Ewa Telega: Blondynka po 50-tce

Od niedawna Ewa Telega jest blondynką. - Obiecałam sobie, że zostanę nią na 50. urodziny - mówi aktorka.

Jeśli ktoś chciałby zrobić "rozbiór logiczny" Ewy Telegi, miałby trudne zadanie. Z jednej strony, urodziła się do ról heroin: Chorodniczyni w "Rewizorze", Pszenicyna w "Obłomowie", Warwara Michajłowna w "Scenach z życia letników", Anna Karenina w "Ostatnim dniu Anny Kareniny"... Z drugiej, tu mamy pierwszą niespodziankę, Ewa Telega w życiu jest radosną, optymistyczną, racjonalną i naturalną osobą. Wulkanem energii. Kobietą, która widzi dalej niż czubek swojego nosa. Nie mówi, że chciałaby pomóc, tylko pomaga. Nie zastanawia się, co zrobić, tylko gdy jest problem albo dzieje się komuś krzywda, skrzykuje znajomych i załatwia sprawę. Po prostu.

Reklama

W przeciwieństwie też do swoich bohaterek, nie "wisi" na mężczyźnie. Nie jest lianą, która musi mieć oparcie, by żyć. Jej małżeństwo z reżyserem Andrzejem Domalikiem opiera się na zupełnie innych zasadach niż większości par. - By być razem, naprawdę nie musimy wszystkiego robić razem, być z sobą 24 godziny na dobę. Dajemy sobie oddychać. W związku oprócz miłości najważniejsze jest zaufanie. Ja to mam. Dawno odkryłam, że najważniejsze to nie dawać partnerowi powodu do niepokoju. Nie czuję zagrożenia - mówi.

Gdy spotkała Andrzeja Domalika, był, jak się ładnie mówi, mężczyzną po przejściach. Ona przeżyła dramat. Pierwszy mąż, operator Marcin Isajewicz, zginął w wypadku samochodowym w 1985 r. Miała 23 lata, gdy została wdową, 2 lata wychodziła z traumy. Postanowiła zrobić wszystko, by być szczęśliwą. Jednak w dniu, gdy poznała reżysera, powodów do radości nie było.

- Miałam nogę w gipsie, "przygarnęła" mnie Iwona Ziułkowska. Pewnego dnia odwiedził ją Andrzej Domalik. Zaczęliśmy rozmawiać... Gadało nam się świetnie. Gdy zaczął przychodzić niemal codziennie, usłyszałam od Iwony: "Słuchaj, Andrzej nigdy u mnie tak często nie bywał" - śmieje się.

Wracając do próby rozszyfrowania charakteru aktorki. Może dlatego łączy w sobie ogień z wodą, bo od dziecka przyzwyczajona była do dyscypliny i samodzielności. Miała 10 lat, gdy zaczęła naukę w szkole baletowej i zamieszkała w internacie. Już wtedy działała i chciała prostować kolegom pokręcone ścieżki życia. - Chciałam zostać kuratorem - mówi. Zmieniła zdanie. Ze stratą dla resocjalizacji, ale z korzyścią dla sceny została aktorką.

W jej ślady poszła córka. Zofia Domalik po mamie odziedziczyła nie tylko talent aktorski i taneczny, również pasję i radość życia. Po tacie zaś - konsekwencję, dążenie do celu i charakter górala. Gra główną rolę w "Paryżance" Stefana Łazarskiego.

Odkąd Ewa Telega i Andrzej Domalik zamieszkali w Komorowie pod Warszawą, wprowadzili tam twórczy ferment. - Pewnego dnia Jurek Radziwiłowicz powiedział mojemu mężowi, że otrzymał list, iż w Kaniach jest Teatr Narodowy. Najpierw się uśmiali, potem... spojrzeli na siebie i... "Ja mam werandę, można by coś zagrać" - powiedział Jurek. "Wiesz, to świetny pomysł, faktycznie można by coś zagrać" - odpowiedział mąż. I tak na werandzie zagrali "Letników" w obsadzie godnej sceny narodowej właśnie.

Gdy pani Ewa skończyła magiczną 40., zamiast płakać powołała do życia Stowarzyszenie K40. - Bywają korzyści z upływu czasu... - śmieje się. Jak ważne jest dla mieszkańców K40, świadczy frekwencja na wszystkich imprezach. Obchody Dnia Kobiet nie mają sobie równych. Nie mówiąc o tym, ilu ludziom pomogło.

Od jakiegoś czasu jest blondynką. - Zawsze chciałam. Obiecałam sobie, że zostanę nią na 50. urodziny. Trochę się spóźniłam. Poprosiłam fryzjerkę: - Na łyso! Gdy zaczęłam mieć na głowie jeżyka, mąż był wniebowzięty. Gdy pofarbowałam włosy na biało, wpadłam w stan błogości, nadal w nim trwam - śmieje się.

- Teraz ogarnął mnie nowy szał - balneologii. Najpierw odkryłam genialne termy w Hotelu Gellert w Budapeszcie, a że Márta Mészáros (z węgierską reżyserką przyjaźni się od lat, grała we wszystkich jej filmach - przyp. red.) mieszka obok, mam 2 w 1. Wieczorami gadamy do późnej nocy, rano biegnę do gorących źródeł i siedzę tam po 10 godzin. Nie mówiąc już o doznaniach estetycznych w pięknych, secesyjnych wnętrzach. W Polsce moim odkryciem jest Uniejów. Ukochałam sobie Hotel Uniejów z paru powodów, ale przede wszystkim z zewnętrznych balii z gorącą solanką. Na dworze mróz, ja leżę 5 godzin w termalnej wodzie - rozmarza się.

- Niedawno wyrwałam się między zdjęciami do serialu "Mąż czy nie mąż", zabrałam Zosię, która właśnie skończyła pierwszą sesję w AT, i pojechałyśmy na 3 dni. Zośka brała sobie dodatkowo masaże w SPA, ja nie wychodziłam z balii przez 3 dni - śmieje się. - Czasem dzwonię do hotelu wieczorem, że będę rano, i proszę, by napełnili mi balię, i jadę na parę godzin. Pomyślałam, że to świetne miejsce, by z K40, świętować tam nasze 10-lecie. Zamówimy dużą balię i zrobimy piękną rocznicę!

IJ

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Telega

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje