Liza Minnelli: Pocieszenia szukała w alkoholu i antydepresantach

Gwiazda "Kabaretu" nie miała szczęśliwego dzieciństwa ani normalnego domu. Relacje Lizy Minnelli z jej matką, znaną hollywoodzką gwiazdą Judy Garland, nie należały do łatwych. Aktorka nigdy nie zaznała prawdziwej miłości, ani w dzieciństwie, ani później.

Liza Minnelli w 2008 roku

Berlin szalonych lat 20. XX wieku z filmu "Kabaret" to miasto sztuki i zepsucia. Nigdy nie śpi. Są tu kabarety, rewie, studia filmowe, narkotyki, alkohol oraz płatna miłość oferowana przez ponętne dziewczyny i ładnych chłopców. Sceneria jakby stworzona do zaprezentowania talentu Lizy Minnelli.

Reklama

Ludzie podobni do bohaterów "Kabaretu" otaczali ją od dziecka. Blaski i mrok życia artystów znała jak nikt inny. I nigdy nie umiała wyrwać się z tego zaklętego kręgu. "Może nad kobietami z jej rodziny nie ciąży klątwa. Ale w takim razie, jak wyjaśnić to wszystko, co je spotyka?" - powiedział jeden ze znajomych Lizy Minnelli na wiadomość, że wkrótce po zakończeniu kolejnej kuracji odwykowej wróciła do kieliszka i tabletek.

Czemu? Rozwiązania tej tajemnicy trzeba szukać w jej przeszłości i rodzinnym domu. Po swojej matce, słynnej aktorce Judy Garland, Liza odziedziczyła fantastyczne zdolności wokalne i aktorskie oraz wierną miłość fanów. Kochali ją tak bardzo, że błagając o kolejny koncert, zapewniali, że nie musi nawet śpiewać. Byle tylko wyszła na scenę i była z nimi. Cóż z tego, skoro Garland pozostawiła swej córce w spadku także uzależnienie od leków, alkoholu i narkotyków. Oraz prawdziwy talent do wybierania sobie zupełnie nieodpowiednich partnerów życiowych...

Pęd do kariery

Pierwszy krok na tej ścieżce postawiła już na początku XX w. babka Lizy, Ethel. Wyszła za mąż za aktora i właściciela kin Francisa Aventa Gumma i urodziła mu trzy córki. Podziwiała artystyczny talent męża i obiecała sobie, że z dziewczynek zrobi gwiazdy pierwszej wielkości. Godziła się z tym, że co pewien czas mąż w popłochu oznajmiał jej, że muszą się przeprowadzić. Działo się tak, gdy policja zaczynała się interesować jego sekretnym, drugim życiem. Przykładny na pozór mąż Ethel po spektaklach zwykł zapraszać do swojej garderoby nastoletnich chłopców. Gdyby doszło do procesu, mógł spodziewać się wieloletniego wyroku, wolał więc dyskretnie znikać... W stanach tzw. pasa biblijnego, na Środkowym Zachodzie USA, realna była też druga, jeszcze gorsza możliwość, czyli lincz.

Tylko jedna z córek Ethel spełniła jej sny o podboju Hollywood. Judy, która przybrała artystyczny pseudonim Garland, stała się najpierw gwiazdą jako kilkulatka. Świadek jednego z jej pierwszych występów mówił, że coś takiego widział tylko raz w życiu. W zatłoczonej sali hotelowej, pełnej rozmawiających ludzi, pojawiła się malutka dziewczynka. Stanęła obok pianina i zaczęła śpiewać. Wszyscy nagle umilkli i trwali w osłupieniu do końca jej recitalu. W wieku 17 lat Garland podbiła Amerykę rolą Dorotki w "Czarnoksiężniku z Oz". Jako kontraktowa gwiazda filmowego giganta Metro-Goldwyn-Mayer w ciągu kilkunastu lat zagrała w blisko 30 filmach.

Kariera miała jednak swoją cenę. Jedni producenci żądali, by była bardziej wiotka i dziewczęca. Na ich życzenie chudła. Inni chcieli, by miała pełniejsze, kobiece kształty. Dla nich tyła. Nigdy nie była wystarczająco dobra. Stale krytykowana, traciła poczucie własnej wartości. Gdy była zmęczona, dostawała od matki lub agentów tabletki pobudzające z amfetaminą. A przed snem zażywała barbiturany na uspokojenie. Efekty były opłakane. Małżeństwo z Vincentem Minnellim (to on wyreżyserował słynny musical "Amerykanin w Paryżu") nie poprawiło stanu Judy Garland. W starszym od siebie reżyserze szukała bezpieczeństwa. Zawiodła się. Przeżyła szok, kiedy zaskoczyła go podczas intymnej sceny z przystojnym kamerdynerem. Wtedy podcięła sobie żyły, a Vincent musiał wyrywać jej z rąk brzytwę.

W takim to właśnie domu przyszła na świat w 1946 r. mała Lisa. Nie miała sielskiego dzieciństwa - jej mama raz po raz trafiała na oddziały odwykowe, dostawała ataków szału. Uwielbiana przez tłumy, swoim dzieciom nie potrafiła okazać serca. A jednak Liza, która zadebiutowała przed kamerami niedługo po tym, jak nauczyła się chodzić, bardzo kochała matkę. I opiekowała się nią, jak umiała. Raz, gdy Garland wyskakiwała przez okno, złapała ją dosłownie w ostatniej chwili. Po przedwczesnej śmierci Judy napisała o niej: "Dała mi radość życia. Jeżeli byłaby postacią tragiczną, jak mówią, to ja byłabym nikim, wrakiem. A tak nie jest. Przeciętność nigdy nie była dla niej - nudziła ją. Była wielką gwiazdą, wielkim talentem i przez resztę mojego życia będę dumna z tego, że jestem córką Judy Garland".

Nikt jej nie ostrzegł

Wychowana wśród dawnych i przyszłych gwiazd Hollywood, Liza Minnelli nie znała innej drogi. "Pamiętam, jak na placu zabaw w Beverly Hills siedziałam w piaskownicy z Mią Farrow, Candice Bergen i Tishą Sterling i słuchałyśmy, jak nasze nianie rozprawiały o tym, który z ich pracodawców dostanie w tym roku Oscara" - opowiadała dziennikarzom.

Sama zdobyła tę wymarzoną statuetkę w 1972 r. za pierwszoplanową rolę właśnie w "Kabarecie". Nie mogła się pochwalić swym sukcesem matce - ta nie żyła już od trzech lat. Jej los nie stał się jednak dla Lizy ostrzeżeniem. Podejmując kolejne życiowe decyzje, podążała wiernie jej śladem.

Pierwszy raz wyszła za mąż jako 19-latka za filmowca Petera Allena. Wszyscy wokół wiedzieli, że nie powinna akurat jemu mówić "tak" przed ołtarzem, ale nikt jej nie ostrzegł. Prawdę o mężu musiała odkryć sama. Pewnego dnia, po wcześniejszym, a niezapowiedzianym powrocie do domu, nakryła swojego męża z kochankiem. W wywiadach wspominała później, że od tamtej pory zawsze dzwoni, zanim wróci do domu. Sprawa była bulwersująca nawet jak na wielce liberalne hollywoodzkie standardy, bo partnerem Allena był Mark Herron... ostatni mąż Judy Garland, czyli ojczym Lizy.

Po nieuniknionym w tej sytuacji rozwodzie jeszcze trzy razy wychodziła za mąż, zwykle na krótko. Najbardziej stabilny, kilkunastoletni był jej związek z rzeźbiarzem Markiem Gero. Rozpaczliwie chciała urodzić mu dzieci. Trzy razy zachodziła w ciążę, ale dwa razy poroniła. Jedna ciąża była na tyle zaawansowana, że Liza zgodnie z amerykańskim prawem musiała przejść przez poród, chociaż wiedziała już, że jej dziecko nie żyje. "Uświadomiłam sobie, że Bóg nie chciał, abym została matką. Wtedy zaangażowałam się w pomoc dla dzieci z uszkodzeniami mózgu" - mówiła w wywiadach.

Pocieszenia szukała jednak także w alkoholu i antydepresantach. Po wirusowej infekcji przeżyła zapaść. Musiała na nowo uczyć się chodzić i mówić. Ale po powrocie na scenę wciąż olśniewała. Wielokrotnie wygrywała w amerykańskich sondażach na najbardziej lubianą gwiazdę kina. Niedawno na swojej stronie internetowej zaczęła się żegnać z wielbicielami. Ale zarazem mówi: "Kto tęskni za wczoraj i boi się jutra, marnuje życie".

BZ

Dowiedz się więcej na temat: Liza Minnelli

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje