Harrison Ford: Urok osobisty i dystans do siebie

Od lat jest w czołówce najlepiej opłacanych aktorów Hollywood, a "od zawsze" w sercach płci pięknej na całym świecie. Złośliwcy twierdzą, że tylko Harrison Ford mógł przyciągnąć miliony kobiet do kin na filmy przygodowe oraz science fiction.

Harrison Ford jako Indiana Jones

Po siódmej części cyklu "Gwiezdne wojny" z 2015 roku, na konto urodzonego w Chicago aktora wpłynęły kolejne miliony dolarów. Co ciekawe, nie wywołało to w filmowej branży żadnych zawistnych komentarzy. Bo odtwórca roli dzielnego Indiany Jonesa, czarującego łobuza Hana Solo i budzącego współczucie dr. Kimble'a jest nawet w Hollywood traktowany wyjątkowo.

Pracowity jak mrówka

Reklama

Znajomi Forda twierdzą, że to nie tylko jego urok osobisty, dystans do siebie i słynne poczucie humoru powodują, iż nie wzbudza on złych emocji. Wiąże się to przede wszystkim z opinią człowieka solidnego i pracowitego, na którą zasłużył nie tylko jako aktor, ale również jako całkiem niezły stolarz w czasach, gdy postanowił odłożyć na drugi plan marzenia o karierze w show-biznesie. Ciekawe, czy tę cechę brał pod uwagę zaprzyjaźniony z Fordem entomolog, który nazwał jego imieniem i nazwiskiem pewien gatunek mrówki - "Pheidole harrisonfordi"...

Kosmiczny przystojniak

Dziś trudno uwierzyć, że przyszły gwiazdor "Łowcy androidów", "Świadka" czy "Frantica" grywał mało znaczące rólki. Na szczęście los bywa przewrotny i kiedy Ford pracował potem jako stolarz w studiu filmowym, przypomniał sobie o nim reżyser George Lucas. Panowie nagrywali już razem film "American Graffiti" (aktor musiał zadowolić się wtedy gażą wynoszacą 500 dolarów). Okazało się, że, zdaniem Lucasa, Ford to wymarzony Han Solo, kosmiczny przemytnik, jeden z bohaterów kultowej dziś sagi "Gwiezdne wojny". Po tej roli aktor nie musiał już myśleć o stolarce.

Seksowny Jones

Rzadko się zdarza, by jeden artysta miał w swoim dorobku więcej niż jedną rolę, która nie tylko przeszła do historii kina, ale jest też znana na całym świecie. Mowa o postaci Indiany Jonesa, seksownego archeologa w typie męskiego wrażliwca z filmu "Poszukiwacze zaginionej Arki" i jego trzech kontynuacji. Fani aktora liczą na to, że zobaczą swojego ulubionego naukowca w akcji po raz piąty. Są na to duże szanse, choć w ubiegłym roku w życiu Forda doszło do zdarzenia, które mogło wszystko przekreślić - awionetka z gwiazdorem za sterami rozbiła się na polu golfowym w Kalifornii. O jego życie drżała wówczas nie tylko jego żona, Calista Flockhart, znana z serialu "Ally McBeal". Na szczęście, niespełna 73-letni wówczas Ford, pilotujący zabytkowy samolot z tego samego rocznika co on sam, wyszedł niemal bez szwanku. Tym samym pokazał, że nie tylko filmowi bohaterowie mają prawo do happy endu.

Wszystkie części przygód Indiany Jonesa można obejrzeć w najbliższym czasie w Paramount Channel. W środę, 28 września, zostaną pokazane filmy "Poszukiwacze zaginionej Arki" i "Indiana Jones i świątynia zagłady", a w czwartek, 29 września - dwa kolejne, czyli "Indiana Jones i ostatnia krucjata" oraz "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki".

Adam Piosik

Dowiedz się więcej na temat: harrison ford

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje