Diane Keaton: Miłość i seks po 60.

Jest najlepszym, co można sobie wymarzyć na planie - mówi o Diane Keaton Bill Holderman, reżyser komedii "Pozycja obowiązkowa", w której gwiazda kina wciela się w członkinię klubu książki, której życie zmienia się, gdy wraz z przyjaciółkami zaczyna czytać... "Pięćdziesiąt twarzy Greya".

Rola Diane była pisana z myślą o Diane Keaton

Życie czterech przyjaciółek z długim stażem zadrży w posadach, kiedy założony przez nie klub książki weźmie na warsztat niesławne "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Diane niedawno owdowiała po 40 latach małżeństwa. Vivian cieszy się mężczyznami bez żadnych zobowiązań. Sharon wciąż przepracowuje rozwód sprzed 10 lat. Małżeństwo Carol po 35 latach zgubiło kierunek. Od odkrywania smaku nowego romansu po rozpalanie starych płomieni: przyjaciółki inspirują się nawzajem, aby następny rozdział w ich życiu okazał się tym najlepszym.

Reklama

Jak bardzo może zmienić się twoje życie, gdy wkroczy do niego Christian Grey? Takie jest przesłanie nakręconej w gwiazdorskiej obsadzie komedii Billa Holdermana o koleżeństwie i przyjaźni rzucających siostrzane wyzwanie stereotypom społecznym dotyczącym starzenia się i wyznaczającym "termin ważności" chęci życia i pragnieniu miłości. "Pozycja obowiązkowa" to zdecydowany wybór tematu na debiut reżyserski. Film o kobietach w wieku 60+ przełamujących zarówno narzucone sobie przez nie same, jak i te istniejące w relacjach bariery, zagrany przez grupę nagradzanych Oskarami legend kina, jest nietypowym wyborem dla młodszego reżysera płci męskiej, który swój debiut również napisał i wyprodukował. Co więcej, był współautorem i współproducentem filmu wraz ze swoją przyjaciółką i współpracownikiem, Erin Simms, nieustraszoną kobietą - filmowcem, która, tak jak bohaterki jego opowieści, ma odwagę przeciwstawiać wszelkim stereotypom.

Simms mówi, że żeby zrozumieć ten wybór, trzeba wrócić do samego początku: - Bill i ja pracowaliśmy razem przez kilka lat dla Roberta Redforda w jego firmie produkcyjnej. Ja zajmowałam się developmentem scenariuszy, a Bill był producentem prowadzącym firmę. Potem ukazała się trylogia E.L. James "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Bill postanowił wysłać trylogię swojej... mamie w prezencie na Dzień Matki, co moim zdaniem było kompletnie szalonym pomysłem.  Jak można mieć taka relację z matką, w której w ogóle jest miejsce na rozmowy o seksie??! To po prostu niewłaściwe na każdym poziomie. Ale niedługo potem Bill powiedział mi, że jego mama jest całkowicie otwarta i "aktywna w tym obszarze" (pomysł na postać  Vivian).

- Pomyślałam, że to przesada i histeria, więc wysłałam trylogię... mojej mamie, która jest zupełnie "przeciwnym" typem kobiety (pomysł na postać Sharon). Uznała te książki za zabawne. A potem zdecydowałam, żeby już zupełnie pójść na całość i wysłałam te książki również do mojej macochy (pomysł na postać Carol), która od dawna jest w małżeństwie, jej mózg kipi od dopaminy, jest bez przerwy szczęśliwa i uważa, że życie jest wspaniałe.A następnego ranka  pomyślałam: "Ale co z tego wynika?" - wspomina Simms.

- Teraz Bill na pewno  powie: "Erin zawsze twierdzi, że wymyśliła film". Ale tak właśnie było. Wróciłam  do Billa i powiedziałam: A może klub czytelniczy, z kobietami w pewnym wieku czytającymi "Pięćdziesiąt twarzy Greya"? W jednej chwili dotarło do nas, że chcemy to zrobić. Prawdę o tym. Moim zadaniem było dotarcie do tej prawdy. Ich zadaniem było nadanie jej charakteru. Mogłam spać dopiero wtedy, kiedy wiedziałam, że będą w tym razem ze mną - opowiada producentka.

- Napisaliśmy film dla Diane Keaton - zauważa Simms. - Chodzi mi o to, że imię bohaterki to Diane, zawsze była to Diane, od początku i nigdy tak naprawdę nie pomyślałam, co zrobimy jeśli Diane Keaton nie przyjmie tej roli? Nigdy tego nie rozważałam. Kiedy jednak Diane przeczytała scenariusz, powiedziała: "Rozumiem, dlaczego do mnie przyszliście".

- Przede wszystkim było to coś, co miałam okazję przeczytać. To nie był ten przypadek, że dostajesz bez przerwy dużo scenariuszy, na które ledwo zerkasz - mówi Keaton."0 Moja bohaterka ma na imię Diane, co wiele dla mnie znaczy. A sposób, w jaki jest napisana, to coś z mojego podwórka. To jest zabawne. A jeśli zabawne, to świetnie. Jeśli coś jest zabawne, poprawia ci humor. Widzimy, że te kobiety są razem i to w nas zostaje. Oczywiście bez wątpienia, będą musiały się mierzyć ze swoją przyszłością, ale mają siebie nawzajem i to jest naprawdę ważne w tym filmie. Erin Simms i Bill Holderman napisali dobry scenariusz. To największa zabawa, jaką kiedykolwiek miałam.

- W przeszłości miałem szczęście grać wiele niepewnych siebie kobiet i myślę, że moja postać to właśnie niepewna siebie kobieta - charakteryzuje swoją bohaterkę Keaton. - Właśnie straciła męża i ma dwie córki, które w pewnym sensie starają się ją wychowywać. Próbują ją zmienić. Ona jest trochę zagubiona, nie wie dokładnie, co robić i jak. Wspierają ja przyjaciele. Ale w pewnym sensie ona się poddaje. Dopiero spotkanie odpowiedniego mężczyzny odmienia całe jej życie. Ona zakochuje się w nim od pierwszej chwili.

Ten człowiek to Mitchell, grany przez Andy'ego Garcię. - On jest naprawdę świetny w filmie. Ale ich związek komplikuje się i to właśnie tam, jak myślę, moja postać korzysta ze wsparcia przyjaciółek - wyjaśnia Keaton. - Przyjaźnią się od około 15 lat. To są osoby, które jej zostały, bo wiele innych z jej życia już zniknęło. Mam 72 lata, gram kobietę w moim wieku i naprawdę czuję, jak ciężko jest tracić bliskich. A potem doświadczać tego, jak twoje własne dzieci przejmują kontrolę i mówią ci, że to ty jesteś dzieckiem. To naprawdę nieprzyjemne. To właśnie była moja rola i nie sprawiło mi trudności zidentyfikowanie się z nią. Gdy czujesz się niepewnie i boisz się, i martwisz.

- W filmie mam swoje problemy z Sharon (graną przez Candice Bergen). Ona jest bardzo apodyktyczna. Jest sędzią federalnym. Ale to dobrze, bo zawsze w życiu są jakieś problemy i wtedy przyjaciele przychodzą z pomocą. Ten film jest o tej więzi. To jest miłość. Znalezienie ludzi, którym możesz zaufać i z którymi jesteś szczęśliwy, z którymi dzielisz swoje zmagania - oni stają się twoją rodziną w pewnym sensie. Starzejesz się. Tracisz część swojej rodziny, tej, w której się urodziłeś i którą sobie wybierasz. Moi rodzice nie żyją, a dla mnie to była ogromna strata. Myślę o tym częściej, gdy się starzeję i bardzo tęsknię za mamą i ojcem. Mam moje rodzeństwo i oni są dla mnie wszystkim. Ale w tym filmie, to są przyjaciele - opowiada Keaton.

Przyjaciółki Diane otwierają jej oczy na nowe możliwości. A jedna z nich to Mitchell grany przez Andy'ego Garcię. Tych dwoje współpracuje ze sobą  po raz drugi. Keaton i Garcia wcześniej zagrali ciotkę i siostrzeńca w trzeciej części "Ojca chrzestnego". Ale wspólnie Keaton, Fonda, Bergen i Steenburgen, nigdy nie pracowały razem nad filmem. - Czuję, że nigdy byśmy się nie poznały, gdyby nie "Pozycja obowiązkowa". A nasze postaci są tak kompletnie inne. Mają zupełnie inne życie. Mając to na uwadze, tym, co nas połączyło, było czytanie. Dla mnie to bardzo poruszające. Moja postać miała szczególną okazję, by poznać te trzy kobiety. Uwielbiam je (Fondę, Bergen i Steenburgen) w prawdziwym życiu tak bardzo, jak tylko można sobie wyobrazić - podsumowuje aktorka.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Diane Keaton | Pozycja obowiązkowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje