Festiwal w Gdyni: Pierwszy faworyt?

We wtorek, 16 września, w pierwszym dniu trwania XXVIII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni jurorom i publiczności zaprezentowały się dwa filmy: "Show" Macieja Ślesickiego oraz "Pogoda na jutro" w reżyserii Jerzego Stuhra. Ten drugi obraz bardzo spodobał się publiczności zgromadzonej w Teatrze Muzycznym. Owacje po projekcji trwały 3 minuty 36 sekund.

Czas trwania oklasków to ważny sprawdzian dla konkursowych propozycji. Jak co roku przyznana będzie bowiem nagroda Złotego Klakiera, dla najdłużej oklaskiwanego filmu festiwalu, czyli swoista nagroda gdyńskiej publiczności.

Reklama

W tym roku zmieniły się nieco zasady przyznawania Złotego Klakiera - obok pomiaru długości oklasków, publiczność może także głosować na swych faworytów na specjalnych kuponach. W ostatnim dniu festiwalu wyniki zostaną zliczone.

Drugi film zaprezentowany w pierwszym dniu festiwalu, "Show" Macieja Ślesickiego, gdyńska publiczność oklaskiwała zaledwie 31 sekund.

Podczas konferencji prasowej po pokazie, Maciej Ślesicki pytany, jakie przesłanie miał nieść jego film, odparł, że nie jego zadaniem jest wyjaśnianie treści i założeń filmu. To rola widzów.

Zgromadzeni dziennikarze oklaskami przywiatali natomiast ekipę filmu "Pogoda na jutro", niestety uboższą o głównego bohatera wieczoru, Jerzego Stuhra, który przebywa w Izraelu.

Udało się jednak połaczyć z nim telefonicznie. Przywitała go burza oklasków.

"Czy mnie słychać? Ogromnie się cieszę, że jesteście państwo ze mną. U mnie jest godzina później, ale z niecierpliwością czekałem na reakcje. Ale już zaczęły przychodzić do mnie sms-y, że wyraziliście państwo aprobatę dla filmu. Jestem więc ogromnie szczęśliwy" - powiedział Jerzy Stuhr.

Potem na pytania odpowiadała ekipa filmu "Pogoda na jutro".

Macieja Stuhra pytano, jak pracował mu się na planie z ojcem.

"Najpierw myślałem, że nie będzie z tym żadnego problemu, że będzie to czysto zawodowa zależność. Tak stało się jednak tylko w przypadku sytuacji aktor - reżyser. Mieliśmy pełne porozumienie, miałem jasność, czego ode mnie wymaga, czego oczekuje".

"Natomiast największym zaskoczeniem była dla mnie wspólna gra. Zwłaszcza kiedy graliśmy w jednym planie i patrzyliśmy sobie prosto w oczy, z bliskiej odległości, to nagle po 30 latach życia razem, kiedy graliśmy ojca i syna, kiedy wiedzieliśmy, że to tak naprawdę fikcja, to było to bardzo dziwne uczucie" - powiedział Maciej Stuhr.

Operator Edward Kłosiński opowiadał natomiast o celach, jakie przyświecały realizacji "Pogody na jutro".

"Dosyć długo czytałem kolejne wersje scenariusza. Oczywiście jest niesłychanie trudno zrobić film, który jest moralitetem, filmem opowiadającym o tym, że potrzebujemy w życiu świadomości abslolutu, a jednocześnie robimy wszystko, jakby tego absolutu nie było".

"Jurek po obejrzeniu pierwszych materiałów sam się przestraszył, czy nie idziemy w zbyt poważną stronę i już w trakcie realizacji naniósł poprawki. Od początku miało być śmieszno i straszno, ale nigdy nie chciał, żeby odbierać ten film jako dramat psychologiczny. To jest absolutna groteska. Przypowieść" - wyjaśnił Kłosiński.

Młodych aktorów (Maciej Stuhr, Roma Gąsiorowska, Martyna Peszko) pytano natomiast, czy identyfikują się z postaciami młodych ludzi, których zagrali w filmie.

"Moja postać to na pewno przedstawicielka pewnej grupy współczesnej młodzieży, której obraz jest jednak dla mnie bolesny. I cieszyłam się, że scenariusz był tak napisany, że mogłam wyjść na ludzi" - mówiła Roma Gąsiorowska.

"Nie wiem, co to znaczy identyfikować się ze swoim pokoleniem. Są w nim bowiem bardzo różni ludzie" - dodała Martyna Peszko.

"Największym problemem naszego pokolenia jest w zasadzie to, że go... nie ma. Nie wypowiadamy się zbiorowo. Każdy patrzy tak, żeby jemu było dobrze" - podsumował Maciej Stuhr.

Dziennikarze byli również ciekawi, czy celowym zabiegiem było przedstawienie w filmie Warszawy, jednak zupełnie różnej od tej z tradycyjnych wyobrażeń, bez prezentowania charakterystycznych miejsc stolicy.

"To miasto jest w jakimś sensie kompilacyjne. Jednak producent pozwolił nam tylko na dwudniowy wyjazd do Krakowa. Ponieważ początkowo chcieliśmy, aby wszystkier plenery były krakowskie, jednak nie mieliśmy na to pieniędzy. Ale sacrum powstało w Krakowie, a profanum w Warszawie" - wyjaśnił Edward Kłosiński.

Zapraszamy na kolejne relacje z XXVIII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych i do galerii Gdynia 2003!!

Dowiedz się więcej na temat: obraz | show | Maciej Stuhr | pogoda | faworyt | Gdynia | festiwal | film

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje