Lesław Żurek jak Cybulski

To jego czas. Lesław Żurek gra u najlepszych reżyserów, w znakomitych filmach. Gwiazdę serialu "Londyńczycy" możemy obecnie oglądać w obrazie "Mniejsze zło" Janusza Morgensterna.

Kiedy kończył szkołę aktorską nawet nie marzył, że będzie grał u tak wybitnych twórców. A już półtora roku później dostał tytułową rolę w filmie słynnego Anglika Kena Loacha: "Polak potrzebny od zaraz".

Reklama

"Kończąc szkołę myślałem, że w ogóle nie będę pracował w tym zawodzie. Nie miałem ochoty iść do jakiegoś prowincjonalnego teatru i grać Hamletów, Kordianów, itd. Zastanawiałem się, jak to wszystko się potoczy. Czy będę pracował w teatrze, że może czasami coś zagram w filmie. I nagle dostałem zaproszenie do przygody, która trwa do dziś" - wyznaje Żurek.

Mimo sławy, uznania i nagród nie widać, by sukces, jaki odniósł robił na artyście specjalne wrażenie.

"W Polsce kariera aktora to taka sinusoida. Raz jesteś na górze, zaraz potem na dole. Teraz jestem wysoko, ale za moment może mnie w ogóle nie być. I jak sobie teraz będę wyobrażał, że jestem nie wiadomo kim, to jak nic nie będę robił, popadnę w depresję. Wolę sobie nic nie wyobrażać" - przekonuje serialowy Andrzej z "Londyńczyków".

Gwiazdor przyznaje, że nie wie czym mógłby się zająć, gdyby nie został aktorem.

"Nie chcę myśleć, że nic innego nie mogę robić. To nie jest moje powołanie. Może dlatego tak się cieszę z każdego projektu, bo to kolejna przygoda. Następna może się nie wydarzyć" - twierdzi.

Co ciekawe przed szkołą teatralną studiował ekonomię. Zostawił ją właśnie po to, aby przeżyć przygodę.

"Stwierdziłem, że nudno jest być ekonomistą. Wyobraziłem sobie siebie przed komputerem w biurze, jeżdżącego po sklepach i sprzedającego jakieś produkty albo wyliczającego słupki matematyczne na giełdzie i nie spodobało mi się to" - opowiada.

W ostatnim czasie Żurek zagrał główną rolę w filmie "Mniejsze zło" nestora polskiego kina - Janusza Morgensterna.

"Brałem udział w zdjęciach próbnych, ale od początku miałem wrażenie, że zagram tę postać, że panu Januszowi chodzi o mnie. Już podczas pierwszego spotkania dobrze się dogadywaliśmy, rozmawialiśmy o scenariuszu, moim bohaterze" - szczerze wyznaje aktor.

Artysta bardzo chwali sobie współpracę z niemal 90-letnim reżyserem-legendą.

"Dzieli nas taka różnica wieku... Wydawałoby się, że nie mamy o czym rozmawiać, bo kompletnie inne rzeczy nas interesują. A okazało się, że rozumiemy się idealnie. Uwielbiałem się z nim spotykać i dyskutować, dosłownie na wszystkie tematy. To było niesamowite. Codziennie chciało się przyjeżdżać na plan zdjęciowy, bo tam czekał pan Janusz" - twierdzi Żurek.

W obrazie "Mniejsze zło" gwiazdor wciela się w Kamila, niedoszłego artystę. Artysta mówi skromnie, że kilka z jego pomysłów na tę postać zostało wykorzystanych w filmie.

"Na przykład wojskowa kurtka, w której chodzi - słynna M65. Kiedy zastanawialiśmy się, jak ubrać mojego bohatera, aby podkreślić jego charakter, od razu przyszła mi do głowy. Nosił ją przecież Zbigniew Cybulski, który grał u Janusza Morgensterna w Do widzenia, do jutra. Przypomniałem sobie również Aktorów prowincjonalnych Agnieszki Holland, gdzie Tadeusz Huk ma właśnie taką kurtkę. Był to znak tamtych czasów, pewnego snobizmu artystycznego. Można ją było przywieźć z zagranicy, a artyści dosyć często mieli taką możliwość. A Kamil próbuje być przecież artystą" - opowiada.

Aktor raczej nie bywa na różnego rodzaju imprezach, w których gustują jego koledzy po fachu.

"Nie zapraszają mnie, oprócz premier tych filmów, w których gram" - żartuje.

I dodaje: "Mówiąc poważnie, nie lubię bywać na salonach, to nie mój świat. Wolę poznawać znane osoby na planie. A ze znajomymi spotykam się prywatnie, nie wiem, jak na takich imprezach można znieść ciągłe pstrykanie aparatów przed oczami. Nawet wina w spokoju nie można wypić.

Lesław Żurek - następca Cybulskiego?

Dowiedz się więcej na temat: Lesław Żurek | zło | Cybulski | żurek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje