Arkadia zapełnił się miłośnikami talentu Duńczyka. W kolejce po podpis Mikkelsena na plakacie ustawiło się kilkaset osób, a sala podczas konferencji prasowej, która odbyła się później, pękała w szwach. Wszystkie bilety na seans "Doktora Strange’a" w towarzystwie aktora wyprzedały się w przeciągu kilku godzin.

By jednak zdobyć autograf Mikkelsena potrzeba było bardzo dużo szczęścia. Plan aktora na pobyt w Polsce był niezwykle napięty, a samo podpisywanie plakatów trwało zaledwie kilkanaście minut. Lecz to nie zniechęciło fanów, zwłaszcza, że Mikkelsen natychmiast znalazł z nimi wspólny język podczas konferencji prasowej, kiedy sala co chwilę śmiała się z jego żartów. - Żałuję, że nie mam więcej czasu, by wszystko zobaczyć - przekonywał Duńczyk.

Mads Mikkelsen urodził się w 1965 roku w Osterbro, a karierę zaczynał jako gimnastyk i tancerz. Dopiero w 1996 zadebiutował jako aktor, wcielając się w handlarza narkotyków Tonny’ego w filmie Nicolasa Windinga Refna "Dealer". Już ta rola przyniosła mu wiele nagród, m.in. na festiwalu filmowym w Kopenhadze, i zwróciła na niego uwagę kinomanów w Europie i Ameryce.  

Reklama

W Polsce aktor opowiedział o tym, jak dobiera kolejne projekty. - Muszę przede wszystkim polubić pomysł. Nie muszę zgadzać się ze wszystkim, co jest w scenariuszu, ale tekst musi być dla mnie interesujący. Po drugie, ważny jest reżyser, bo to on dowodzi filmem. Praca jest znacznie trudniejsza, jeśli nie dogadujesz się z reżyserem, więc zawsze chcę zobaczyć, czy łapię z nim lub z nią dobry kontakt - wyznał Mikkelsen.

 Po latach grania w ojczyźnie, również na deskach teatrów, gwiazdor dał się poznać w Hollywood, kreując postać jednego z wiernych rycerzy króla Artura, Tristana, w filmie o przygodach władcy w reżyserii Antoine Fuqua z 2004 roku. Jednak prawdziwy przełom przyszedł wraz z udziałem w "Casino Royale" (2006) Martina Campbella, dwudziestej pierwszej odsłonie serii o agencie Jamesie Bondzie, gdzie Mikkelsen wcielił się w tajemniczego złoczyńcę Le Chiffre.

- Nie planowałem, że zagram w Bondzie - przekonywał podczas spotkania aktor. - Ale tak się stało i jestem z tego zadowolony. Tak samo nie planowałem udziału w produkcjach Disneya i Marvela czy w serii "Gwiezdne wojny". Wychodzę z założenia, że co ma się zdarzyć, zdarzy się i niczego nie planuję. A co najważniejsze, nigdy z góry nie mówię "nie".

Chociaż Mikkelsen łatwo nie rezygnuje z projektów i ceni sobie różnorodność, nie ukrywa, że w aktorskim świecie ważne jest, by umieć odmawiać. - Musisz być szczery z samym sobą i musisz umieć decydować. Jeśli coś ci się nie podoba od początku, nie ma szans, by powstało z tego coś dobrego. Mi kilka razy zdarzyło się nie być ze sobą szczerym i efekt końcowy był dokładnie taki, jakiego mogłem się spodziewać. Parę razy powiedziałem "zróbmy to", mimo że nie polubiłem tego, co przeczytałem. I teraz tego żałuję - przyznał 50-letni gwiazdor.

Lecz nieudanych projektów w filmografii Duńczyka jest znacznie mniej, niż tych, które odniosły wielki sukces i przyniosły mu jeszcze większą popularność. Pastor Ivan w komedii "Jabłka Adama" (2005) Andersa Thomasa Jensena, wpływowy polityk, który wdaje się w romans z władczynią w "Kochanku królowej" (2012) czy oskarżony o molestowanie seksualne Lucas w "Polowaniu", za którego rolę nagrodzono go Złotą Palmą dla najlepszego aktora w Cannes w 2012 roku - to tylko niektóre z najwybitniejszych kreacji Duńczyka.

Mimo że Mikkelsen nie narzeka na brak propozycji, wyraźne oddziela życie prywatne od zawodowego. - Nie jestem zwolennikiem słynnej Metody Stanisławskiego. Nie przenoszę ról z planu do domu, to niezdrowe. Szczególnie, gdy grasz czarne charaktery. Mógłbym jeszcze zacząć ganiać własne dzieci, Violę i Carla, z nożem w dłoni - żartował aktor.

Odkąd wcielił się w złoczyńcę w "Casino Royale", hollywoodzcy twórcy, w przeciwieństwie do europejskich, widzieli go najczęściej właśnie jako bohatera negatywnego. Taką postać wykreował choćby w uwielbianym serialu "Hannibal" czy marvelowskim "Doktorze Strange’u". - Granie "tych złych" sprawia mi ogromną przyjemność. Moje postaci z Bonda, "Hannibala" czy "Doktora Strange’a" to naprawdę niesamowite osobowości. Wiem, że nie brzmi to najlepiej, ale szczerze ich lubię.

- Inna sprawa, że Hannibal to prawdopodobnie najszczęśliwszy bohater, jakiego kiedykolwiek zagrałem. Stara się być miły dla ludzi, choć równocześnie zjada ich na kolację, więc ma swoje gorsze, ale i lepsze strony. Wiem, że to nieco absurdalne, leczy gdy patrzy się na to pod takim kątem, te gorsze cechy przestają być gorszymi, a stają się częścią osobowości bohatera. Każda postać, nawet zła, ma w sobie cechy z którymi możemy się utożsamiać - tłumaczył aktor.

- Poza tym, wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy nieco zafascynowani tą ciemną stroną ludzkiej natury - wyznał gwiazdor. - Wymyśliliśmy Boga i jakiś czas później wymyśliliśmy Szatana, więc od początku byliśmy ciekawi, jak wygląda rewers monety. A ta ciekawość przeniknęła do sztuki. "Dlaczego ludzie tak się zachowują? Dlaczego są źli?" - to pytania, na które staramy się jako artyści znaleźć jakieś odpowiedzi - deklarował Mikkelsen.

Aktor, zapytany o to, czy w najnowszych "Gwiezdnych wojnach", grudniowym "Łotrze 1", również wciela się w czarny charakter, odpowiedział: - Galen Erso, którego gram, to ojciec głównej bohaterki. Nie jest jednak ani dobrą postacią robiącą złe rzeczy, ani złą postacią robiącą dobre rzeczy. To po prostu mężczyzna z problemami, który stara się sobie z nimi jakoś poradzić.

Gwiazdor przyznał, że podczas pracy nad tym filmem starał się nie myśleć o oczekiwaniach fanów. - Jeśli rozmyślasz nad tym zbyt długo, nie masz później odwagi, by zrobić kolejny krok. Nie masz odwagi, by powiedzieć choćby jedno słowo.Wiadomo, gdy przychodzi ten czas, czujesz presję, ale gdy stoisz na planie, nie możesz o tym myśleć. Musisz po prostu dać z siebie wszystko. A ja staram się, by każda kolejna rola była dla mnie tą najważniejszą.

Mikkelsen wyraził także swoją opinię o fanach, którzy chcą wiedzieć o filmie wszystko jeszcze przed premierą. - Ludzie zawsze próbują zgadywać, co się wydarzy i kto będzie kim, ale jestem poza tym. Umiem trzymać sekrety i nie mówić nic. Chociaż gdyby spytały mnie o to własne dzieci, pewnie bym im powiedział - śmiał się aktor.

Podczas spotkania, podzielił się także wrażeniami z pracy z reżyserem Garethem Edwardsem, który kierował produkcją "Łotra 1". - To zawsze niebezpieczne, gdy pracujesz z twórcą, który tak bardzo kocha świat, o którym opowiada. Gareth żył w tym uniwersum odkąd skończył dziesięć lat i to mogło sprawić, że nie umiałby zachować dystansu. Ale jest bardzo oddanym i szczerym reżyserem, więc dobrze się nam współpracowało.

Zapytany o to, dlaczego po udziale w wielu ambitnych produkcjach zgodził się na pracę nad komercyjnymi projektami Disneya, "Gwiezdnymi wojnami" i adaptacją komiksów Marvela "Doktor Strange", Mikkelsen odparł: - A czemu nie? Jako aktorzy chcemy próbować i doświadczać wszystkiego, zarówno małych kuchennych dramatów, jak i wielkich filmów, gdzie możemy latać. Chcemy robić wszystko. Jeśli wybierasz sobie jedną niszę, wtedy zaczynasz się tym nudzić, męczysz się. Dlatego to była dla mnie oczywista decyzja, szczególnie, że jako dziecko czytałem komiksy dzień i noc.

W trakcie zdjęć do "Doktora Strange’a", gdzie Mikkelsen wykreował największego przeciwnika tytułowego bohatera, Kaeciliusa, aktor musiał zmierzyć się z bardzo wieloma trudnymi scenami akcji. - To była chyba najbardziej wymagająca fizycznie praca w mojej karierze. Każdego dnia trzeba było walczyć i walczyć, i jeszcze raz walczyć. Ani razu nie opuściliśmy planu bez nowych siniaków. Ale gdybym bił się z Benedictem Cumberbatchem naprawdę, skopałbym mu tyłek bez problemu - śmiał się aktor. - Może i jestem nieco od niego starszy, ale jestem też nieco szybszy.

Mikkelsen docenił również rezultat pracy artystów od efektów specjalnych przy "Doktorze Strange’u". - Fakt, aktorstwo to przede wszystkim praca z drugim człowiekiem, reagowanie. Ale wierzę, że dzięki efektom specjalnym te najbardziej dramatyczne sceny nabiorą sensu i gdy, dla przykładu, mój bohater wskazuje na budynek, który ma się zapaść, ten budynek naprawdę się w filmie zawali. Inaczej wygląda to nieco głupio - przyznał gwiazdor.

Na koniec Mikkelsen został spytany o swoje najlepsze wspomnienia z polskim kinem. - Moją ulubioną serią polskich filmów jest zdecydowanie "Dekalog" Kieślowskiego - opowiedział natychmiast aktor. - Obejrzałem go parę lat po premierze i po seansie byłem rozłożony na łopatki. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie widziałem niczego podobnego. Ten sposób ujęcia historii jest niepowtarzalny, a aktorzy fenomenalni - chwalił dzieło Kieślowskiego Mikkelsen.

- W ostatnich latach natomiast nie zwracałem wystarczającej uwagi na polskie kino, ale jeśli dostanę od was listę filmów z pewnością je obejrzę - obiecał Duńczyk. - To wspaniale móc tu przyjechać i zobaczyć tę rzeczywistość na żywo. Bardzo chciałbym dowiedzieć się o Polsce jak najwięcej - przyznał Mikkelsen.

Film "Doktor Strange" z udziałem aktora można podziwiać w polskich kinach już od 26 października. Jego kolejny projekt, "Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie" wejdzie na ekrany 15 grudnia. W superprodukcji Garetha Edwardsa towarzyszą aktorowi m.in. Felicity Jones, Forest Whitaker i Alan Tudyk.

Dowiedz się więcej na temat: Mads Mikkelsen

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje