Reklama

Reklama

Reklama

Filip Łobodziński: Nieoczekiwana zmiana miejsc

Pokolenie dzisiejszych 50-latków doskonale pamięta Filipa Łobodzińskiego z "Podróży za jeden uśmiech" Stanisława Jędryki. Jako Duduś był nieznośny, irytujący, przemądrzały i... nie sposób było go nie lubić.

Sam Łobodziński mówił potem jednak wielokrotnie, że nie darzył sympatią swojego bohatera. Zanim jednak zagrał rolę życia, czyli Dudusia Fąferskiego, rok wcześniej zadebiutował w przejmującym filmie "Abel, twój brat" Janusza Nasfetera (1970). Trafił na plan polecony przez Zofię Dybowską Aleksandrowicz, z którą pracował przy dubbingu. Do dubbingu z kolei poleciła go pani ze szkolnej świetlicy.

Reklama

Reklama


A było to tak - jego szkoła mieściła się blisko Studia Opracowań Filmów w Warszawie. Miał 8 lat, gdy pojawili się łowcy dzieci, którym nieobca była sztuka płynnego czytania. On potrafił. Radziecki film wojenny "Taki duży chłopiec" był pierwszym, który dubbingował. Reżyserką dubbingu była właśnie wspomniana Zofia Dybowska-Aleksandrowicz [bestialsko zamordowana razem z matką w 1989 r. - przyp. red.], która była II reżyserką przy filmie Nasfetera.

Wychował się w inteligenckim domu. Mama, plastyczka projektowała ubrania. Ojciec - inżynier, kochał literaturę i muzykę, zwłaszcza rocka, czym zaraził syna. Gdy pewnego dnia zabrali Filipa na film "Na pomoc" Richarda Lestera z The Beatles w rolach głównych - zachwycił się. Muzyka stała się jego pasją, czemu dobitny dowód dał w czasie studiów. Ale o tym za chwilę.

Tymczasem wróćmy do filmu. Po "Podróży za jeden uśmiech" (1971) zagrał w serialu "Stawiam na Tolka Banana", a potem w filmie Stanisława Barei "Poszukiwany, poszukiwana". Choć miał talent, aktorem zostać nie zamierzał. Po maturze w prestiżowym Reytanie w 1978 roku uzdolniony językowo zaczął studiować iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim. Dawny kolega, Leszek Kieniewicz, tak mówił o nim w "Uwadze": "Tym się różnił przez całe szkolne lata, że nie chodził na religię, potem nie palił papierosów i nie miał telewizora".

Właśnie na iberystyce z Jarosławem Gugałą (dziś prowadzi główne wydanie "Wydarzeń" w Polsacie) w 1983 r. założyli Zespół Reprezentacyjny. Łobodziński grał na gitarze i śpiewał - tu Bóg też nie poskąpił talentu. Nagrali parę płyt, m. in.: "Za nami noc", "Śmierć za idee", "Kumple to grunt".

Śpiewali głównie piosenki katalońskiego barda Lluisa Llacha i francuskiego mistrza Georgesa Brassensa. Znowu zamiast poświęcić się karierze muzycznej, Łobodziński, zrobił kolejną woltę i zajął się dziennikarstwem telewizyjnym.

Był jednym z ciekawszych prezenterów głównego wydania "Wiadomości", prowadził "Kawę czy herbatę", reaktywowany "Pegaz". Pisał teksty m.in. dla: "Non Stopu", "Rock'n'Rolla", "Machiny", "Przekroju", "Newsweeku Polska", "Gazety Wyborczej". Choć wszystko traktuje z wielką pasją, sam twierdzi, że jednak jest przede wszystkim tłumaczem. Do tego stopnia dobrym, że Instytut Cervantesa uznał jego tłumaczenie książki "W cieniu Inkwizycji" Artura Péreza-Reverte za najlepsze. Tłumaczył także m.in. Maria Vargasa Llosę i Rosa Montero. Ale też piosenki filmowe (m.in. z "Króla Lwa", "Toy Story", "Aladyna").

Równie dynamiczne jest jego życie uczuciowe. Dwie córki. Trzy żony. Ostatnia - Maja, jest koleżanką z czasów szkolnych. Dla niej przyjął sakramenty święte i wziął ślub kościelny.

Zespół Reprezentacyjny zakończył działalność w 1990 r. Powrócił 15 lat później. I ma się dobrze. Po latach pan Filip zagrał też w serialach: "Bulionerzy", "Ekipa", "Determinator" i w filmie "Groby" (2009). Od września 2013 r. z Agatą Passent prowadzi program "Xięgarnia". Angażuje się w akcje społeczne, m.in. na rzecz zwierząt.

IJ

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Filip Łobodziński

Reklama

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje