"Kingsajz": To już 30 lat

To z tego filmu pochodzi jedna z najlepszych erotycznych scen w historii polskiego kina. 2 maja 1988 roku odbyła się premiera komedii Juliusza Machulskiego "Kingsajz". Mija 30 lat od tego dnia.

Jacek Chmeilnik w filmie "Kingsajz" / screen

W drugiej połowie lat 80. XX wieku Juliusz Machulski był już cenionym reżyserem. Trzy jego filmy: "Vabank", "Seksmisja" i "Vabank II, czyli riposta" okazały się wielkimi przebojami kasowymi. I nagle pojawiła się komedia "Kingsajz" - opowieść o krasnoludkach, które mieszkają w Szuflandii, a ich największym marzeniem jest przeniesienie się za pomocą preparatu o nazwie Kingsajz do krainy ludzi o normalnym wzroście.

Reklama

Bohaterem nowego obrazu młodego reżysera został redaktor pisma "Pasikonik" Olo Jedlina (Jacek Chmielnik), który pewnego dnia wyznaje narzeczonej, że... jest krasnoludkiem. Ewa (Liza Machulska) przyjmuje to oświadczenie z niedowierzaniem. Olo nie ma jednak czasu na szczegółowe wyjaśnienia, musi bowiem pospieszyć na ratunek przyjacielowi.

Adaś Haps (Grzegorz Heromiński), chemik, który od dłuższego czasu pracuje nad syntezą substancji pozwalającej powiększać krasnoludki do ludzkich rozmiarów, jest w niebezpieczeństwie. Na jego trop wpadli agenci Szuflandii - Zyl (Joachim Lamża) i Waś (Maciej Kozłowski). Od nadszyszkownika Kilkujadka (Jerzy Stuhr) otrzymali oni zadanie zniszczenia laboratorium Hapsa i sprowadzenia naukowca z powrotem do Szuflandii. Olo ma przejąć od Adasia bezcenny preparat, ale jest tylko świadkiem obezwładnienia i pojmania przyjaciela. W ostatniej chwili Adasiowi udaje się jednak fiolkę z "kingsajzem" włożyć do kieszeni płaszcza Ali (Katarzyna Figura). Jedlina rusza jej śladem...

Pomysł filmu wykiełkował w głowie Machulskiego w czasie powrotnego lotu do Polski, po rocznym pobycie w Kalifornii w ramach stypendium Fullbrighta. Wtedy to reżyser wpadł na pomysł, aby państwo krasnoludków (Szuflandię umieszczoną w zapomnianym archiwum) uczynić modelem PRL-u, a świat ludzi symbolem Zachodu. Analogia ta jest wyraźna w wielu kadrach. Przemówienia krasnoludzkich włodarzy brzmią jak cytaty z sejmowych wystąpień, a państwo nazywane jest Rzeczpospolitą Krasnoludową.

Scenariusz filmu napisali wspólnie Juliusz Machulski i Jolanta Hartwig-Sosnowska (razem pracowali także nad "Seksmisją"). Jak przyznała współscenarzystka w wywiadzie udzielonym "Kinu", w scenariuszu filmu znalazła się adnotacja: "Ambitne zadanie dla scenografa". Świat, który wymyślili scenarzyści "Kingsajzu", trzeba było bowiem stworzyć od podstaw.

"Nie żałowaliśmy sobie trudności. Od razu wiedzieliśmy, że nie mając do dyspozycji technik trikowych na odpowiednim poziomie, będziemy musieli operować skalą, to znaczy wykonać rekwizyty w skali 20:1. Nietrudno sobie wyobrazić, ile dziś w Polsce jest kłopotów z wykonaniem 2-metrowej szklanki, czy 10-metrowego stołka" - mówiła po premierze Hartwig-Sosnowska, żona scenografa Janusza Sosnowskiego.

W filmie wystąpiła plejada polskich gwiazd. Bohaterów filmu zagrali: Jerzy Stuhr (Kilkujadek), Jacek Chmielnik (Olo), Katarzyna Figura (Ala), Jan Machulski (Kwintek), Leonard Pietraszak (Kramerek).

"Kingsajz" przyjęty został jednak przez polską krytykę z rezerwą.

Bożena Janicka na łamach "Filmu" narzekała, że "obok pomysłów świetnych są słabsze, trafiają się dowcipy w nie najlepszym guście". Na pochwałę recenzentki zasłużyła za to cała "warstwa trickowa".

"Wielkie nagromadzenie spektakularnych atrakcji złożyło się na film interesujący, ale pozostawiający wrażenie niewykorzystanej szansy. (...) Zbyt wiele w założeniu dowcipnych point wyreżyserowanych i wydeklamowanych zostaje w taki sposób, że na długo przed nimi wiemy już, że za chwilę nastąpią" - pisał z kolei Maciej Pawlicki w "Kinie".

Nie przeszkodziło to jednak widzom tłumnie udać się kin. Z pewnością przyczyniła się do tego słynna, w której krasnoludek (Jacek Chmielnik) przechadza się po śpiącej, nagiej kobiecie (Katarzyna Figura).

"Niesłychanie mnie urzekła myśl, że ukochana jest w pełnej skali, a on się zmniejszył i nie może z powrotem powiększyć. I tu następuje osobliwa scena liryczna; ona spokojnie sobie śpi, mimo iż on po niej spaceruje" - opisywała swój pomysł Hartwig-Sosnowska.

W 2007 roku, z okazji 50-lecia Złotych Kaczek, czytelnicy magazynu "Film" uznali tę scenę za najlepszy erotyczny moment w historii polskiego kina.

Warto dodać, że autorem muzyki do filmu był Krzesimir Dębski, a wpadające w ucho piosenki wykonali: Anna Jurksztowicz, Majka Jeżowska i Mieczysław Szcześniak.

Dowiedz się więcej na temat: Kingsajz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje