Holly Hunter w filmie "I tak cię kocham"

Laureatka Oscara, na koncie z czterema nominacjami do statuetki Akademii. Od 40 lat pracuje w Hollywood i, jak sama powtarza, została stworzona do ról pierwszoplanowych. Nie unika jednak drugiego planu, tworząc postaci równie wyraziste. 5 stycznia na ekrany trafi komedia romantyczna "I tak cię kocham", w której Holly Hunter wcieliła się w rolę matki głównej bohaterki - i robi to z charyzmą godną oscarowej nominacji.

Holly Hunter (P) w filmie "I tak cię kocham"

Filmografia Holly Hunter obejmuje blisko 60 filmów. Zbiór filmowych nagród to: statuetka Oscara, Złotego Globu, Nagrody Emmy (aby wymienić niektóre z niekończącej się listy wyróżnień). Do aktorek z takim stażem nieczęsto trafiają propozycje pojawienia się w roli dla nich nowej. Rozpiętość ról, w jakich pojawiła się Holly Hunter, jest imponująca: od morderczyni cheerleaderek z Teksasu, poprzez głuchoniemą XIX-wieczną pianistkę - do roli w filmie o superbohaterach.

Reklama

Nigdy nie występowała jednak w scenariuszu opartym na prawdziwych wydarzeniach, do tego pióra bohaterów opowiadanej historii.

Uwagę Holly Hunter zwróciło to, jak "I tak cię kocham" łączy ze sobą pozornie nieprzystające do siebie elementy. "Fabuła i klimat tego filmu są niezwykłe" - opowiada. "'I tak cię kocham"'opowiada o rzeczach ważnych i robi to w sposób bardzo lekki. To zaskakujące. Przede wszystkim scenariusz, który napisali wspólnie Kumail i Emily (oparty na prawdziwej historii ich związku) ma w sobie serce. To właśnie, plus szczerość i prawda, zwróciło moją uwagę" - dodaje aktorka.

Holly Hunter uderzyła też przemiana, jaką przechodzi postać Kumaila. "Lubię historie o ludziach, którzy zmagają się ze sobą. Właśnie o tym opowiada film: o kolesiu, który wchodzi w nietypową, niewygodną relację z inną osobą i do tej relacji musi dostosować swoje życie. Wykonuje olbrzymią pracę, by to się stało, by żyć zgodnie z samym sobą, na przekór stereotypowym oczekiwaniom" - mówi aktorka.

Holly Hunter została odkryta przez Hollywood w latach 80. XX wieku dzięki świetnym debiutom w "Arizona Junior" w reżyserii braci Coen oraz "Telepasji", który to występ przyniósł jej pierwszą nominację do Oscara. Oscarową statuetkę Hunter odebrała kilka lat później - w kategorii najlepsza pierwszoplanowa rola żeńska za rolę w filmie "Fortepian" (reż. Jane Campion). Tego samego roku Oscarowi dla Holly Hunter towarzyszyła ponadto nominacja: w kategorii Drugoplanowa rola żeńska za kreację w "Firmie" (reż. Sydey Pollak) u boku Toma Cruise’a. W długiej, ponad 90-letniej historii nagród Akademii Filmowej udało się tego dokonać zaledwie 11 aktorkom.

W filmowej - oraz osobistej - biografii Holly Hunter pojawia się wątek polski. To małżeństwo z Januszem Kamińskim - laureatem Oscara za najlepsze zdjęcia do filmu "Pianista". Światowej sławy autor zdjęć poznał Holly Hunter podczas gali rozdania nagród Nowojorskiego Koła Krytyków Filmowych. Aktorka została przedstawiona Kamińskiemu przez samego Stevena Spielberga, który zażartował: "Cześć Holly, to Janusz, mój operator, szaleje na twoim punkcie". Na ich związek szybko zwróciły uwagę plotkarskie media i, choć nie przetrwał próby czasu (do czego przyczyniło się obciążenie pracą na planie), w kuluarach Hollywood ten polsko-amerykański romans wspomina się do dziś.

Dowiedz się więcej na temat: Holly Hunter | I tak cię kocham 2017

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje