Maciej Stuhr: Nie potrafię siedzieć cicho

Maciej Stuhr - jako jedna z twarzy ruchu Kultura Niepodległa - opowiedział o projekcie artystów i politycznej sytuacji w kraju.

Maciej Stuhr

23 sierpnia na oficjalnym kanale w serwisie Youtube pojawił się manifest Kultury Niepodległej. W spocie we wspólnym przemówieniu wystąpiła grupa polskich artystów. Kultura Niepodległa, zgodnie z ich słowami, ma być ruchem powstałym w celu "obrony prawa każdego obywatela do nieograniczonego korzystania z dóbr kultury".  Organizacja ma zachować pełną neutralność polityczną i światopoglądową. Jej odezwa skierowana została do wszystkich uczestników kultury - twórców, animatorów i odbiorców. Działalność "Kultury Niepodległej" ma sprowadzać się do pracy artystycznej i edukacyjnej. Pierwszym punktem w planie nowopowstałego ruchu jest przygotowanie obywatelskich obchodów stulecia niepodległości Rzeczpospolitej. W trzyminutowym spocie pojawili się m.in. Kayah, Bartłomiej Topa, Magdalena Cielecka, Robert Gonera i Jacek Poniedziałek.

Reklama

Maciej Stuhr wystąpił w programie "Fakty po faktach" jako jeden z sygnatariuszy manifestu. "Kultura Niepodległa jest jak na razie raczej ideą niż organizacją. Myślą przewodnią dla artystów jest zjednoczenie wszystkich, którzy czują się związani z polską kulturą" - powiedział aktor. Stuhr wymienił dwa powody dla takiego działania. Pierwszy, jak ujął to aktor - "metafizyczny", to uniezależnienie kultury od jakichkolwiek wpływów politycznych. Drugim, "bardziej realnym", jest przygotowanie przez artystów programu obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę.

"Metafizyczność" pierwszego postulatu sprowadza się w dużej mierze do karkołomnego zadania uwolnienia sztuki od polityki. Jak zauważyła prowadząca wywiad Katarzyna Kolenda-Zaleska, to władza finansuje kulturę. Środkami pieniężnymi przeznaczonymi na cele kulturalne dysponuje Ministerstwo Kultury i samorządy. "Oczywiście. W tym względzie kultura zawsze będzie od nich jakoś zależna" - odpowiedział Stuhr. "Dlatego też jednym - umówmy się od razu, że z mniej realnych -postulatów Kultury Niepodległej jest wpływ na obsadę stanowiska Ministra Kultury. Żeby o tym współ- przynajmniej decydowali twórcy i ludzie związani z kulturą, a nie tylko politycy" - kontynuował aktor.

W kontekście zorganizowania przez 'Kulturę Niepodległą obchodów stulecia niepodległości Stuhr dodał zaś, że "idea ta jest bardzo otwarta i niezamknięta na nikogo". Wyjątek mają stanowić politycy. "Kultura Niepodległa - przyznał aktor - nie chce się mieszać do polityki i z politykami mieć za wiele wspólnego. Natomiast rocznica jest wielka i ważna i trzeba ją pięknie uczcić, a któż to zrobi lepiej niż wspaniali artyści?".

Stuhr stwierdził także, że kultura "niestety jest taką sferą życia, jedną chyba z niewielu, w której demokracja się nie sprawdza". Jedyną możliwością udziału odbiorców w kulturze jest kupowanie biletów, książek lub płyt. "Natomiast co tym odbiorcom zaserwować, zaprezentować - nie da się wyłonić tego na zasadach demokratycznych. To znaczy - ktoś musi zdecydować o czym napisze książkę. I musi zdecydować o tym autor. Nie może o tym zdecydować polityk, nie może o tym zdecydować czytelnik" - tłumaczył artysta.

W przypadku przejęcia decydującej roli przez polityka sztuka może błyskawicznie stać się rzecznikiem władzy. Z kolei jeśli o kulturze wyrokować mieliby widzowie, to sztuka mogłaby zostać sprowadzona do roli powtarzania tych samych, opłacalnych schematów. "To nas nie posunie nigdzie" - skonstatował aktor.

Mimo manifestowanej apolityczności ruchu Kultura Niepodległa dyskusja szybko przesunęła się ku problematyce związanej z władzą. Stuhr znany jest ze swojego nieprzychylnego zdania na temat rządzącej obecnie ekipy. Aktor niejednokrotnie już występował publicznie, by głośno wyrazić własną opinię na gorące tematy polityczne i społeczne. Zawsze spotykało się to z wyraźnym odzewem obywateli - tak pozytywnym, jak i negatywnym. Na pytanie, dlaczego nie korzysta z okazji, by "siedzieć cicho", opowiedział: "Nawet momentami z pewną zazdrością patrzę na niektórych kolegów, którzy po prostu robią swoje i potrafią trzymać język za zębami. Jest coś takiego we mnie, co mi po prostu nie pozwala siedzieć cicho" - podkreślił aktor.

Stuhr nawiązał także do powtarzających się pod jego adresem zarzutów, zgodnie z którymi artysta winien był równie zawzięcie protestować wobec działań poprzednich rządów. "Całe szczęście, że nie musiałem robić tego ja i mogłem się skupić na swoich rolach" - stwierdził. Zdaniem aktora wcześniej na rażące działania polityków mogły zareagować publiczne organy i instytucje. Teraz - przekonywał - sytuacja wygląda już inaczej. "Mógł to zrobić ktoś z telewizji publicznej, zauważyć, napiętnować i nagłośnić. Mógł to zrobić niezależny prokurator i osądzić niezależny sędzia. A jak sprawa była z tych najpoważniejszych, to mógł wydać wyrok Trybunał Konstytucyjny. Wymieniam to na tych palcach, które dzisiaj właściwie są zwiędnięte i gdzieś wiszą na kikucie ręki" - powiedział. "Coraz mniej tych palców, które można wyliczać - kto się ma zająć protestem".

"Nawet jeśli w tej chwili ekipa PiS, ekipa rządzących, składa się z krystalicznie czystych postaci i te rządy, tak jak by oni chcieli, będą trwały 30 lat. Co będzie, jeśli za 25 lat się zdarzy jeden (polityk - przyp. red.), który nie będzie aniołem. Kto go wtedy wyłowi? Prokurator, sędzia, sędzia trybunału, czy Krzysztof Ziemiec w głównym wydaniu ‘Wiadomości’? Nie sądzę, żeby jakikolwiek z nich" - dodał Stuhr.

Na pytanie co w obecnej sytuacji politycznej wydaje się najgroźniejszym problemem, aktor odpowiedział, że jest to "stosunek do prawa". "Czyli - jeżeli prawo nam się nie podoba, to to nie jest ważne prawo" - stwierdził. "To jest po prostu coś, co może ten kraj naprawdę doprowadzić do anarchii. No bo dlaczego ja mam się teraz zatrzymywać na czerwonym świetle? Ja mam inny pomysł" - zawyrokował Stuhr.

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Stuhr

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje