Łódzka Filmówka: Wódka, dziewczyny i karty

Egzaminy były loterią, a studia - nieustająca balangą.

"Niewinni czarodzieje" Andrzeja Wajdy (1060) były pokoleniowym manifestem

Zbudowany na początku XX wieku na obrzeżach łódzkiego Parku Źródliska pałac Oskara Kona, dawnego właściciela Manufaktury, był na tle innych pałaców tego miasta synonimem prostoty. Jednopiętrowa konstrukcja kryta blaszanym dachem, do której prowadzi podparty czterema kolumnami ganek. Na tyłach znajdował się ogród z alejkami, ławkami i drewniana altanką. Wewnątrz eleganckie posadzki, kolorowe łazienki, a w holu kryształowe lustra - zanim tuż po wojnie szabrownicy nie wyrwali ich ze ścian. W pobliżu fabryka włókiennicza, liceum, i więzienie - dobre miejsca do czerpania filmowych inspiracji.

To właśnie w pałacu Kona przy ulicy Targowej 61 jesienią 1948 r. nastąpiła inauguracja pierwszego roku akademickiego Wyższej Szkoły Filmowej, popularnej "Filmówki". Od 1958 r., po połączeniu z Państwową Wyższą Szkołą Aktorską, nosi ona nazwę Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera. W 1948 r. wśród jej pierwszych wykładowców znaleźli się związani z kinem przedwojennym Jerzy Toeplitz, Wanda Jakubowska i Jerzy Bossak, a wśród studentów - Janusz Nasfeter, Romuald Kropat, Witold Lesiewicz i Kurt Weber.

Andrzej Wajda rozpoczął tu studia rok później. Studiował na ASP w Krakowie, a decyzję o zdawaniu do Filmówki podjął podczas nieudanych deszczowych wakacji w Sopocie, spędzanych ze swoją pierwszą żoną, malarką Gabrielą Obrembą. Był z nimi również kolega z ASP Konrad Nałęcki (przyszły reżyser serialu "Czterej pancerni i pies"). W miesięczniku "Film" Wajda zobaczył fotoreportaż z nowootwartej szkoły filmowej.

Reklama

"Wszystko zależało do pogody. Jeśli będzie słońce, zostajemy nad morzem. Jeśli deszcz, jedziemy zdawać do szkoły. Rano lał deszcz" - wspominał reżyser. Szkoły nie lubił, a kiedy prof. Bossak odrzucił jego film dyplomowy "Kiedy ty śpisz", obraził się. Potem Wajda zgłosił jako dyplom swój pierwszy film "Pokolenie". Dyplomu nie odebrał.

W pierwszych latach studenci mieszkali w internacie na terenie szkoły. Wajda z Nałęckim dzielili pokój na końcu korytarza z trzema innymi chłopakami. Dwa jednoosobowe pokoje zajęli Andrzej Munk (ze względu na gruźlicę) oraz Janusz Nasfeter. Kiedy 19-letni Kazimierz Kutz przyjechał do Łodzi na egzaminy, z wrażenia trzęsły mu się nogi. Był chłopakiem ze śląskich Szopienic i nigdy wcześniej nie był w pałacu. Podczas egzaminu Antoni Bohdziewicz położył na popielniczce wyjętą z ust fajkę. "To są rekwizyty. Ma pan minutę, żeby wymyślić opowiadanie filmowe, w którym odegrają ważną rolę i będą pointą" - polecił. Kutz z wrażenia stracił przytomność. Do szkoły jednak się dostał.

Egzamin wstępny był zawsze loterią, bo nie sposób było się do niego przygotować. Tadeusz Chmielewski musiał wyjaśnić na czym polega realizm socjalistyczny. Opisał, czym jest realizm, ale wobec jego wersji socjalistycznej okazał się bezradny. "Ma pan rację, bo my też nie wiemy" - odpowiedział rozbrajająco przewodniczący komisji. Zdał. Jacka Korcellego zapytano, jaki jest zawód roznegliżowanej pani na okazanym zdjęciu. "Bałem się wymówić słowa, jakie mi się narzucało" - wspominał. Niepotrzebnie. Poprawna odpowiedź brzmiała bowiem: modelka.

Andrzej Kondratiuk dostał się do szkoły za drugim razem. "Poproszono nas o wyrażenie przy pomocy kolegów idei-hasła. Ja miałem przedstawić ideę gogolowskiego 'Rewizora'. Na stole ustawiłem stolik, na stoliku krzesło, na nim posadziłem statystę. Koledzy na stole byli wypięci tyłkami do oceniających, reszta siedziała na podłodze. Carska drabina władzy. Dostałem za to pięć" - wspominał. Janusz Majewski o mało nie poległ na pytaniu prof. Antoniego Bohdziewicza: co by zmienił w sali, gdyby kręcił reportaż z egzaminów wstępnych. "Pana bym zmienił, bo nie musiałbym się tak męczyć" - wypalił. Mimo to został przyjęty. A Bohdziewiczowi chodziło o zmianę światła tak, by komisja siedziała tyłem do okna.

Janusz Morgenstern mieszkał w 30-osobowym pokoju (tzw. "ogierni", w którym spali na trzykondygnacyjnych łóżkach. Miał jedną parę spodni i kilka koszul. Ponieważ był najlepszym studentem na roku, szybko został asystentem prof. Bohdziewicza i zamieszkał w dwuosobowym pokoju. Przygarnął Kutza, broniąc go przed kolegami, którzy każdej niedzieli robili mu awanturę o to, że nie chodzi do kościoła. Odtąd Kutz miał spokój i obaj mogli w niedziele spać do woli. Niestety, pokój był na poddaszu, więc w czasie deszczu woda kapała im na głowy. Przynieśli więc z pracowni olejny obraz niedoszłego malarza Andrzeja Wajdy przedstawiający topole. Służył im jako parasol.

Dziewczyny były wśród studentów Filmówki mniejszością, więc nie mogły opędzić się od adoratorów. Zajmowały dwa małe pokoje z osobnym wejściem, za to miały do dyspozycji własną łazienkę z ciepłą wodą (mężczyźni tylko jeden wspólny prysznic). Powszechną praktyką było przychodzenie do koleżanek na kąpiel. Ewa Petelska wspominała, że kiedy Morgenstern korzystał z ich prysznica, wołały: "O, znów ten brudas, co nie wychodzi z łazienki".

Ewa i Czesław Petelscy byli pierwszą studencka parą, która wzięła ślub. Do USC pojechali służbowym samochodem rektora Toeplitza i dostali pokój z prawem zamieszkania we dwoje. Filmowych małżeństw było potem więcej, m.in.: Jadwiga Zawadzka wyszła za Witolda Żukowskiego, a Nina Fleiszer za reżysera Wadima Berestowskiego. W mieszkaniu tego ostatniego Roman Polański urządził słynne wesele z Barbarą Kwiatkowską, podczas którego doszło do interwencji milicji.

Późniejszy reżyser i operator Andrzej Kostenko kochał się przeważnie w tych, u których nie miał szans: m.in. w uważanej za najpiękniejszą dziewczynę Łodzi Monice Dzienisiewicz (została żoną Wowo Bielickiego, a później Daniela Olbrychskiego i Andrzeja Kopiczyńskiego), Marcie Lipińskiej (wyszła za mąż za operatora Krzysztofa Winiewicza, a potem Macieja Englerta) czy Ewie Stefaniak (zakochała się w studencie reżyserii Andrzeju Czekalskim, który był też autorem tekstu piosenki "Pamiętasz, była jesień"). Andrzej Kondratiuk uważał jednak, że miłość i sztuka nie mogą iść w parze. "Żaden z wielkich artystów nie zmieni oklasków na kochankę" - mówił.

Najważniejszym miejscem w szkole były bez wątpienia schody. W połowie drogi znajdowała się toaleta. Siadało się na nich, ponieważ w szkole nie było gdzie usiąść. Odpytywano się przed egzaminami, pito piwo, zwierzano z problemów. Przez pewien czas praktykowano zawody polegające na wchodzeniu na nie na rękach i skokach z góry. Władze uczelni zakazały tego, gdy pewien student po skoku uderzył głową o bufet. Roman Polański, obok Andrzeja Wajdy najsłynniejszy absolwent Filmówki, powie po latach, że "po 'Pancerniku Potiomkinie' są to najsłynniejsze schody w historii światowej kinematografii".

W wolnym czasie studenci grali w karty i pili. Kiedy alkohol się kończył, a czuli się "niedopici", ruszali w miasto. Pewnego razu pijany Andrzej Munk przestawił latarnię na Wodnym Rynku. Rej wodził z reguły Jan Łomnicki. Kiedy zbyt narozrabiał, koledzy z ZMP kazali mu nazajutrz wygłaszać referat o zgubnych skutkach picia alkoholu. Czynił to wielokrotnie. W końcu wyrzucono go z ZMP, choć pozwolono zostać w szkole. Studenci Filmówki wymyślili również oryginalne zawody "o najgłupszy uśmiech pod wodą" przeprowadzane w ogrodowej fontannie. Dwukrotnym zwycięzcą był Andrzej Kostenko. W fontannie stawiano również stolik, przy którym grano w brydża. Najbardziej zapalonym brydżystą był Henryk Kluba.

TP

Dowiedz się więcej na temat: PWST

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje