Ed Skrein: W jednej ze scen otarł się o śmierć

4 września z piskiem opon do kin wjedzie szybki i wściekły reboot przygód Franka Martina o tytule "Transporter: Nowa moc". Najlepszy kurier samochodowy świata powraca na twarzą Eda Skreina ("Gra o tron", "Deadpool") i zupełnie nowym stylem walki.

Ed Skrein w filmie "Transporter: Nowa moc"

Chińskie kung-fu z poprzednich części poszło w odstawkę. Dzisiejszy "Transporter" dewastuje przeciwników mieszanką krav magi, filipińskiego kali, angielskiego boksu i brutalnych technik walki bronią improwizowaną. Wszystko to znalazło się w najnowszym wideoklipie zapowiadającym "Transporter: Nowa moc". 

Reklama

"Zdecydowaliśmy się na wykorzystanie bardziej brutalnych, ulicznych technik walki, zamiast chińskiego kung-fu, które królowało w poprzednich częściach" - mówi reżyser, Camille Delamarre.  "Obecny styl walki jest bardzo precyzyjny, więc nie musieliśmy robić zbyt wielu skokowych cięć montażowych. Chciałem, żeby na ekranie było widać czystą walkę, którą widzowie będą się rozkoszować".

Przygotowując się do scen walki, Ed Skrein poddał się rygorystycznemu treningowi, ćwicząc sześć dni w tygodniu po dziesięć godzin. "Dawniej dużo pływałem i brałem udział w konkursach pływackich; przez długie lata uprawiałem też wiele innych sportów wytrzymałościowych, ale nigdy nie zgłębiałem sztuk walki" - mówi Skrein. - "Przyszedłem na siłownię pierwszego dnia mojego treningu, wiedząc, że czeka mnie dużo pracy".

Jego nauczycielem był choreograf scen walki i szef ekipy kaskaderów, Alain Figlarz, który na potrzeby filmu zmiksował kilka różnych stylów walki. "Chcieliśmy, żeby w naszym filmie pojawił się nowy, oryginalny styl walki - odmienny od tego, co widzieliśmy w poprzednich częściach ‘Transportera’ i wszystkich innych filmach" - mówi Skrein. - "To jest mieszanka krav magi, kali - filipińskiego stylu walki kijami, angielskiego boksu i walki wręcz. Alain Figlarz jest geniuszem. Stworzył dla mnie idealne warunki do przygotowań, nie tylko fizycznych, ale również psychicznych".

Konfrontacja Franka Martina z rosyjskimi gangsterami prowadzi do wielu spektakularnych i podnoszących adrenalinę sekwencji. Zobaczymy scenę, w której ciało spada z samolotu na maskę pędzącego Audi oraz walkę "sześciu na jednego", w finale której jeden z oponentów wisi głową w dół na linie podtrzymywanej przez innego, nieprzytomnego gangstera!

Ale ulubioną sceną Skreina nie jest żadna z wymienionych, lecz sekwencja, która ma miejsce w kulminacyjnym momencie filmu. "Finałowa bitwa wygląda bardzo niebezpiecznie i naprawdę była bardzo niebezpieczna" - mówi aktor. - "Filmowanie na skraju urwiska, z helikopterem krążącym nad naszymi głowami było jak taniec śmierci. Musiałem skoncentrować się na mężczyźnie, z którym walczę, a jednocześnie uważnie stawiać każdy krok, żeby nie spaść z urwiska. To było przeżycie, które zapamiętam do końca moich dni".

Dowiedz się więcej na temat: Transporter: Nowa moc | Ed Skrein

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje