Krytycy filmowi o Andrzeju Żuławskim: To był reżyser-wizjoner

"Andrzej Żuławski był reżyserem, który zmieniał język polskiego kina. Był jednym z największych nowatorów i enfant terrible w świecie filmu" - powiedział krytyk filmowy Łukasz Maciejewski. "To był reżyser-wizjoner, reżyser, który miał wyobraźnię, który stosował śmiałe chwyty, śmiałe efekty" - dodał krytyk Andrzej Bukowiecki.

Andrzej Żuławski (1940-2016)

Andrzej Żuławski - jeden z najwybitniejszych polskich twórców filmowych, autor "Opętania", "Szamanki" i nagrodzonego w 2015 r. w Locarno "Kosmosu" - zmarł w środę, 17 lutego.

"Poznałem Andrzeja Żuławskiego - miałem ten wielki zaszczyt i przyjemność - na Camerimage na początku lat 90. Przyjechał wtedy na festiwal z jednym ze swoich filmów" - wspominał w rozmowie z PAP Andrzej Bukowiecki.

Reklama

"Miałem wtedy w głowie jego obraz jako reżysera - za co on by się chyba teraz nawet nie obraził, chyba zrobilibyśmy mu krzywdę, odmawiając mu tego - kontrowersyjnego i prowokacyjnego wręcz w swoich filmach. Tymczasem spotkałem człowieka - a byłem wtedy młodą, początkującą osobą zajmującą się kinem - który przyjął mnie bardzo serdecznie, ciepło, skrócił od razu dystans, choć był przecież wybitnym, uznanym w świecie twórcą" - opowiadał krytyk.

"Andrzej Żuławski był uczniem, wychowankiem Andrzeja Wajdy, któremu asystował przy 'Miłości dwudziestolatków', 'Samsonie', 'Popiołach'. To jest jedna sprawa. Druga sprawa - podstawowa, kluczowa - to że Żuławski był reżyserem jednego z najwspanialszych, choć bardzo kontrowersyjnych polskich debiutów - ale dzisiaj wszyscy jesteśmy zgodni, że to jeden z najważniejszych debiutów polskiego kina. Mówię o 'Trzeciej części nocy'. Było to szokujące jak na tamte czasy, a nawet jak na czasy dzisiejsze, spojrzenie, zupełnie odmienne, na okupację hitlerowską" - powiedział Bukowiecki.

"Jego następny film, horror kostiumowy 'Diabeł', został dopuszczony na ekrany dopiero po Sierpniu 1980 r.; został zdjęty z półki i udostępniony publicznie" - opowiadał krytyk.

Tak jak Żuławski miał słynny debiut, miał też swój słynny dramat, którego doświadczył - przypomniał Bukowiecki. Jak tłumaczył, chodzi o moment, gdy w PRL w drugiej połowie lat 70. przerwano odgórnie produkcję filmu science fiction Żuławskiego "Na srebrnym globie" (prace nad nim wznowiono dopiero w połowie lat 80.). "Nawet powstał o tym osobny dokument" - opowiadał Bukowiecki, wspominając problemy reżysera z produkcją. "Doszukiwano się aluzji politycznych w tym filmie" - opowiadał.

"Prawdopodobnie to niepowodzenia polskie były przyczyną tego, że Żuławski filmy zaczął kręcić we Francji. Powstały wtedy filmy ostre obyczajowo, prowokacyjne, nie stroniące od erotyzmu, wśród nich dzieła lepsze lub gorsze" - mówił Bukowiecki. "Do lepszych należą na pewno 'Kobieta publiczna', 'Najważniejsze to kochać'" - wymieniał. "Film, który bardzo wysoko cenię, to 'Borys Godunow', niesłychanie ekspresyjny, wizyjny" - dodał krytyk.

"Andrzej Żuławski to był reżyser-wizjoner, to był reżyser, który miał wyobraźnię, który stosował śmiałe chwyty, śmiałe efekty" - podkreślił Bukowiecki.

Zwrócił jednocześnie uwagę, że w dorobku artysty znalazł się także "film stonowany, bardzo spokojny" - "Wierność" z Sophie Marceau, "historia o kobiecie, która wbrew bohaterkom wszelkich możliwych romansów i melodramatów była wierna swemu niezbyt ciekawemu partnerowi".

Żuławski miał też artystyczną wpadkę, "Szamankę" - film, w którym "kontrowersje, rzeczy wątpliwe artystycznie przeważały nad zaletami" - przypomniał krytyk.

U schyłku życia Andrzej Żuławski nakręcił film "Kosmos", za który w 2015 r. otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera na festiwalu w Locarno. "Czy można wyobrazić sobie piękniejsze pożegnanie z kinem?" - powiedział Bukowiecki.

Andrzej Żuławski był reżyserem, który zmieniał język polskiego kina. Był jednym z największych nowatorów i enfant terrible w świecie filmu - powiedział PAP krytyk filmowy Łukasz Maciejewski.

"Patrząc na wielkich twórców powojennego polskiego kina: Andrzeja Wajdę, Wojciecha Jerzego Hasa, Kazimierza Kutza, Jerzego Kawalerowicza - widzimy, że byli oni mocno zakorzenieni w literaturze polskiej i w wielkim polskim micie romantycznym. Przyglądając się twórczości Żuławskiego widać natomiast, że on kompletnie inaczej przepracowywał ten temat niż na przykład wprowadzający go do zawodu Andrzej Wajda" - zaznaczył w rozmowie z PAP Łukasz Maciejewski.

Według Maciejewskiego Żuławski był twórcą pozostającym w nieustannej polemice z tamtymi wielkimi artystami, z romantyczną wizją czy nawet romantycznymi polskimi mrzonkami. "Był enfant terrible kina. Bardzo go za tę postawę szanowałem" - podkreślił krytyk.

Maciejewski przypomniał, że Żuławski mieszkając w Polsce robił filmy we Francji i że we frankojęzycznej kulturze ma bardzo wysoką pozycję. "Wszyscy tam wiedzą, kto to jest Żuławski; jest tam wydawany, celebrowany, hołubiony. Najlepszy dowód, że od wielu lat we Francji przede wszystkim realizował swoje filmy. Jego ostatnim filmem zrealizowanym w kraju była 'Szamanka'" - zauważył.

"Jako krytyk filmowy często z jego utworami polemizowałem, choć bardzo cenię jego filmy francuskie, przede wszystkim 'Opętanie' z Isabelle Adjani, ale również 'Najważniejsze to kochać' z Romy Schneider" - dodał.

Maciejewski podzielił się też osobistym wspomnieniem. "Nie zapomnę mojego spotkania z tym twórcą, kiedy jeszcze, jako licealista znalazłem się w jury tarnowskiego festiwalu filmowego, a przewodniczącym tego gremium był właśnie Andrzej Żuławski. To była dla mnie lekcja na całej życie, zetknięcie się z kimś, kto jest absolutnie bezkompromisowy a jednocześnie uważnie słucha, co druga osoba ma do powiedzenia, nawet jeśli ma odmienne zdanie, nawet jeśli tą osobą był siedemnastoletni uczeń, chłopak z prowincji, z Tarnowa" - wspominał. 

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Żuławski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje